Rodzaj: własnościowe
Lokatorzy: Victor Snowdon
Liczba pokoi: 3
Koszt utrzymania: średni

#3 No one knows what a mess I'm in

Lucy Whitford

Uczeń

Awatar użytkownika

17 y/o

165 cm

Uczennica

Centennial

brak odznak

Post »

Uciążliwego kaca próbowała zagłuszyć snem, w czym pomagało kumulujące się przez cały tydzień zmęczenie. Przebudziła się wprawdzie jak zwykle, o 6.30 nad ranem, jeszcze zanim zaprogramowany umysł zdążył zauważyć, że szóstego dnia tygodnia, zazwyczaj nie trzeba zrywać się bladym świtem do szkoły, ale za chwilę zasnęła ponownie na długie kilka godzin. Dzięki temu jakoś przetrwała nieprzyjemne przedpołudnie, po którym, jak można się tego spodziewać, nastało nieprzyjemne południe. Może nawet bardzo nieprzyjemne, bo pomiędzy wieloma dziurami w pamięci, wciąż przebijało echo wczorajszej nocy, jakiejś rozmowy z Gabrielem i przede wszystkim cudzych rąk bezczelnie wsuwanych pod sukienkę. Dopiero teraz zaczęło do niej docierać w co tak naprawdę wpakowała się wczoraj i jak mogłoby skończyć się to wszystko gdyby nie Gabriel, ale wypierała tamte myśli tak mocno jakby wydarzenia ostatnich kilkunastu godzin nie miały miejsca. Gdyby potraktowała je na serio, teraz musiałaby przyznać sama przed sobą, że przez własną głupotę omal nie została zgwałcona, a na to zdecydowanie nie była przygotowana. Na samą myśl robiło jej się nieprzyjemnie gorąco, zwłaszcza kiedy ciało zaczynało drżeć niekontrolowanie w kolejnym ataku paniki. Odsuwała więc to od siebie, ciągle próbując pozbierać do kupy własne myśli, zorganizować się i przestać wracać do tematu, ale sms od Luśki skutecznie sprowadził ją na ziemię. Rzeczywistość brutalnie zdzieliła ją po twarzy, nawet jeśli szczerze unikała rozmowy. Szybko wyszły na jaw nowe okoliczności, jakiś filmik, w którym obcy człowiek wsuwa jej w tańcu dłonie pod sukienkę nie spotykając niemal żadnego protestu i kilka wspomnień. Zrobiło jej się niedobrze i w końcu po raz pierwszy tak naprawdę dała upust emocjom. Pozwoliła sobie na krótki, intensywny płacz, przez który przed spotkaniem z Victorem musiała nałożyć chociaż lekki makijaż. Oczy napuchły, nawet po kilkudziesięciu minutach zdradzając oznaki chwilowej słabości, ale nie miała czasu już się nad nimi skupiać. Liczyła, że okulary zerówki i pomalowane rzęsy odwrócą uwagę od lekko nienaturalnego wyglądu powiek, a poza tym... Victor raczej nie powinien pytać jeśli wcześniej zasypie go mnóstwem pytań na temat rysunku. Spakowała więc wszystkie swoje rzeczy, kilka ołówków, gumkę, temperówkę, bloki i podręczniki, po czym wybiegła z domu na autobus. Przez cały czas drogi mieliła minioną noc, intensywnie odtwarzając każdy szczegół. Próbowała przypomnieć sobie skąd wziął się tam Gabriel, o czym rozmawiali i dlaczego ostatecznie obiecała mu kawę, ale tylko ten ostatni szczegół na logikę powiązała z podziękowaniami. Poza tym czuła pustkę i frustrację.
W końcu znalazła się pod domem Victora. Jak zwykle zadzwoniła do niego aby otworzył jej drzwi i weszła do środka, zdejmując buty.
- Hej - Mruknęła bez energii, odwieszając kurtkę na wieszak.
@Victor Snowdon

Brakmów mi

1poziom

0punkty


Victor Snowdon

web developer i grafik

Awatar użytkownika

25 y/o

188 cm

the sun dont shine but it never did

and when it rains it fucking pours

but I think I like it

South End

brak odznak

Post »

