Bar

Megan Bundy

Studentka

Awatar użytkownika

21 y/o

168 cm

Już zdradziła swoje imię

i urzekło ją to,

w jaki sposób on się z tego cieszy

Downtown

brak odznak

Post »

Błędy — wszyscy je popełniamy. Jedne są większe, innych nawet nie zauważamy na co dzień. Jedni lubią popełniać ten sam błąd przez całe swoje życie, inni natomiast uczą się i unikają powtórek. Megan nie lubiła popełniać błędów, ponieważ uświadamiały jej one, jak wiele rzeczy jeszcze nie wie. Owszem, każdorazowo uczyła się czegoś nowego, nie chcąc potknąć się raz jeszcze dokładnie w tym samym miejscu. Jednak zawsze muszą pojawiać się jakieś wyjątki, nieprawdaż? W tym wypadku tym, gdzie panna Bundy praktycznie zawsze się wykładała, była zbyt wielka pewność siebie w różnych sytuacjach. Czasami sprawiała ona, że szatynka wychodziła z dziwnych sytuacji obronną ręką, ale przy bilardzie? Bardzo często gubiło ją to, ale w drugą stronę — było to u niej rodzinne, więc za bardzo przejmować się tym nie powinna.
Szatynka przyglądała się ruchom Matthew, starannie i dokładnie, a kiedy jedna z połówek wpadła do łuzy, a za nią biała, wzruszyła ona ramionami. - Gra się jeszcze nie skończyła - rzuciła Meg, uśmiechając się przy tym delikatnie. Matematycznie? Nie wyglądało to najlepiej dla Bradforda, ale w drugą stronę, to była tylko gra! Zabawa! Obeszła ona po raz kolejny stół. Chcąc się ustawić, pochyliła się ona nieznacznie do przodu. Chwilę wymierzała, a kiedy w końcu wykonała ruch, biała bila powędrowała w stronę fioletowej, a ona puknęła w czarną i… wpadła do łuzy. Bundy wyprostowała się, aby zaraz potem zaśmiać się niczym pięciolatka. - A jednak gra się skończyła. Zdarza się najlepszym - brat i ojciec nie byliby z niej dumni, ale trudno! Przez długi czas prowadziła i co najważniejsze — dobrze się bawiła! - Co do spotkania, to raczej tak - rzuciła spokojnie, spoglądając na Matthew. - A i nazywam się Megan Bundy i zaraz postawię ci piwo - rzuciła, puszczając oczko w stronę szatyna, a zaraz potem? Przedostała się do baru, gdzie tak, jak było w umowie, zamówiła dwa piwa — dla siebie i swojego towarzysza! I to z sokiem z marakui! Dosłownie po paru minutach wróciła do Bradforda, który wciąż stał przy stole, na którym rozegrała się zacięta gra.
- Więc jak wabią się twoje psy? - o tak, zapamiętała informację dotyczącą czworonogów Bradforda, a że fanką zwierząt była, to zamierzała go o nie wypytać, bo w sumie czemu nie?

@Matthew Bradford

Brakmów mi

2poziom

22punkty


Matthew Bradford

instruktor snowboardingu

Awatar użytkownika

22 y/o

180 cm

Instruktor

Cieszy się jak dzieciak na

Każdą chwilę spędzoną z Megi

South End

brak odznak

Post »

