Rodzaj: własnościowe
Lokatorzy: rodzina Hastings
Liczba pokoi: 5
Koszt utrzymania: wysoki

#10: boy, let's not talk too much

Everett Hastings

W przyszłości może coś osiągnie

Awatar użytkownika

19 y/o

189 cm

This world will never be

what I expected

The time we've lost can't get back

Centennial

Obrazek

Post »

II
Nie potrafił powiedzieć, która była godzina, gdy wstawał z łóżka. Tuż po tym, jak zerknął za okno, mógł określić, że było coś między dwunastą, a czternastą. Łatwiej było zerknąć przez szybę, tuż po otworzeniu oczy, niż sięgnąć ręką po telefon, leżący gdzieś pod poduszką. Nie od razu udało mu się go zlokalizować, dopiero po omacku, sunąc ręką pod poduszką, przypadkiem natrafił na telefon, który wyciągnął. Przekręcił się na plecy, przykładając dłoń do czoła i zerknął na godzinę. Trzynasta, był blisko.
Niechętnie wstał z łóżka, lecz gdy to zrobił, niemalże od razu się przeciągnął i zmierzwił palcami włosy, jakby sprawdzając, czy panował wśród nich odpowiedni chaos.
Może trochę się zdziwił, gdy przeszedł się po domu, w którym panowała cisza, a jedyną rzeczą, która ją przerywała, było tykanie zegara wiszącego nad kominkiem. Tik tak tik tak, a później znów chwila ciszy, gdy wskazówki, przesuwając się, wybijały swój rytm, tak doskonale znany domownikom. Zadumał się przez chwilę nad tym zegarem, dochodząc do wniosku, że to strasznie irytujące, gdy słychać tylko to tykanie, zamiast grającego telewizora. Rodzice byli w pracy, lecz nie bardzo był w stanie powiedzieć, gdzie była jego siostra. Na pewno nie było jej jeszcze w domu, a akurat dzisiaj, powinna wcześniej kończyć zajęcia. Pomyślał, że mogła iść do jakiejś koleżanki, albo do tego, o pożal się Boże, chłopaka mieszkającego po sąsiedzku. Nie bardzo wiedział, w jaki sposób zorganizuje sobie czas, ale miał go mnóstwo. Wystarczająco dużo, by przygotować sobie jakieś jedzenie, może ogarnąć w pokoju i usiąść, pooglądać telewizję. Nie spieszył się z jedzeniem śniadania, zjadł je powoli, później poszedł ogarnąć w pokoju, a w ostateczności siebie, po całej nocy.
Tuż po tym, gdy wykonał wszystko ze swojej listy, którą ułożył w głowie, miał trochę czasu dla siebie. Usiadł więc na dole, w salonie, na kanapie, strojąc gitarę. Ostatnio wpadła mu w ucho pewna piosenka, która zaintrygowała go na tyle, że chciał się jej nauczyć. Już naciągał struny gitary, próbując przypomnieć sobie dźwięk piosenki, gdy przeszkodziło mu pukanie do drzwi. Odłożył niechętnie instrument na kanapie, po czym wciągnął na siebie bluzkę leżącą obok i podszedł do drzwi. Otworzył je i no cóż, trochę się zdziwił, gdy zauważył Julie, stojącą w progu.
— Ciebie się nie spodziewałem. Pewnie wpadłaś do Sophie, ale jeszcze jej nie ma. Możesz wejść, pali się w kominku, więc jest ciepło. Tutaj trochę wieje — Zauważył bystro i nawet nie pozwolił dziewczynie odmówić. Po prostu, sięgnął dłonią w kierunku kurtki, którą miała na sobie i wciągnął ją do środka. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że na pewno nie będzie zbyt zadowolona z takiego obrotu sytuacji, patrząc na to, że starała się go unikać jak ognia. No nie zawsze się dało, czasem, zupełnym przypadkiem, okazywało się, że los lubił płatać ludziom figle i w taki sposób, wpakował Julie prosto do pieczary lwa o ogniście rudej grzywie.
Zmieszanie i prawdopodobnie irytacja, która pojawiła się na jej twarzy, dała mu ogromną satysfakcję. Od razu dało się zauważyć, że coś poszło nie po myśli dziewczyny, a Everett, doskonale wiedział o co chodziło. W pewnym sensie, zmusił ją do swojego towarzystwa, a to była jedna z tych rzeczy, których prawdopodobnie nie chciała.