Jego dni ostatnio wyglądały dość… dziwnie. Po prostu. Życie nabrało zupełnie innego tempa i obrotu, czego nie mógł się spodziewać, pakując swoje pierwsze torby przed podróżą do Burlington. Myślał, że znajdzie tu ukojenie swojego bólu, ale tak naprawdę większość wydarzeń, zwłaszcza z minionego miesiąca, jedynie dodawała mu nowych, niezrozumiałych zmartwień. Gubił się już we własnych myślach i odczuciach, szukając ratunku w robieniu czegokolwiek. Bo gdy już się czymś zajmował, to przynajmniej był w stanie zająć jakoś męczące go myśli, czy w ogóle, w tej lepszej wersji, czasowo o nich zapomnieć, dając się pochłonąć odmóżdżającej czynności bądź pełnemu skupieniu na wykonywanym zadaniu.
Ich wspólne spotkania z Lucy dawały mu choć trochę odetchnąć. Początkowo Snowdon obawiał się, że zauroczył się, nieszczęśliwie w dużo młodszej dziewczynie, właściwie może przez pewien krótki czas rzeczywiście tak to wyglądało. Ale świadomość wieku nastolatki i inne okoliczności pozwoliły mu szybko przepracować swój stosunek do niej, a teraz, choć może nie powinien, zaczynał na nią patrzeć prawie jak na swoją młodszą siostrę. Nie mieli częstego kontaktu, kiedy się nie widzieli, ale gdy młoda już do niego zaglądała na umówioną naukę, chętnie poświęcał jej nie tylko czas i uwagę, ale też swojego rodzaju troskę. Widział w niej zacięcie, by ze wszystkim jak najlepiej sobie radzić, jednocześnie utrzymując jakiś względnie normalny tryb życia i starając się rozwijać posiadany talent. Może odzwierciedlała trochę jego z czasów szkolnych, z tą tylko różnicą, że on wtedy nawet nie silił się na utrzymywanie kontaktów społecznych a nauka przychodziła mu z taką łatwością, że nie odczuwał jej jako ciężaru, choć oprócz szkoły pielęgnował też swój rozwój w rysunku i grze na perkusji. Ale nie było co porównywać, bo skoro skończył liceum rok wcześniej, mógł się domyślać, że był zwyczajnie trochę inny niż reszta. Nie geniusz, który w wieku ośmiu lat rozpoczyna studia, ale nadal ponad przeciętny dobry poziom.
Od kilku dni jego nastrój wyglądał dla odmiany bardzo dobrze. Wtorkowe wyjście na łyżwy z Callie podbudowało go wystarczająco, żeby teraz nie chodził ze straszącym innych wyrazem umęczonej twarzy. Powoli zaczął wracać do względnej normy. Ubrany w standardowy zestaw o nazwie „bluza z kapturem & ciemne spodnie” otworzył drzwi po tym, jak Whitford do nich zadzwoniła. Przywitał ją zwyczajnym, miłym uśmiechem, nienachalnie omiatając ją neutralnym wzrokiem. Z luźnym „cześć” wpuścił dziewczynę do środka by mogła pozbyć się odzienia wierzchniego, po czym jak zwykle zaprosił ją do wejścia w głąb przestrzeni dziennej, którą wspólnie tworzyły kuchnia z salonem.
- Co to za mina? – Zagadnął podejrzliwie, krzyżując ręce na klatce piersiowej kiedy już czekał, aż wstawiona w czajniku woda zacznie się gotować. – Znowu niewyspana? – Dopytał z lekko uniesioną jedną brwią, mierząc ją badawczym spojrzeniem. Zwykle trochę bardziej tryskała energią, może niekoniecznie dlatego, że była wypoczęta, ale ze względu na ten rysunek, który tak lubiła i wychodził jej zauważalnie coraz lepiej. Nie chciał się narzucać, ale jednocześnie nie czuł skrępowania, żeby chcieć okazać nastolatce jakieś wsparcie, gdyby tylko dała znać, że go potrzebuje.