Niby gra się jeszcze nie skończyła, ale Bradford cienko widział swoje szanse w starciu z prawdziwą mistrzynią, bo tak. Tak trzeba nazwać dziewczyną, która prawie do końca wyczyściła stół z bil. Ta wpadka nie mogła zaważyć na jego opinii. Uważał, że pokazała się z jak najlepszej strony.
- Co nie zmienia faktu, że o była dobra gra i gdyby nie ta czarna zapewne już byś wygrała. – musiał to przyznać, choć z początku ciężko mu to przechodziło przez gardło. Jednak trzeba oddać królowej co królewskie, a na pewno była ona jedną z lepszych przeciwniczek z jakimi miał szansę grać.
Ucieszył się na wieść, że chciałaby powtórzyć takie wyjście. Już miał kilka pomysłów jak mogą wspólnie spędzić czas. Może nawet specjalny wypad do jakiejś fancy restauracji? Musiał się więcej dowiedzieć o zainteresowaniach i upodobaniach… MEGAN!
W końcu miał jej imię co wprawiło go w naprawdę dobry nastrój. Naczekał się, ale było warto. Teraz będzie mógł się do niej zwracać normalnie, a nie używać słowa nieznajoma, które mimo wszystko nie było tak fajne, jak się może wydawać.
Poczekał chwilkę, aż zjawi się z piwem. Nie musiał za nie płacić, ale następne spotkanie on będzie stawiał. Może nawet będzie mógł powiedzieć, że to randka. Złożył kije i bile w jedno miejsce, bo nawet jeśli z góry zapłacił za godzinną rozgrywkę to chciał się na spokojnie napić. Wziął szklankę w dłoń i uśmiechnął się.
- Beta, Eta, Teta i Ares. Trzy pierwsze to Husky, w zimie zaprzęgam je do specjalnych sanek. Uwielbiają biegać. Ares to typowy przywódca, owczarek szwajcarski. Biegnie z przodu. Bardzo chętnie kiedyś Cię przewieziemy. – wyjął telefon i pokazał zdjęcia z zaprzęgiem, gdzie siedziały na sankach jakieś maluchy. - Młodsze dzieciaki w rodzinie często przychodzą aby się przejechać i pobawić z nimi. Uwielbiają śnieg… Dobra, to skoro wygrałem – puścił jej oczko – to może powiesz mi czy jesteś fanką kawy albo czekolady?

@Megan Bundy

Brakmów mi

3poziom

33punkty


Megan Bundy

Studentka

Awatar użytkownika

21 y/o

168 cm

Już zdradziła swoje imię

i urzekło ją to,

w jaki sposób on się z tego cieszy

Downtown

brak odznak

Post »

Megan nie uważała się za mistrzynię bilarda. Zasadniczo to naprawdę nie było jej daleko do starszego brata, taty, dziadka czy któregoś z wujów. Była ich małą Megi, której nie brali zbytnio na poważnie i czasami zdarzało im się na tym przejechać! Niemniej to właśnie oni zaszczepiali w niej tę iskrę ambicji i chęci rywalizacji!
- Doceniam to, co powiedziałeś - przyznała szczerze, uśmiechając się łagodnie. Niemniej to nie zmieniało faktu, że niepotrzebnie się wkręciła i przeholowała, niestety! Jednakże czasu już nie cofnie. - I hej! Nie musisz mnie pocieszać! - rzuciła, przyjacielsko trącając go z łokcia. - Odegram się, w przyszłości rzecz jasna! - bo hej! Nie było nawet najmniejszej możliwości na to, aby sobie odpuściła rewanż! Iskra rywalizacji wciąż krążyła i nie było najmniejszej możliwości na to, aby sobie nie odbiła takiej porażki! Była tak blisko i o! No cóż, zdarzało się najlepszym. To właśnie była już kolejna zapowiedź na ich przyszłe spotkanie! Matthew mógł być z siebie dumny!
Jeśli natomiast chodziło o jej imię… no zasłużył sobie! Nie tylko postarał się, ale też zgodził się zmienić plan ich spotkania ze względu na fakt, że nie spodobała jej się pierwotna wersja i nawet poszedł za nią w ciemno! A przecież mogła go wyprowadzić na manowce! Więc za taki gest musiała u się odpłacić, chociaż zdradzeniem swojego imienia!
Zasadniczo to wedle panny już wtedy Bradford mógł śmiało powiedzieć, że są na randce! Nie dało się ukryć, że nie byli kolegami, a nawet znajomymi, zważając na fakt, że szatyn dopiero poznał jej imię i nazwisko! Chociaż w sumie można było powiedzieć, że ona go znała ze stoku, gdzie udawała nastoletniego chłopca, który wygryzał, ale nie obrażał innych. Bo co by powiedziała rodzina. Gdyby dowiedziała się, że ich najukochańsza Megi śmiga po stoku, zamiast zdobywać doświadczenie na stażu i siać terror wśród swoich rówieśników? Nie przypominając o tym, że jeden z wujów prawie stracił życie na snowboardzie.
Kiedy Matthew wymieniał imiona swoich psów, Bundy liczyła ich ilość na palcach. - Och, a gdzie Alfa i Gamma? - spytała, będąc naprawdę rozbawiona z tego, jak Bradford nazwał swoje pupile. - A dla ostatniego wymienionego inspiracją chyba była mitologia grecka, co? - o tak, dobrze pamiętał imiona bogów. A zwłaszcza Ateny, Afrodyty, Hestii oraz Nike. Ogólnie lubiła kulturę Greków, a przynajmniej tę starożytną! Nie była trudna do ogarnięcia! - A dużo macie młodszych dzieciaków w rodzinie? - zapytała, a następnie upiła trochę piwa, które miała w kuflu. - Uwielbiam wszelkie kawy, herbaty, a czekolada zajmuje szczególne miejsce w moim sercu - rzekła całkiem spokojnie. Bo która przedstawicielka płci pięknej nie lubiła słodkiego co nieco? No i kto jak kto, ale Bundy bez kaw nie mogłaby normalnie funkcjonować na co dzień!

