Zjazd Absolwentów UVM

Mistrz Gry

Post autor: Mistrz Gry »

mów mi

Jestem Legendątytuł fabularny

999 pktzebrane punkty


Mistrz Gry

Post autor: Mistrz Gry »

uwaga, narracja!

Mimo ostatnich wydarzeń, tego wieczoru światła w sali bankietowej hotelu Hilton rozbłysły specjalnie dla absolwentów i pracowników University of Vermont. W tle grała spokojna, miła dla ucha muzyka, a osobom siedzącym przy stolikach towarzyszył radosny gwar rozmów. Niektóre z par już znajdowały się na parkiecie, oczarowując gości tańcem w rytm piosenki What The World Need Now, a inne zachwycały się kremem z dyni, który zaserwował im dzisiejszego wieczoru szef hotelowej kuchni. Prezes University of Vermont Student & Alumni Club, Stephanie Ayers, uśmiechnęła się, gdy przyglądała się temu obrazkowi z boku. Stała już w okolicach sceny, ubrana w swoją najdroższą sukienkę, którą kupiła z okazji 50-lecia działalności stowarzyszenia. Gdy piosenka się skończyła, poprosiła prowadzącego o mikrofon i zmierzyła wzrokiem wszystkich zebranych. Uwielbiała uczestniczyć w corocznych spotkaniach absolwentów - ciągle spotykali się w tym samym gronie, bogatsi tylko o nowe doświadczenia i kolejne zmarszczki. To był czas nostalgicznych wspominek i żartów, opowiadań o dawnych czasach i... powrotu do przeszłości. Dobry wieczór! Tego wieczoru chciałabym bardzo serdecznie powitać wszystkich absolwentów i pracowników University of Vermont w sali bankietowej Hilton Lake Champlain. Korzystając z okazji, chciałabym podziękować kadrze hotelu Hilton za perfekcyjną obsługę, a także kadrze uniwersytetu, członkom stowarzyszenia i samym studentom UVM za pomoc w organizacji 50-lecia działalności University of Vermont Student & Alumni Club połączonego ze zjazdem absolwentów. Nasze dzisiejsze spotkanie będzie wyjątkowe. To dzisiaj spotykamy się, aby uczcić wspólnie spędzony czas w murach naszego uniwersytetu, aby przypomnieć sobie, jak wiele nauczyliśmy się w okresie studenckim i jak wiele zawdzięczamy nie tylko kadrze, ale również naszym kolegom i przyjaciołom — zaczęła, ale przerwała, ponieważ z powodu wzruszenia głos zaczął się jej załamywać. Uśmiechnęła się, kiedy jedna z kelnerek podała jej chusteczkę. — Mam nadzieję, że dzisiejszy wieczór będzie udany dla wszystkich uczestników. Zbliża się godzina dziewiętnasta, dlatego chciałabym zaprosić państwa na danie główne: pierś z kaczki z sosem żurawinowym i pieczonymi ziemniaczkami. Jednocześnie chciałabym przypomnieć, że za godzinę, równo o godzinie dwudziestej rozpoczniemy naszą coroczną tradycję - quiz tematyczny! W tym roku motywem przewodnim będzie Powrót do Przeszłości, dlatego radzę dobrze się najeść, aby lepiej wytężyć umysły. Życzę państwu smacznego i miłej zabawy! — zakończyła pani Ayers, po czym zeszła ze sceny i również udała się do jednego ze stolików, gdzie już czekało na nią gorące, aromatyczne danie z kaczki.

Kochani! Z lekkim poślizgiem zapraszamy was na zjazd absolwentów UVM. Z racji na liczbę zgłoszeń, zdecydowaliśmy się całą zabawę przeprowadzić w formie eventu jednotematowego. Od dzisiaj, tj. 10.11, do piątku, tj. 13.11, możecie prowadzić tutaj swobodne rozgrywki - przyjść, przywitać się, zająć miejsca i zacząć rozmowy. W sobotę pojawi się narracja MG i wraz z nią jedyna, zaplanowana przez nas zabawa, czyli quiz tematyczny.