@Lucy Whitford

luczkowa#6559mów mi

4poziom

55punkty


Lucy Whitford

Uczeń

Awatar użytkownika

17 y/o

165 cm

Uczennica

Centennial

brak odznak

Post »

Miała wrażenie, że rzeczywistość omija ją szerokim łukiem. Bardzo mechanicznie wykonywała większość wyuczonych na pamięć, schematycznych czynności dopiero po kilku chwilach rejestrując je jako zrobione. Tak samo było i tym razem. Dopiero w kuchni zauważyła swoją obecność przy stole i podejrzliwe, skierowane na jej twarz spojrzenie, które z całą pewnością trwało dużo dłużej niż początkowo zakładała. Woda w czajniku wrzała, więc jego pytanie nie spotkało się z odpowiedzią, ale chyba nie powinna go tak zostawiać. Wzruszyła więc ramionami od niechcenia, czując jak ciągły rollercoaster emocji gwałtownie zatrzymał się na szczycie trasy. To był ten moment wyciszenia, w którym bez ryzyka, że wybuchnie płaczem, mogłaby wcisnąć mu każdy kit, który tylko przyszedł jej na myśl.
- Głowa mnie boli - mruknęła. Kolejka emocji ruszyła gwałtownie w dół, najpierw zdradzając się lekkim załamaniem w głosie. Całkiem irracjonalnie odniosła wrażenie, że Victor samą swoją postawą próbuje dać jej do zrozumienia, że wszystko wie i widział ten cholerny filmik, a teraz ocenia ją tak, jak ona ocenia samą siebie. Ostre pieczenie zamajaczyło w dole gardła, piersi i przełyku, ale gdyby teraz zaczęła tu płakać, nic nie wyszłoby z tych głupich korepetycji. A chciała, bardzo chciała nauczyć się dzisiaj rozkładać cienie w skrócie perspektywicznym, bo przecież dłubała te ćwiczenia w każdej wolnej chwili i nadal nie umiała zrobić połowy z nich prawidłowo. Miała nadzieję, że kiedy złapie ołówek, zapomni o Bożym świecie, ale zanim to miało nastąpić musiała jeszcze wytrzymać kilkanaście minut zwykłej rozmowy. Victor raczej nie miał tych samych znajomych co Louise i Lucy, nie mógł widzieć tego filmu. Prawda?
- Ale napiję się herbaty i powinno mi trochę przejść - Dodała kiedy cisza stała się nieznośnie dotkliwa. A może jednak wiedział i nie umiał zacząć rozmowy? Dorośli chyba lubili rozmawiać na takie tematy. Wyjeżdżali zawsze ze swoimi pogawędkami umoralniającymi, w gorszym przypadku z jakimś szlabanem, który swoją drogą, miała ochotę dać sama sobie.
- Dasz mi chwilę? - Zapytała, chociaż nie poczekała na odpowiedź. Niemal od razu odsunęła krzesło i ruszyła w stronę łazienki, gdzie zamknęła się na dłuższą chwilę. Nie miała odwagi spojrzeć w lustro. Uspokój się! Jesteś tu na korepetycjach! Myśl TYLKO o rysunku!- Kilkakrotnie postawiła nacisk na swoje zadanie. Jeśli nie będzie próbowała prowadzić z nim pogawędki, może jakoś uda jej się przebrnąć przez ten straszny dzień albo chociaż wybadać grunt. Jeśli wiedział, była pewna, że nie chciał mieć z nią już kompletnie nic wspólnego. Sama na jego miejscu by nie chciała, bo przecież to wyglądało jakby była zwykłą hipokrytką, która tylko udaje przykładną uczennicę. Zrobiło jej się niedobrze. Miała wrażenie, że ta jedna pomyłka, w pewnym sensie zdefiniowała jej osobę.

@Victor Snowdon

Brakmów mi

1poziom

0punkty


Victor Snowdon

web developer i grafik

Awatar użytkownika

25 y/o

188 cm

the sun dont shine but it never did

and when it rains it fucking pours

but I think I like it

South End

brak odznak

Post »