@Matthew Bradford

Brakmów mi

2poziom

22punkty


Matthew Bradford

instruktor snowboardingu

Awatar użytkownika

22 y/o

180 cm

Instruktor

Cieszy się jak dzieciak na

Każdą chwilę spędzoną z Megi

South End

brak odznak

Post »

Domyślał się, że Megan tego tak nie zostawi i na pewno w przyszłości się odegra. Był o tym wręcz przekonany. Widział, że lubi tą nutkę rywalizacji, co było niezwykle pociągające. Sam uwielbiał wygrywać i nie odpuszczał, chyba że gra jest warta świeczki, jak chociażby poczynione kolejne postępy w znajomości.
- I już nie jesteś nieznajomą. – puścił jej oczko a zaraz później upił kilka łyków piwa. Bardzo dobrze rozmawiało mu się z dziewczyną. I liczył, że kolejne spotkania będą tak samo owocne. Może już nie obfitujące w takie przypadki jak wbicie czarnej bili, ale jednak!
Jego ojciec powtarzał, że taki zwierzyniec to jakaś przesada, ale na szczęście mama pozwalała na kolejne, dzięki czemu dorobił się aż czterech psiaków.
- Może jeszcze będą w przyszłości. – bo szczerze mówiąc? Poza snowboardem miał swoje pomysły. Chociażby posiadanie hodowli Husky, ale jak na razie rodzice stwierdzili, że musi on się przeprowadzić, jeśli chce więcej psów. Tylko czy on sam je wszystkie utrzyma? To jest dopiero dobre pytanie. Pracuje, rodzice mu dołożą pieniędzy, ale będzie również potrzebował kogoś kto pomoże mu się zajmować psiakami.
- Tak, jest prawdziwym wojownikiem i ustawia resztę po kątach. – zaśmiał się, bo na samo wspomnienie, że Ares kiedyś zdominował dziewczyny, które schowały się pod jego łóżkiem, miał uśmiech wymalowany na twarzy. - Z dalszej rodziny, owszem. Jak na razie wśród najbliższej jestem sam. – żadnej cioci ani wujkowi, nie spieszyło się do posiadania małych Bradfordzików! A szkoda, może wtedy Matthew miałby większy ubaw, mogąc zajmować się kuzynostwem.
- To następnym razem zabieram Cię na czekoladę z bitą śmietaną i piankami! – nie mogła mu odmówić, nawet nie zakładał takiej opcji.
Rozmawiali jeszcze jakiś czas po czym Bradford odprowadził Megan do domu. Żegnając się… całusem w policzek. W drodze powrotnej myślał o jednym – że już nie może się doczekać kolejnego spotkania. Może wujek ma rację, może to ta jedyna?

@Megan Bundy
/ztz2

Brakmów mi

3poziom

33punkty


Carmen Flores

Na pół etatu pracuje w barze

Awatar użytkownika

25 y/o

167 cm

Sprzątanie i porządki

Wieczny brak czasu

A netflix sam się nie obejrzy

brak odznak

Post »

001.