Uwaga! Wszyscy uczestnicy zabawy zostali posadzeni przy różnych stolikach. Podział prezentuje się następująco:
- stolik #1: @Blake Atwood, @Audrey Bradford, @Jake Russel
- stolik #2: @Ava Johnson, @Jeanne Pelletier, @Preston Salinger
- stolik #3: @Teddy Mason, @Danica Raynes, @Hope Pelletier, @Sawyer Bradford

Miłej zabawy :love:

mów mi

Jestem Legendątytuł fabularny

999 pktzebrane punkty


Audrey Bradford

28 y/o165 cm asystent menadżera pensjonatu

Awatar użytkownika

pomaga mamie w pensjonacie

Jake był jej kolonijnym mężem

i nie chce dać rozwodu

South End

Post autor: Audrey Bradford »

#10
W końcu nadszedł ten wyczekiwany przez wszystkich dzień - Zjazd Absolwentów UVM. Dobrze, może nie przez wszystkich, ale na pewno przez Audrey. Czyżby tak bardzo zdążyła zatęsknić za uniwersyteckimi kolegami i koleżankami? Biorąc pod uwagę fakt, że byli to jej znajomi od dziecka lub tacy, na których non stop wpadała na ulicach kochanego Burlington, raczej nie. O nie nie. Tutaj chodziło o coś zupełnie innego, a mianowicie o to, z kim na ten zjazd się wybierała. A wybierała się z nikim innym jak z Jakiem Russelem. Cieszyła się z tego, naprawdę. Nie mogła się wręcz doczekać, kiedy elegancko ubrani pojawią się na imprezie i może nawet przetańczą ze sobą całą noc? Jake co prawda nie skończył Uniwersytetu tylko Akademię Policyjną, ale to w niczym nie przeszkadzało jej przecież go ze sobą zabrać. Nie musiała się nawet martwić o to, że będzie się czuł nieswojo, bo i tak znał się ze znaczną większością absolwentów.
Kiedy przyjechał po nią do domu rodziców, miała wrażenie déjà vu. Znowu mieli po osiemnaście lat, dopiero co zerwali ze swoimi połówkami i postanowili pójść razem na bal w ostatniej klasie liceum. Znów na nią czekał i patrzył. Dokładnie tak samo, jak dziesięć lat wcześniej.
Przyjechali razem z Hope i Sawyerem, a kiedy weszli do środka, Audrey aż westchnęła, tak ładnie przyozdobiona była sala! Przed usadowieniem się na odpowiednich dla nich miejscach, w pierwszej kolejności Audrey zerknęła na stojącą przed wejściem tabliczkę z rozpisanymi miejscami. Właściwie tylko po ty, by przy swoim miejscu i tak znaleźć zapisane swoje imię. Przy ich stoliku miejsce już zajmował Blake, z którym przywitała się szerokim uśmiechem i uściskiem.
- Jesteś sam? - zdziwiła się, bo mogła przysiąc, że akurat Atwood nie przyjdzie na taką imprezę w pojedynkę.

@Jake Russel @Blake Atwood

juzkamów mi

Złap mnie, jeśli potrafisztytuł fabularny

33 pktzebrane punkty


Hope Pelletier

33 y/o160 cm Fizjoterapeutka

Awatar użytkownika

Tonight the light of love

is in your eyes

But will you love me tomorrow?

South End

Post autor: Hope Pelletier »

