Rodzaj: własnościowe
Lokatorzy: Vanessa Johnson
Liczba pokoi: 3
Koszt utrzymania: średni

#1 Dama w opałach

Vane Johnson

Praktykant• 0 pkt

29 y/o158 cm Nauczycielka muzyki

Awatar użytkownika

It's in the stars

it's been written in the scars

on our hearts

South End

Post autor: Vanessa Johnson »

Od momentu powrotu do miasta nie miała przyjemności zbyt często gościć w rodzinnym domu, ale przebywanie dłużej w hotelu również nie wydawało się rozsądną opcją. Oczywiście miała oszczędności, ale nie planowała wydawać wszystkiego na ten czas w Burlington.
Wszystko jednak zapowiadało się, że zostanie tu jeszcze jakiś czas. Miała jednak niebywałe szczęście, bo okazało się, że przy tej samej ulicy mieszka przemiły mężczyzna, który widząc, jak ciągnie za sobą wielką walizkę, jednocześnie próbując ogarnąć niesfornego syna, pomógł jej z dotarciem do drzwi, a następnie podał swój numer, w razie, gdyby dom, który od lat stał pusty, wymagał jakiejś renowacji.
To było już kilka dni temu i Vane właśnie w tym momencie patrzyła, jak z kranu w kuchni nagle zaczęła lecieć rdzawa woda.
Ian spał przed włączonym telewizorem, bo wieczorne zmęczenie dopadło go dziś wcześniej niż zazwyczaj. Był trochę przeziębiony, więc Vanessa w zasadzie ucieszyła się, że zasnął, bo mogła trochę ogarnąć dom. Zdążyła już posprzątać parter, zostało jedynie użytkowe poddasze, które przerobiono na dwie sypialnie. Ale i tak, póki co ona z synkiem spała w pokoju gościnnym. To tylko kilka dni, a tak przynajmniej sobie mówiła.
Ale w zasadzie dziś czuła, że wszystko idzie nie tak, więc teraz patrząc na tę okropną wodę z kranu, miała ochotę olać cały ten rozwód, spakować syna i wyjechać. Burlington to nic tylko kłopoty.
Ostatecznie przypomniała sobie jednak o Willym — miłym mężczyźnie, który podzielał jej pasję do starożytnej historii, ale najwidoczniej był również złotą rączką.
Spojrzała na ekran swojego telefonu i po chwili kliknęła zieloną słuchawkę przy jego imieniu.
- Cześć... Nie przeszkadzam? Przepraszam, że o tej porze, ale kran w kuchni zupełnie zwariował. Mógłbyś rzucić na niego okiem? Jeśli nie dziś, to może jutro, czy kiedy ci pasuje? - Z jakiegoś powodu wygładziła sukienkę, którą miała na sobie.
Zdawała sobie sprawę, że brzmi to, jak niemądra wymówka, ale w rzeczywistości rdzawa woda przypominała jej krew, a od tego akurat było jej ciut słabo.
Liczyła się z tym, że mężczyzna może być zajęty, ale może chociaż poradzi jej co zrobić? Chociaż szczerze wątpiła, żeby potrafiła poradzić sobie z awarią sama.

@Willy Skjeggestad

Wilfred Skjeggestad

Praktykant• 0 pkt

32 y/o182 cm paleontolog

Awatar użytkownika

paleontolog i archeolog

uczucie? głodu, zawsze!

szuka szczęścia i dinozaurów

South End

Post autor: Willy Skjeggestad »