Dzień wolny od pracy, a takie podobno, należało święcić i korzystać z nich ile się da. Zamiast niej, w barze była koleżanka, mieszkanie Victora Rowleya było czyściutkie i świeżo wysprzątane. Miała sporo wolnego czasu, a do powrotu księdza również było go sporo, a poza tym, jedzenie było gotowe, wystarczyło je tylko odgrzać i obiad gotowy. Siedząc przed toaletką, którą miała w pokoju i tuszując rzęsy, zerknęła na zegarek. Nie była z nikim umówiona, lecz zastanawiała się do którego baru powinna się udać, obliczając w myślach dojazd i czas, który będzie musiała poświęcić, by się tam dostać. Miała ochotę się napić i może nieco zabalować, była dorosła, obowiązki domowe wykonała z precyzją i dbałością o każdy szczegół, a wolny czas powinna spędzić należycie. Nie szlajała się za często po barach, a gdy już to robiła, miała swój ulubiony i do niego często zachodziła, chociaż może i nie powinna... Patrząc na to, że dorzucała do portfela konkurencji, ale każdy musiał się jakoś utrzymać i Carmen była tego świadoma. Być może dlatego nie robiło jej różnicy, gdzie chodziła do sklepu, albo do którego baru. To była tylko i wyłącznie jej sprawa.
Na dworze pogoda nie była zbyt przyjemna, zważywszy na to, że za oknem padał śnieg. Przejrzała ubrania, wsuwając na siebie cieplutki płaszczyk, założyła kozaki na obcasie, a tuż przed wyjściem, poprawiła włosy, opadające ciemnymi falami na ramiona młodej barmanki. Dopiero, gdy doszła do wniosku, że wygląda dobrze, zgarnęła torebkę i zamówiła taksówkę. Odczekała kilka minut przed domem, zerkając na wirujące nad głową płatki śniegu i uśmiechnęła się delikatnie. Kierowcę taksówki również powitała szerokim uśmiechem i krótkim ,,dzień dobry”, po czym wsiadła do środka, jak zwykle, w doskonałym humorze. Carmen lubiła ludzi, lubiła spędzać z nimi czas i rozmawiać, dlatego całą drogę do baru, wciągała taksówkarza w przeróżne dyskusje, żartując i świetnie się przy tym bawiąc. Wysiadając z samochodu, zostawiła napiwek, pożyczyła wesołych świąt i weszła do budynku, zsuwając z ramion płaszczyk i wytrzepując śnieg z włosów. Ubranie wierzchnie zostawiła w szatni, a wraz z torebką weszła do środka, zajmując miejsce na barowym stołku, tuż obok siedzącego na sąsiednim krześle mężczyzny.
— Whisky Sour na rozgrzanie, jest strasznie zimno na dworze — Powiedziała do barmana, gdy tylko zapytał co podać i posłała mu promienny uśmiech. Ułożyła dłonie na stoliku, czekając aż barman zrobi jej drinka i przeniosła spojrzenie na mężczyznę siedzącego obok i w tym właśnie momencie udało jej się go skojarzyć. Thomas za każdym razem zostawiał jej napiwki, gdy znajdywał się akurat w hotelowym barze.
— Temu Panu też zostawisz dodatkowy napiwek, czy czekasz na jakąś barmankę? — Zagaiła, jakby nigdy nic, przenosząc na mężczyznę rozbawione, zaczepne spojrzenie.

@Thomas Romero

Brakmów mi

1poziom

0punkty


Tommy Romero

pan na włościach

Awatar użytkownika

27 y/o

185 cm

robi co chce

i z kim chce,

ponieważ mu wolno

Downtown

brak odznak

Post »