Czas był pojęciem względnym — czasem pędził tak, że nie mogła się nadziwić, ile już lat minęło od ukończenia studiów, a z drugiej strony, wlókł się niemiłosiernie, kiedy czekała aż wyschnie jej lakier do paznokci. Nic wtedy nie można było zrobić!
A tak bardzo chciała wyglądać zjawiskowo — do tej pory miała element zaskoczenia, kiedy wychodzili gdzieś razem, on przyjeżdżał po nią, a ona wychodziła do niego ładnie ubrana. Teraz mogła jedynie zamknąć za sobą drzwi łazienki i pokazać mu się w gotowym makijażu.
Czy żałowała? Absolutnie nie, bo w każdym momencie mogła go zawołać, poprosić o pomoc w zapięciu naszyjnika, a potem odebrać kilka pocałunków w karku, zupełnie jakby nie mieli się spieszyć na bal.
Mieli jechać z Jakiem i Audrey, więc też nie mogli zwlekać zbyt długo, ale widocznie czerwona sukienka bardzo podobała się Sawyerowi, bo rzeczywiście zdążyli na ostatnią chwilę. No ale sam pan Bradford wyglądał dzisiaj jak gwiazda kina.
Hope wiedziała, że wiele dawnych koleżanek ze studiów, a także i ze szkoły spoglądają tęsknie w jego stronę, bo nie ma co ukrywać — trafiło się, jak ślepej kurze ziarno. A teraz na dodatek zamieszkali razem. Hope wciąż nie do końca mogła uwierzyć w swoje szczęście.
Zaoferowała się również, że tego wieczoru będzie kierowcą, że nie musi pić. Miała jednak swoje małe tajemnice w tej kwestii. Była już niemal 2 tygodnie po terminie miesiączki, więc istniała szansa, że... być może zostaną rodzicami. Testy raz za razem wychodziły błędne, więc ostatecznie umówiła się do lekarza, żeby wszystko potwierdzić, ale Sawyerowi nic nie mówiła. Jeszcze nie, gdy nie była pewna.
Dojechali na miejsce bez najmniejszych problemów i Hope, na równie z Audrey, zachwyciła się pięknem wystroju.
Nie siedzieli razem z Audrey i Jakiem, którego miała wreszcie okazję poznać, ale przy ich stoliku jeszcze nikt nie siedział, więc w zasadzie mogli wybrać dowolne krzesła.
Wyciągnęła dłoń, poprawiając mu krawat i spojrzała mu w oczy.
- Jeśli pójdę do toalety i nie wrócę, to znaczy, że jakaś zazdrosna niedoszła mnie zlikwidowała. - Uśmiechnęła się i lekko pocałowała. - Wyglądasz niesamowicie. Mówiłam ci to już? - Minął ich dawny wykładowca Hope, któremu skinęła głową, a on odpowiedział podobnym gestem. To będzie przyjemny wieczór.

@Sawyer Bradford

Liv #4000mów mi

Stary, gdzie moja bryka?tytuł fabularny

18 pktzebrane punkty


Preston Salinger

28 y/o189 cm instruktor fitness

Awatar użytkownika

Downtown

Post autor: Preston Salinger »

Był w szoku, gdy Jeanne, która kilkukrotnie nie dała się namówić na chociażby kawę, zaprosiła go na tak poważne wydarzenie. W takim szoku był, że gdy przeczytał wiadomość prawie upuścił hantelek na stopę i tyle byłoby z całonocnych tańców, ale skończyło się tylko na tym prawie. Zgodził się bez większego zastanowienia. Nigdy nie był na takim evencie, bo swojej uczelni nie ukończył, a lubił imprezy każdego rodzaju. Kobieta na pewno nie pożałuje, że wybrała go na swoją osobę towarzyszącą, a na pewnie długo nie zapomni tego wieczoru.
Odstawiony w swój najlepszy garnitur odebrał Pelletier i taksówką zajechali pod Hilton Lake Champlain, gdzie w gruncie rzeczy też nigdy nie był, więc zaraz po przekroczeniu progu, zrobił wielkie WOW, jak mały chłopiec w Legolandzie. Może nawet nieco zbyt wielkie, przez co kilka osób zwróciło na nich uwagę. Preston miał to do siebie, że często swoim zachowaniem przyciągał spojrzenia ludzi wokół, bo z wieloma rzeczami po prostu się nie ceregielił.
- Musisz coś o mnie wiedzieć - zaczął tajemniczo, jakby miał zaraz wyznać swojej dzisiejszej partnerce, że jest seryjnym mordercą. - Jestem królem parkietu. Samozwańczym, to racja, ale jednak - uśmiechnął się szeroko i zakołysał lekko górną częścią ciała w rytm muzyki. - Także musisz być przygotowana na to, że możesz nabawić się odcisków dzisiejszego wieczora - dodał, gdy szukali swojego numeru stołu. Ciekaw był jakie towarzystwo będzie się tutaj dzisiaj bawiło w tym luksusowym lokalu.