Kiedy blondynka nie odpowiadała mu od razu, jego podejrzenia tylko rosły. Nie miał zamiaru na nią naciskać, w końcu nie był jej ojcem ani nic takiego i w ogóle nie musiała mu się z niczego spowiadać. Jeśli wolała nie opowiadać, co ją trapi, to albo zwyczajnie nie miała takiego sposobu na radzenie sobie z emocjami, albo jeszcze prościej – nie uznawała Snowdona za wystarczająco bliską osobę, by powierzać mu swoje troski. Co w pełni rozumiał. Nie znali się tak długo i niewykluczone, że to on traktował tą znajomość poważniej, bo z jakiegoś powodu chciał ją wspierać jakby była jego młodszą siostrą. Ale ona przecież nie miała obowiązku odwzajemniać względem niego takiego stosunku. Nie prosił o to i też nie oczekiwał, że właśnie tak będzie.
- Poszukać jakichś tabletek? – Zapytał luźnym tonem kiedy już nalewał wody do kubków. Usłyszał w jej głosie załamanie, ale skoro wybrała właśnie taką odpowiedź, nie chciał dać poznać, że z góry wiedział, że właśnie wcisnęła mu kit. Zgodnie z jej życzeniem zrobił herbatę, nawet nie pytał jaką bo zwykle wybierała jedną i tą samą, a on do towarzystwa pił identyczną. Dzisiaj bez odstępstw od normy. Skinął nieznacznie głową w odpowiedzi na „pytanie”, choć wiadomo było, że nie prosi go o pozwolenie żeby móc pójść do łazienki. W czasie jej nieobecności zaniósł do stołu kubki z herbatą, trochę uporządkował rozrzucone po blacie ołówki, przygotował szkicownik, zerknął w telefon. Gdy blondynka w końcu wróciła do salonu, podniósł na nią łagodny wzrok, badając przy tym nienachalnie jej bladą i lekko napuchniętą twarz. Ładnie jej było w okularach, ale oprawki nie odciągnęły uwagi bruneta. Nie ukryły tego, co Lucy miała nadzieję zatuszować. Pomieszczenie było o wiele zbyt jasne by Victor mógł nie zauważyć, że ewidentnie nie wyglądała, jakby wszystko było z nią w porządku. Poczekał, aż z powrotem zajmie miejsce na krześle przy nim, tak jak zawsze to robiła. Opuścił spojrzenie na swoje palce, w których trzymał jeden z ołówków i obracał nim w ramach zajęcia dłoni. Nie chciał, by poczuła się oceniająco obserwowana, choć nawet gdyby się w nią wpatrywał, to nie z taką intencją przecież. Jednak czasem warto dmuchać na zimne czy coś takiego.
- Nie musisz nic mówić, jeśli nie chcesz… Ale jakbyś zmieniła zdanie, to wiesz, ja nie mam zamiaru cię oceniać ani nic z tych rzeczy. Jestem po twojej stronie. – Mówił miękko, niezbyt głośno, zwyczajnie miłym głosem. Jednak nie miał serca udawać, że niby nie jest świadomy, że coś się dzieje. Nie, żeby się przysłuchiwał, ale nawet nie spuściła wody, czyli w łazience nie była ze względu na potrzeby fizjologiczne. Często mimowolnie myślał bardzo analitycznie i zwracał uwagę choćby na właśnie takie pierdoły, które dawały mu szerszy ogląd na sytuację. Dopiero po kilku chwilach skierował oczy w jej stronę. – Nie nalegam, nie naciskam. Po prostu… wyglądasz, jakbyś nie trzymała się za dobrze. Czasem warto z siebie wyrzucić to, co nas męczy. Pomaga. – Snowdon dobra rada się znalazł. Sam powinien posłuchać swojej złotej myśli. Niemniej jednak był szczerze przekonany co do własnych słów, zwyczajnie swoje problemy za mocno wypierał by się z nimi mierzyć w ten najprostszy i najlepszy sposób. Na nastolatkę patrzył z dystansu, nie to, co na samego siebie. Łatwiej mu było wobec niej mówić takie rzeczy. Chciał dobrze.

@Lucy Whitford

luczkowa#6559mów mi

4poziom

55punkty


Lucy Whitford

Uczeń

Awatar użytkownika

17 y/o

165 cm

Uczennica

Centennial

brak odznak

Post »