#3 stylóweczka

Grudniowy hot news był taki, że Thomas urządził sobie miesiąc abstynencji. Wyrwało Was z kapci, co nie? Spokojnie, on też nie spodziewał się, że kiedykolwiek dojdzie do takiej sytuacji. Niemniej jednak ostatnio dawał sobie za mocno w palnik. Momentami już sam nie wiedział jak się nazywa no i uznał w końcu, że nie można tak żyć. Oficjalnie przyjmijmy, że postanowił godnie powitać Jezusa. Żeby nie było, że był jakąś miękką fają. Jedni myli okna, on oczyszczał się wewnętrznie. W końcu ciało to świątynia, prawda? Ograniczył więc spożycie alkoholu do absolutnego minimum, koks do jednej kreseczki dziennie. Jadł zdrowiej i pakował więcej, bo uznał że musi się jakoś prezentować na zdjęciach na BVT. I jakoś się żyło na tej wsi. Choć nazwałby to raczej marną wegetacją. Energia rozpierała go od środka. Chętnie by coś nabroił, ale nie wolno mu było, bo przecież miał stawać się lepszą wersją siebie. I póki co jeszcze udawało mu się jakoś wytrwać w tym postanowieniu.
Zastanawiacie się pewnie co w takim razie robił w teraz w barze. Ano powiedzmy, że ćwiczył swoją silną wolę. Wpadł tu z przyzwyczajenia, w drodze powrotnej z siłowni. Zamówił jakieś bezalkoholowe cudo i rozmyślał o tym jak fajnie byłoby wypić coś wysokoprocentowego. W zasadzie to nie miał żadnej lepszej alternatywy spędzania wolnego czasu. Niespecjalnie miał się z kim spotykać. Okazuje się, że ludzie jakoś chętniej do Ciebie mknął,gdy mają świadomość tego jak gruby portfel posiadasz. A jako, że Tommy nie obnosił się tu zbytnio ze swoim statusem społecznym, nie chcąc przypadkiem zwrócić na siebie uwagi jednostek niepożądanych, nie cieszył się zbyt dużym zainteresowaniem. Pewnie nigdy się do tego nie przyzna, ale było mu z tego powodu dziwnie przykro. W końcu zawsze ciągnęło go do ludzi. Był zdecydowanie tym typem człowieka,który uwielbia być w centrum uwagi.
Nic więc dziwnego, że szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy usłyszał znajomy głos. 
- Chyba nie jesteś zazdrosna, co? - mruknął zaczepnie, odgarniając do tyłu, opadające na czoło włosy. Przeniósł na nią znudzone spojrzenie i przez chwilę lustrował ją wzrokiem. Tomek bardzo doceniał ludzi pracujących w barach i szeroko pojętej gastronomi. Zaczynając od barmanów, a kończąc na dostawcach pizzy. Był świadom tego jak cholernie niewdzięczne są to zawody. Ludzie bywali okropni, Tomkowi zresztą też się czasami zdarzało. Jedyne co mógł zrobić w ramach rekompensaty to sypnąć sianem, w końcu miał go pod dostatkiem.
- Cóż, nie ukrywam że barmanki podobają mi się zdecydowanie bardziej i pewnie wolałbym być obsługiwany przez Ciebie. - podryw mood activated. Może na trzeźwo jego wewnętrzny imperator podrywu będzie bardziej skuteczny niż ostatnio. Tommy chwycił swojego kolorowego drineczka i przysunął się bliżej dziewczyny, bo uznał że skoro już go zaczepiła to musi być nim zainteresowana. 
- W czasie pracy można spotkać Cię w barze, a po pracy.. również w barze. Ciekawe.. to jakieś zboczenie zawodowe czy kryje się za tym jakiś większy problem? Jestem dobrym słuchaczem, możesz mi się wyżalić. Razem coś wymyślimy. - Tommy wiedział, że kobiety lubią jak poświęca im się maksimum uwagi i udaje zainteresowanie ich problemami. Mówił więc takim kojącym głosikiem żeby jej pokazać jakim to świetnym facetem jest i jak bardzo można na niego liczyć. Gdzieś skrycie liczył na to, że mu się to opłaci i może w końcu zarucha. Dziewczyna była w końcu bardzo atrakcyjna i na pewno nie pogardziłby możliwością.. bliższego spotkania.