@Jeanne Pelletier

mów mi

Praktykanttytuł fabularny

0 pktzebrane punkty


Sawyer Bradford

36 y/o189 cm właściciel szkoły narciarskiej

Awatar użytkownika

If I know what love is

it is because of you

South End

Post autor: Sawyer Bradford »

8
Od kiedy Sawyer oficjalnie wręczył Hope klucze i zaprosił do swojego domu, nie mógł się nadziwić, jak wiele codziennych czynności zdążyli już wdrożyć do ich wspólnego życia. Wcześniej myślał, że ich codzienność zostanie wywrócona do góry nogami, ale... niewiele się zmieniło, oprócz tego, że teraz wszystkie rzeczy Hope znajdowały się w ich wspólnej garderobie, a na półce w łazience w końcu znajdowały się kosmetyki kobiety. Nic więcej nie uległo zmianie - nadal uwielbiał całować ją rano w szyję, a następnie patrzeć, jak wstaje, ubiera zwiewny szlafrok na nagie ciało i udaje się do kuchni, aby wstawić wodę na kawę. Lubił ubierać się nieśpiesznie, aby zaraz pomóc zapiąć jej sukienkę i zanieść ją na rękach do kuchni, gdzie pomagał jej w przygotowywaniu śniadania. Następnie uwielbiał skradać jej kilka buziaków, oparty o blat obok lodówki, a po śniadaniu podwoził do pracy. Kochał ich wspólne życie - ba, kochał Hope nad życie i nie posiadał już żadnych wątpliwości, że to z nią chciał się zestarzeć. Pewnie właśnie dlatego Hope Pelletier towarzyszyła mu na Zjeździe Absolwentów już od trzech lat - czuł dumę, kiedy wkraczał do sali bankietowej w Hilton Lake Champlain pod rękę z posągową pięknością o charakterze anioła, która zdecydowanie była tą lepszą połówką w ich związku. Na miejsce przyjechali z siostrą Sawyera i jej przyjacielem ze szkoły, ale ich drogi rozeszły się w drodze do stolików - Audrey usiadła obok Blake'a, ciągnąc Jake'a za rękę, z kolei Hope zaprowadziła ich do stolika po prawej stronie. Skinął przyjacielowi ręką i usiadł obok blondynki, rozglądając się dookoła.
Swoją drogą - kiedy kilkanaście minut wcześniej blondynka zadeklarowała się, że będzie prowadzić, nawet nie zapaliła mu się czerwona lampka. Nic nie podejrzewał, a już zwłaszcza domniemanej ciąży swojej partnerki. Oboje nie należeli do osób, które lubiły alkohol, dlatego nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia - ot, nawet uśmiechnął się na propozycję Jake'a, że wypiją sobie po szklaneczce whisky, której co prawda nie zamierzał odmawiać, ale na samo wspomnienie alkoholu zaczynała go boleć lewa łopatka, na której nadal widniał tatuaż z imieniem jego przyszłej narzeczonej.
Ciebie nikt nie jest w stanie zlikwidować z mojego boku — zaczął, a zaraz zaśmiał się cicho i pozwolił jej poprawić swój krawat. Pokręcił głową i spojrzał prosto w jej oczy. — Hope, to na ciebie wszyscy patrzą. Wyglądasz obłędnie — wyszeptał jej wprost do ucha. Siedzieli jeszcze sami, ale zaraz - jeśli wierzyć bilecikom na talerzach - miała do nich dołączyć jego kuzynka. Kiedy na horyzoncie pojawił się wykładowca kobiety, również skinął mu głową. Nachylił się do blondynki. — Nadal nie mogę uwierzyć, że tak elokwentna kobieta jak ty zwróciła na mnie swoją uwagę — rzekł, jednocześnie odsuwając się nieznacznie od stolika, ponieważ kelner przyniósł im danie główne - pierś z kaczki z sosem żurawinowym. Uśmiechnął się do niej - czuł się naprawdę szczęśliwy. Szczęśliwszy niż Sam z filmu Uwierz w ducha, gdy Molly wyczuła jego obecność.
Ona - wykształcona pani lekarz.
On - niedoszła gwiazda sportu.
A i tak go kochała.