Swoim pytaniem wyrwał ją z letargu, w który wpadła pomiędzy snującymi się w nieskończoność minutami. Na chwilę podniosła wzrok zawieszając go gdzieś na twarzy Victora, po czym kiwnęła przecząco głową. Miała wrażenie, że nawet tak delikatny ruch wystawia jej wytrzymałość na próbę, ale pomimo złego samopoczucia, zmusiła się do uniesienia kącików ust do góry.
- Nie trzeba, dzięki - Niemal wyszeptała, dochodząc do wniosku, że jeśli mężczyzna będzie kontynuował temat, niechybnie doprowadzi ją do wymiotów z nadmiaru emocji albo przynajmniej kolejnego napadu histerycznego płaczu. Przez chwilę wydawało jej się, że myśli dosłownie szarpią jej ciałem jakby w fizyczny sposób mogły wywrócić żołądek do góry nogami. Na przemian jej policzki zalewała fala zielonkawej bladości i niezdrowy rumieniec, ale opanowała to kiedy zniknęła za drzwiami łazienki. Dłuższą chwilę spędziła nad umywalką, starając się wyprowadzić ciało ze skrajności, w które wpadało z minuty na minutę. Pewnie gdyby nie makijaż, przemyłaby twarz wodą, ale nie miała przy sobie torebki żeby w razie potrzeby naprawić rozmyty tusz i fluid. Musiała poradzić sobie bez tego, ale szło tak beznadziejnie, że ostatecznie wróciła do salonu, gdzie zajęła miejsce obok mężczyzny. Bez entuzjazmu wyjęła kilka swoich rysunków, nad którymi pracowała w ostatnim czasie i rozkładając je przed nim, starała się nie zwracać uwagi na drżenie dłoni. W takim stanie chyba nie była zdolna do pociągnięcia chociaż jednej prostej kreski, ale pomimo tego, próbowała odrzucić przykre myśli i wejść w jeden z tych zadaniowych trybów, który pomagał jej przetrwać najgorsze zawsze kiedy tylko przestawała sobie radzić.
- Nie wiem o czym mówisz... - Spięła się cała jak struna niesprawnego instrumentu. Przez chwilę trwała w zamyślaniu z trudem panując nad drżącym głosem i podbródkiem, ale łzy cisnęły się do oczu tak usilnie, że miała ochotę rozpłakać się tu i teraz. Wątpliwości dotyczące nagranego filmu narosły jeszcze bardziej. Przez chwilę nie umiała ich zinterpretować, dlatego podniosła wzrok i wbiła go w twarz Bruneta jakby chciała przeczesać każdą myśl na wylot, ale kiedy spotkała ten pełen troski wyraz, niewidzialna gula zatkała gardło. Nie zasługiwała na współczucie. Z całych sił odpierała tą myśl, jednak gardziła sobą tak bardzo, że znów zadrżał podbródek. Skarciła się za ten napad żałości, przez chwilę rozważając ponową ucieczkę aż w końcu łzy same spłynęły po policzkach, zdradzając kłębiące się w ciele Lucy emocje.
- A co jeśli zrobiłam coś bardzo głupiego? - niemal wyszeptała, czując że nawet wargi zrobiły się mokre od łez. Tak długo jak nie ocierała oczu, próbowała jeszcze oszukiwać samą siebie, ale w końcu musiała zmierzyć się z utratą kontroli. Kolejną tego dnia, choć tym razem dotkliwszą ze względu na urażoną dumę i poczucie porażki. Tak bardzo bała się, że ją osądzi, że w końcu odwróciła twarz, niemal dusząc się wzbierającym, niewyrażonym szlochem. Zatrzymywała go w krtani i piersi z trudem, mając nadzieję że w końcu ciało przestanie walczyć i wróci do normalności, ale nic nie wskazywało na poprawę.

@Victor Snowdon

Brakmów mi

1poziom

0punkty


Victor Snowdon

web developer i grafik

Awatar użytkownika

25 y/o

188 cm

the sun dont shine but it never did

and when it rains it fucking pours

but I think I like it

South End

brak odznak

Post »