@Carmen Flores

poczwara#4086mów mi

1poziom

0punkty


Tanya Cryan

Położna / Pielęgniarka

Awatar użytkownika

29 y/o

167 cm

noś na rękach

kołysz do snu

kochaj całym sobą

North End

brak odznak

Post »

2

Czas się rozerwać. Nieczęsto w rozdaniu dyżurów w szpitalu Tanyi przypadał wolny weekend. Była jednak nadal uznawana za "młodą" pośród pielęgniarek, a poza tym nie miała chłopaka, męża, rodziny czy dziecka na utrzymaniu, więc... No wypadała najgorzej. Dlatego takie chwile jak te trzeba świętować.
Nie była typem imprezowicza, ale ostatnio wyjątkowo się zastała w kontaktach międzyludzkich. Zegar biologiczny tykał, a ona nie robiła nic, żeby mieć chociażby przyjaciela poza swoimi kotami na starość. Liczne rodzeństwo się nie liczyło. Najmłodsze jeszcze za małe, żeby siostra była interesująca, a starsze powoli układało swoje życia po swojemu. Może kiedyś się do siebie zbliżą, ale na razie to ona postanowiła się wyprowadzić z rodzinnego domu i ograniczyć trochę kontakty. Są przecież w tym mieście inni ludzie poza Cryan'ami, prawda?
Tanya w swoim charakterystycznym berecie usiadła przy barze. Nie lubiła mieszać, ale siedząca niedaleko dziewczyna miała bardzo intrygujący kolor drinka. Niebieski z fioletowym zygzakiem. Nie miała pojęcia co to takiego, ale wskazała go barmanowi i poprosiła o to samo. Dopiero później miała się dowiedzieć, że zamówiła niebieską herbatę butterfly. Taka z niej buntowniczka.

Kluskamów mi

1poziom

5punkty


Guadalupe Martinez

barista

Awatar użytkownika

31 y/o

168 cm

zrobi ci zajebistą kawę

I had to let you go

and that was worst decision ever

brak odznak

Post »

#1
Tak naprawdę Guadalupe nie miała zbytnio czasu przez ostatnie trzy lata na jakieś poważne imprezowanie. Była zajęta pracą i opieką nad chorą ciotką. Kobieta naprawdę ciężko przechodziła kolejne chemioterapie, więc Lupe po prostu wiecznie albo była w pracy albo w domu. Wychodziła naprawdę rzadko.
Teraz kiedy ciotka miewała się znacznie lepiej to Lupe miała więcej czasu dla siebie, który wykorzystywała. Dzisiaj postanowiła wybić na chociaż jednego drinka. Średnio miała nastrój tak naprawdę, bo długa zmiana w pracy potrafiła nieźle wykończyć, ale dała sobie chwilę wytchnienia.
Wpadła do Simple Roots i dosiadła się do baru zamawiając na początek coś mało alkoholowego. Robiła tak praktycznie od niepamiętnych czasów i nawet Hattie się swego czasu z niej nabijała, że zaczyna z piciem bardzo ostrożnie. Wielu rzeczy się jednak nie da Martinez wytłumaczyć i tyle. Trzeba to po prostu przyjąć do wiadomości.
Tak naprawdę tęskniło się jej już do wielkiego miasta. Tęskniła za Nowym Jorkiem, za znajomymi i przede wszystkim za Hattie. Jednak do tego ostatniego przyznać się nie mogła. Małe miasta były spoko, ale kiedy już jesteś przyzwyczajona do wielkomiejskiego zgiełku to zaczynasz się powoli dusić w małym miasteczku i tyle.
Była zmęczona i to nawet po niej było widać. Sam barman się wycofał w zagajeniu rozmowy widząc, że Meksykanka tępo gapi się w wyświetlacz telefonu. To chyba jeden z tych dni gdzie powinna się upić do nieprzytomności i zresetować.