#3

A Willy coraz bardziej lubił swoje cztery ściany, chociaż miał mały problem z urządzeniem ich. Taki problem, że nie za bardzo wiedział jak poskładać to wszystko w sensowna całość, więc wszystko trochę do siebie nie pasowało. Tak czuł, że jego wyczucie gustu przez to nie prezentuje się najlepiej, ale nie za bardzo potrafił usiąść i skupić się na tyle, żeby zmienić tą przestrzeń w coś bardziej… sensownego i przemyślanego. I właśnie zaczął się zastanawiać nad tym, co takiego powinien poprzestawiać i czego się pozbyć, kiedy dostał telefon od Vanessy. I cóż, lepsze było pójść jej pomóc, niż męczyć się dalej ze swoim problemem, dlatego entuzjastycznie się z nią przywitał! - Nie, skąd. Okej, opisz mi co się dokładniej dzieje, żebym wiedział czy wziąć narzędzia, czy raczej poszukać w sieci wskazówek jak się pozbyć poltergeista - zapytał z rozbawieniem, bo nigdy nie wiesz. A naprawdę chciał jej pomóc, bo lubił być pomocny. @Vanessa Johnson jako ładna kobieta mogła zawsze na niego liczyć. Potem trochę pomyślał, czy nie wyjdzie na jakiegoś smutnego człowieka bez życia, który siedzi cały dzień w domu i nic nie robi, ale uznał że jak do niej pójdzie to zadba o swój przebojowy wizerunek.
  • Obrazek

Vane Johnson

Praktykant• 0 pkt

29 y/o158 cm Nauczycielka muzyki

Awatar użytkownika

It's in the stars

it's been written in the scars

on our hearts

South End

Post autor: Vanessa Johnson »

Ucieszyła się, gdy mężczyzna tak ochoczo zgodził się jej pomóc, nie musiała więc czuć się winna, chociaż nadal zastanawiała się, czy nie nadużywa jego dobroci.
To wszystko jednak spadło jej na głowę tak nagle, że nie widziała siebie, teraz próbującej odnaleźć starą skrzynkę z narzędziami ojca — to było zupełnie bez sensu.
Otrzymawszy potwierdzenie, że niedługo będzie, ostatecznie to przecież tylko kilka domów dalej, ruszyła do salonu i delikatnie zebrała syna z kanapy i przeniosła go do pokoju gościnnego. Otuliła kołdrą i włączyła farelkę.
Dom może i prezentował się ładnie z zewnątrz, ale lata zaniedbań sprawiły, że wciąż wymagał nakładów pracy. Ot na przykład było w nim chłodno. Nie była pewna, czy piec działa. Próbowała narąbać drewna, żeby rozpalić w centralnym piecu, bo wyczytała w internecie, że to najlepszy sposób, żeby rozbudzić stary piec. Węgiel nie służył najlepiej.
Rodzice odmówili podłączenia do miejskiej sieci energetycznej, a ona i William nie planowali się do tego domu wprowadzać. Brat miał swoją rodzinę, a ona? Ona nie sądziła, że przyjdzie jej tu zabawić tak długo. A dom jak dom...
Zebrała kilka zabawek z podłogi, wrzuciła je do kosza stojącego koło telewizora, a sam kanał zmieniła na jakiś z całodobowymi filmami. Akurat leciał jakiś o dinozaurach, gdzie mężczyzna trenował Velociraptory jak psy.
Miała chwilę dla siebie, ale cóż... zamiast móc zająć się sobą, musiała wzywać biednego Willy'ego do naprawy. Ale kieliszek wina jeszcze nikomu nie zaszkodził, więc sięgnęła po szkło z szafki, wino jej matki, a potem klapnęła na moment na kanapie, przyglądając się filmowi ze średnią uwagą.
z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi, więc odstawiła kieliszek, poprawiając sweter na ramionach i ruszyła w kierunku wejścia.
- Cześć Willy. Strasznie cię przepraszam, ale ten dom, jakby dosłownie chciał się mnie pozbyć. Ciągle coś. Wejdź proszę. - Powiedziała, wpuszczając go do środka. - Napijesz się czegoś? Mam wodę gazowaną i wino. Co prawda sama nie przemieniałam, ale przez ten cholerny kran, nie mogę ci nawet herbaty zaproponować. - Uśmiechnęła się zmieszana całą sytuacją.

@Willy Skjeggestad

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dom #3”