@Hope Pelletier
Obrazek

Paciamów mi

Stary, gdzie moja bryka?tytuł fabularny

13 pktzebrane punkty


Ava Johnson

29 y/o165 cm trenerka łyżwiarstwa

Awatar użytkownika

trenerka łyżwiarstwa

jak mu powiedzieć

że wciąż go kocham

Outside

Post autor: Ava Johnson »

13

Idźcie, zasłużyliście na chwilę wytchnienia. Właściwie wszyscy ich wyganiali by poszli na ten Bal Absolwentów. Brat Avy już dawno zgłosił swoją obecność. Był dumnym absolwentem tutejszej uczelni i chętnie uczestniczył w jej życiu nawet po latach od zakończenia studiów. Sam nie zamierzał iść, zaproponował więc Avie, by mu towarzyszyła. Może miał nadzieję, że Blake też tam będzie i Ava w końcu się odważy? Cholera wie. No ale zamordowano Dove i temat balu w domu ucichł. Dopiero dzień wcześniej wyskoczyło przypomnienie w kalendarzu. Najwyżej nie będziecie tańczyć. Fakt, zasługiwali na chwilę wytchnienia i fakt, mogli po prostu posiedzieć wśród przyjaciół i znajomych. Ava pewnie też byłaby absolwentką tej uczelni, gdyby poszła na studia, zamiast jeździć jak głupia na łyżwach...
Już wcześniej Ava odkryła, że ma owszem sporo czarnych ubrań, ale za mało na żałobę. Na szczęście gdzieś w szafie wygrzebała sukienkę, która jako tako pasowała do okazji.
Pewnie swoim pojawieniem się na sali wywołali jakąś tam sensację, ale Ava mogła się skupić tylko na tym, że @Blake Atwood siedział przy jednym stoliku z jej kuzynką. Szli właśnie w tamtą stronę, Ava zapatrzona w Blake'a który na razie jej nie dostrzegł, kiedy brat chwycił ją za ramię.
- To nasz stolik. - podążył wzrokiem za siostrą... Blake. Uśmiechnął się do siebie - Wiesz... jeśli z nim zatańczysz, to nie powiem rodzicom.
Ava pacnęła go w ramię.
- Kto powiedział, że chcę tańczyć z Blake'iem Atwoodem. - obruszyła się, ale chciał... oj mogłaby przetańczyć z nim cała noc. Dopiero teraz jej wzrok padł na ich stolik i... @Preston Salinger okazał się być jedną z osób z którymi przyszło im siedzieć.
- Cześć. -spojrzała na jego towarzyszkę i uśmiechnęła się znacząco. A jeszcze niedawno tak nalegał na rankę. Faceci...

Brakmów mi

Frosty the snowmantytuł fabularny

47 pktzebrane punkty


Blake Atwood

32 y/o191 cm trener hokeja

Awatar użytkownika

hokej

jedyna

miłość?

Downtown

Post autor: Blake Atwood »