Im dłużej się jej przyglądał, tym mniej miał w sobie zapału, żeby przejść do ich lekcji. Nie chodziło o to, że by nie mógł się skupić, ale nauka rysunku zdawała się nie mieć najmniejszego sensu przy tak drżących dłoniach, w opinii bruneta świadczących o trudnych do zniesienia emocjach. Chociaż nie doświadczał podobnego stanu za czasów szkolnych, na studiach właściwie też nie miał okazji chodzić nie wiadomo jak przygnębiony, to jednak poznał dobrze taką reakcję organizmu na silny stres wywołany przykrymi uczuciami kiedy przeżywał śmierć rodziców. Poprawka. Kiedy usilnie starał się jej nie przeżywać, tylko „jakoś wziąć w garść” i udawać, że nic się nie dzieje, nie dając sobie w pełni przeżyć tego, co go tak mocno dotknęło. Tylko, że on był sam i w początkowym czasie odciął się od ludzi, nie musiał więc z nikim konfrontować swoich nerwowych odruchów, a kiedy w końcu wyszedł do ludzi, co prawda łapał jeszcze momenty zawieszenia, w których przykre wydarzenia do niego wracały, ale już zdążył do tego względnie przywyknąć i nabrać niejakiej odporności. Choć wydawać się mogło, że Victor i Lucy to kompletnie dwie różne osoby, on widział między nimi coraz więcej podobieństw. I z tego powodu chciał wyciągnąć do niej pomocną dłoń, ogarnąć swoim ochronnym ramieniem nawet w nieznaczny, symboliczny sposób.
Wyłapał ten moment spięcia w jej ciele i poczuł, jak jego własne też sztywnieje w niekontrolowanym odruchu. Zwłaszcza, że rozpoznał ten wyraz twarzy świadczący o pogłębiającej się walce z nadchodzącą falą łez. Świetnie. Nie umiał się obchodzić z płaczącymi dziewczynami, szczerze powiedziawszy nie musiałby dzielić z nastolatką żadnej bliższej relacji żeby wobec takiego widoku w jakimś sensie czuć się tak, jakby sam miał złamane serce. Nie byłoby mu jej żal tylko gdyby wiedział, że ogarniają ją takie emocje z powodu jakiejś pierdoły, a znając kilka rozpieszczonych nastolatek ze swojej dalszej rodziny zdawał sobie sprawę, że generalnie jest też taka możliwość – ale nie w przypadku blondynki. Ona nie była taka. Miała prawdziwe ambicje, zacięcie i choć zdawała się całkowicie niepozorna i wyciszona na pierwszy rzut oka, szybko okazywało się, że jest odważna i dzielna. A w każdym razie takie on miał o niej zdanie. Domyślał się zatem, że sprawa raczej należy do poważnych, mimo to chciał spróbować na swój sposób rozładować napięcie. A, że widząc na policzku łzę już zaczął trochę głupieć, jakby ten widok paraliżował część jego sprawności umysłowych, wcale nie przyszło mu do głowy nic mądrego.
- Przez dwa lata rozkręcałem z kumplami rockową kapelę, co weekend koncertując w każdym możliwym barze. Uwierz mi, sam robiłem najgłupsze rzeczy. – Uśmiechnął się słabo, już teraz zdając sobie sprawę, że na pewno wcale ją tym nie podniósł na duchu. Ale… może chociaż pokazał, że nie ma się czego przed nim wstydzić. Kolejne jej łzy zmyły ten cień uśmiechu z jego twarzy, a w jego miejsce pojawił się mocno zatroskany, przejęty współczuciem wyraz. Nie wiedzieć czemu, chyba kierowały nim jakieś nieznane mu dotąd opiekuńcze odruchy, wstał ze swojego krzesła i przykucnął przy niej, zerkając teraz w zapłakaną buzię od dołu. Jedną dłoń ułożył na oparciu jej siedzenia, drugą umiejscowił na blacie stołu, przy jej rękach. Przeczekał ten pierwszy, zduszony szloch, nie odzywając się jeszcze przez moment, jakby zbierając słowa jakkolwiek rozsądniejsze niż te sprzed chwili. - Cokolwiek zrobiłaś… nadal jesteś Lucy. Każdy popełnia błędy, ale to nie one nas określają. – Ostrożnie odnalazł palcami jej dłoń i lekko ją uścisnął, obawiając się co prawda, że może nie powinien inicjować takiego kontaktu fizycznego, ale o dziwo nie umiał w takich sytuacjach po prostu stać w oddaleniu i bezczynnie patrzeć. – Ale jeśli tego potrzebujesz, a chyba tak jest... Możesz płakać. To nic złego. – Powiedział te słowa cicho, niemal szeptem, chcąc dać jej znać, że nie musi się hamować i wstydzić. Nie miał zamiaru jej osądzać ani strofować. Chciał ją tylko wesprzeć.

@Lucy Whitford

luczkowa#6559mów mi

4poziom

55punkty


ODPOWIEDZ

Wróć do „Dom #2”