@Tanya Cryan

Brakmów mi

1poziom

0punkty


Tanya Cryan

Położna / Pielęgniarka

Awatar użytkownika

29 y/o

167 cm

noś na rękach

kołysz do snu

kochaj całym sobą

North End

brak odznak

Post »

W końcu nadszedł moment, żeby spróbować tego intrygującego "drinka". Oj, jakże się przeliczyła...
- Bleh - skrzywiła się, zaskoczona gorzko-słodkim smakiem, który z pewnością nigdy nie stał na półce obok innego alkoholu.
Niestety barman był obecnie na drugim końcu lady, pogrążony w rozmowie z pracownikiem krążącym po sali. Nie miała komu skomentować swojego zawodu, a czuła dzisiaj wyjątkową potrzebę socjalizacji. Zupełnie jak nie ona.
Zerknęła na brunetkę, siedzącą obok. Niejednokrotnie Tanya była podobnie pogrążona w lekturze swojego telefonu, żeby nikt ją nie zaczepiał. Albo żeby po prostu wyłączyć mózg. Bezmyślne skrolowanie BVT było czasem bardzo odświeżające. I odruchem mimowolnym w dzisiejszych czasach, gdzie pełno ekranów i człowiek po prostu potrzebuje stymulacji wzrokowej, bo inaczej by zwariował.
Może to właśnie dlatego, że przypomniała ją samą siebie to postanowiła się do niej odezwać.
- Nie ma to jak zakończyć ciężki tydzień nieudanym zamówieniem za 10 dolarów - zagadnęła z głupim uśmiechem. Też była zmęczona. Ale to właśnie dlatego potrzebowała z kimś porozmawiać i napić się wódki. Nie herbaty.
- Trzeba było od razu posłuchać instynktu i zamówić shoty, ale samemu to tak głupio je pić, kiedy przynoszą sześć kieliszków... - dodała po chwili, czując jak pewność siebie z niej trochę odpływa. Oby tylko jej rozmówczyni nie wzięła ją za jakąś namolną babę lub podrywaczkę! Picie piwa samemu jeszcze jakoś wygląda, ale przechylanie samodzielnie kieliszków już nie za bardzo.
- Chciałabyś się może podzielić?
Instynktownie przeszła na "Ty", bo Lupe wyglądała na kobietę w podobnym wieku.

@Lupe Martinez

Kluskamów mi

1poziom

5punkty


Guadalupe Martinez

barista

Awatar użytkownika

31 y/o

168 cm

zrobi ci zajebistą kawę

I had to let you go

and that was worst decision ever

brak odznak

Post »

Lupe przed przyjazdem do Burlington prowadziła naprawdę bujne życie towarzyskie, a teraz zrobił się z niej mały odludek, który nie potrzebował towarzystwa człowieka, chociaż czasem naprawę miło było do kogoś otworzyć gębę. Pora wreszcie to zmienić, bo nie zapowiadało się by jednak wracała do Nowego Jorku. Teraz to miasto stało się jej drugim domem. Trzy lata to jednak sporo czasu na zadomowienie się.
Z jej własnego świata wyciągnął ją nieznajomy głos i z niemałym zdziwieniem uniosła wzrok by spojrzeć na osobą, która do niej mówiła. Lupe nie była kompletnym odludkiem i nie zamierzała ani syczeć ani tym bardziej warczeć na nieznajomą i jedynie uśmiechnęła się widząc kolorowego drinka.
-Nieudany eksperyment? - uniosła brew ciekawa co też kobieta zamówiła. Sama trzymała się stałego repertuaru. Piwo albo whiskey z colą przy naprawdę frajerskim tygodniu. Praca baristy była naprawdę satysfakcjonująca ale przynajmniej raz w tygodniu (jak nie więcej czasami) trafiały się jej przeklęte Karen, które skutecznie wysysały energię z człowieka.
Przez chwilę milczała bardzo rozważając propozycję nieznajomej kobiety, która od tak postanowiła do niej zagadać. Zazwyczaj Martinez trafiała na namolnych facetów, którzy się nie mogli od niej odczepić. Może to jest ten wieczór gdzie trza zawierać jakieś nowe barowe znajomości. Uniosła brew i uśmiechnęła się szeroko. -W sumie shoty to nie moja specjalność, ale dlaczego nie - wsunęła telefon do kieszeni skórzanych spodni, które leżały na niej wręcz idealnie, i zaraz wyciągnęła w kierunku kobiety rękę -Lupe- przedstawiła się ładnie, bo wypada się znać z imienia jeśli miało się zaraz wypić shoty.

@Tanya Cryan

Brakmów mi

1poziom

0punkty


ODPOWIEDZ

Wróć do „Simple Roots Brewing”