Pierwotny plan zakładał, że na zjeździe absolwentów pojawi się z partnerką. Miała nią być jego dobra znajoma. Ta jednak rozchorowała się i tym samym Blake, dosłownie w ostatniej chwili, został na lodzie. Przez chwilę nawet myślał, że w tych okolicznościach może lepiej będzie odpuścić sobie całą tą imprezę i zostać w domu. Kiedy jednak przypadkiem wygadał się odnośnie tych rozważań przed znajomymi, którzy również otrzymali zaproszenie, to zaraz został sprowadzony na ziemie. Bo jak to miało zabraknąć na tym wydarzeniu dawnej gwiazdy uniwersyteckiej drużyny hokejowej? Mówiąc krótko - skutecznie zdołali wybić mu takie pomysły z głowy. Oczywiście korzystając przy tym z pomocy alkoholu. Tym samym więc ostatecznie nie wykręcił się od całej tej zabawy i dość wcześnie zjawił się na miejscu. Znalazł właściwy stolik, zajął miejsce i czekał aż wszystko się rozkręci. Oczywiście w między czasie przywitał się też z kilkoma osobami, z którymi nie miał okazji widzieć się od bardzo dawna. Bądź co bądź, na zjeździe pojawiły się w końcu również te osoby, które nie mieszkały w Burlington, a w niektórych przypadkach - nawet w samym Vermont.
Widząc zbliżającą się w stronę stolika @Audrey Bradford z jakimś mężczyzną, podniósł się ze swojego miejsca, chcąc przywitać się z kilka lat młodszą znajomą. Mimo, że znali się całkiem dobrze, ze względu na @Jake Russel zdecydował się zachować względem dziewczyny pewien dystans. Nie chciał być niewłaściwie odebrany. Szybko więc się od niej odsunął, wracając na poprzedniej miejsce.
- Randka mnie wystawiła, widać mój urok już nie działa na kobiety. - Odpowiedział na zadane pytanie, pozwalając sobie na lekko żartobliwy ton. Jednocześnie przez cały ten czas kątem oka przyglądał się mężczyźnie towarzyszącemu Audrey z wyraźnie widocznym zainteresowaniem. - Ale widzę, że Tobie bardziej się poszczęściło. Przedstawisz mnie znajomemu?
Przez chwilę kusiło, żeby popłynąć nieco bardziej, dodać coś więcej, ale był jeszcze na tyle trzeźwy, że się od tego powstrzymał. Bez większych trudności. Pewnie to i lepiej, bo o ile samą Audrey znał, tak przy Jake'u nie wiedział, na jak dużo mógł sobie pozwolić. Lepiej było więc nie wypływać zbyt szybko na głębsze wody.

Nenemów mi

Złap mnie, jeśli potrafisztytuł fabularny

29 pktzebrane punkty


Jake Russel

28 y/o189 cm policjant

Awatar użytkownika

Fortune and love

Favor the brave

South End

Post autor: Jake Russel »

5
Kiedy Audrey poprosiła go o towarzystwo na zjeździe absolwentów tutejszej uczelni, nie zastanawiał się długo - właściwie to od razu zapytał, o której po nią przyjechać. Mimo że na komendzie mieli obecnie ręce pełne roboty, nawet John zasugerował mu, aby wziął dzień wolnego i spróbował odpocząć. Nie protestował. Rzadko brał urlop, a skoro nadarzyła się do tego okazja, to nie zamierzał odmawiać. I w ten oto sposób dzisiejszego ranka nawet zdążył odświeżyć swój czarny garnitur w miejscowej pralni, zanim podjechał pod dom Bradfordów około osiemnastej. Stojąc pod domem rodziców Audrey, uśmiechnął się pod nosem - stał dokładnie w tym samym miejscu, co kilka, kilkanaście lat temu, kiedy zabierał ją na potańcówki albo odwoził do domu.
Serce zabiło mu mocniej, gdy stanęła na podjeździe i zaprezentowała się w eleganckiej sukience, szpilkach i przylegającym do ciała płaszczu. Jeszcze zanim wsiadła do auta, mimowolnie strzepnął ze swojej marynarki nieistniejące pyłki kurzu, troszeczkę żałując, że nie pożyczył samochodu od kuzyna. Zwłaszcza, że dzisiejszego wieczoru do Hilton Lake Champlain zawozili również brata Audrey i jego partnerkę, których przywitał szerokim uśmiechem na twarzy, kiedy wślizgnęli się na tylną kanapę jego auta. Jedynym aspektem, który pogarszał mu nastrój tego wieczoru, był fakt, że Audrey, Sawyer i Hope nie pasowali do wnętrza jego starego pickupa, który prawie odmówił posłuszeństwa przy ruszaniu. Cóż.
Gdy byli już na miejscu, rozdzielili się dopiero po wejściu na salę bankietową - Sawyer ze swoją partnerką szybko zniknęli im z oczu, dlatego odważył się objąć Audrey w talii i poprowadzić ją do jednego ze stolików. Zerknął na jej misterną fryzurę, porcelanową cerę i usta pomalowane szminką i... i...
— Naprawdę... ładnie wyglądasz — rzucił pod nosem, ostatnie dwa słowa wypowiadając niezwykle cicho, ponieważ zanim zdążył skończyć to zdanie, Audrey rzuciła się na szyję wysokiemu mężczyźnie przy jednym ze stolików. Nie był pewien, czy usłyszała komplement, jaki do niej skierował, dlatego gdy tylko odsunęła się od nieznajomego, ponownie objął ją w talii. Skoro Audrey była singielką, nie zamierzał... pozwolić jej uciec i nie skorzystać z okazji.
Jakiej okazji, Jake?
Chwilę konsternacji przerwał Blake, prosząc Audrey o przedstawienie go. Jake wyciągnął dłoń w kierunku Atwooda i - kiedy ten już odwzajemnił uścisk - zapewne uścisnął jego rękę trochę zbyt mocno.
Jake. Jake Russel — przedstawił się, zapewne nie dając Audrey szansy na przejęcie inicjatywy, ale... Tak jakoś wyszło.
Trochę dziwnie się czuł wśród tych wszystkich pięknych ludzi, w swoim jedynym, czarnym garniturze, którego nie uzupełnił chociażby krawatem. Jednak w tej chwili dla Audrey był w stanie zrobić wszystko. Nawet usiąść obok Blake'a i wypić z nim szklaneczkę whisky, skoro Sawyer ze swoją blond pięknością gdzieś przepadł.

@Audrey Bradford @Blake Atwood

mów mi

Praktykanttytuł fabularny

0 pktzebrane punkty


Hope Pelletier

33 y/o160 cm Fizjoterapeutka

Awatar użytkownika

Tonight the light of love

is in your eyes

But will you love me tomorrow?

South End

Post autor: Hope Pelletier »

Zaśmiała się, gdy Sawyer odpowiedział komplementem.
- Czaruś. - Skwitowała i mocniej ścisnęła jego dłoń, dając mu tym samym do zrozumienia, że naprawdę sprawił jej przyjemność takim komplementem. Że lubiła z nim wychodzić do ludzi, ale też siedzieć w domu, gdzie mogli nacieszyć się sobą. Dla niektórych mogło być to dość niezrozumiałe, że dwoje dorosłych ludzi, zachowuje się jak turkaweczki, ale oni mieli ich gdzieś. Niech się wstydzi, ten kto widzi, zwłaszcza że nie robili nic złego.
Hope nie zwróciła uwagi na bileciki, ale może to i lepiej, bo gdyby zobaczyła nazwisko Masona, to z pewnością nie byłaby zachwycona. Umawiali się ze sobą jeszcze w szkole, a to randkowanie, nie skończyło się zbyt dobrze, bo chłopak poszedł w tango z koleżanką Hope. Niby minęły lata od tamtych wydarzeń, ale wzór niestety zdawał się powtarzać — każdy kolejny facet Hope miał tendencje do zdrad i dopiero Sawyer zmienił jej nastawienie. Jemu ufała. Prychnęła znów rozbawiona, gdy Sawyer nie skończył z komplementami, ale zaczekała z odpowiedzią, aż kelnerka się nie odsunie.
- Proszę cię Saw… Ty mówisz o elokwencji? Sam użyłeś tego słowa zupełnie normalnie w zdaniu. To chyba Ty jesteś złotousty mój chłopcze. - Puściła do niego oczko i zerknęla na swój talerz. Nie przepadała za kaczką — jej ulubiony drób nie był zbyt wyszukany. Dla niej kurczak byłby w sam raz, ale postanowiła nie grymasić. Kusiło ją, żeby powiedzieć Sawyerowi o swoich przypuszczeniach odnośnie do swojego stanu, ale uznała, że dziś nie jest ten dzień — najpierw upewnić się trzy razy. Ale była tak ciekawa jego reakcji… No bo co, jeśli się okaże, że jednak… Uśmiechnęła się pod nosem, a akurat wrócił kelner z butelką wina.
- Dla państwa białe, czy czerwone? - Spytał, prezentując to, co miał
- Ja dziękuję. Wodę gazowaną poproszę. - Odparła Hope, dając jednak znać Sawyerowi, że jeśli tylko ma chęć, to może się napić.

@Sawyer Bradford

Liv #4000mów mi

Stary, gdzie moja bryka?tytuł fabularny

18 pktzebrane punkty


Zablokowany

Wróć do „Archiwum Eventów”