@Julie Cullen

Evmów mi

1poziom

0punkty


Julie Cullen

Łyżwiarka

Awatar użytkownika

17 y/o

166 cm

one time I was riding

on my skateboard When I passed your

house It's like I couldn't breathe

South End

Obrazek

Post »

009
Ostatni rok w szkole zazwyczaj jest czymś pięknym, spędza się czas z znajomymi i potem walczy o jak najlepszą średnią, aby dostać się na wymarzone studia. Każdy rocznik, który opuszczał szkolne mury dostawał owacje na stojąco, w końcu zdali materiał osiągnęli coś. Tylko nikt nie powiedział, że między spędzaniem czasu w szkole oraz imprezowaniu i chwaleniu się owego tytułu, że nauczyciele zarzucą w twoją stronę cholernymi projektami. Jeszcze żeby to była jedynie zwykła prezentacja, ale nie to musiało zaważać nad tą cholerną końcową oceną. Zwykła prezentacja nie wystarczała, trzeba przygotować jakieś cholerne dane i wszystko ładnie opisać, prace jak robić to ręcznie. I tutaj właśnie pytanie, nauczyciele robią to teraz z własnej satysfakcji czy im naprawdę cos w głowie się poprzestawiało. Jest dwudziesty pierwszy wiek, Internet jest czymś teraz zupełnie normalnym. Prezentacje można pokazać na tablicy multimedialnej, tyle możliwość jednak nie. Trzeba robić ręcznie, tworzyć makiety i projekty które nawet nie zainteresują większości klasy. Dlatego aby jak najlepiej i najszybciej ogarnąć dany temat, wybrałam Sophie. Stworzenie głupiego wulkanu, opisanie go oraz nagranie po i jak przed wybuchnięciem nie może być, aż tak złe i ciężkie. Projekty jakieś znalazłam w Internecie, wszystko ładnie wydrukowałam. Połączenie biologii oraz geografii w jednym, na bank obie za takie coś dostaniemy dużo punktów. Kupiłam potrzebny papier, kiedy akurat wracałam z treningu na łyżwach. Jedynie problem był z klejem oraz substancjami, które musiałam ogarnąć, aby ten głupi wulkan miał czym wypluć. Farbki też miałam, aby pomalować całość. Tylko gdybym wiedziała, że to aż dwa kartony zajmie to poszłabym na zakupy z Sophie, a nie sama. Jednak od czego mam autko, nie?
Kiedy byłam już pod domem brunetki, musiałam mieć pewność że nie będzie jej starszego brata. Jednak chciałam mieć spokój, po za tym zaraz bym coś wymyśliła aby jednak zrobić to w moim domu. Tylko kiedy dostałam odpowiedź zwrotną, że zjawi się za jakieś dwadzieścia minut to, nie spodziewałam się jednego. Rudzielca który z satysfakcją pociągnie mnie do swojego domu. A mogłam grzecznie poczekać w aucie, dwadzieścia minut by mnie nie zbawiło, a może jeszcze tym bardziej mnie uratowało. Dlaczego nie mogli to być rodzice, dziadkowie nawet ich kot. Westchnęłam zirytowana, zacisnęłam ręce na kartonie. W sumie miałam jeszcze szansę uciec od niego, miałam w aucie jeden karton. - Everett to ja wpadnę potem, tak za dwadzieścia minut. Udawajmy że mnie nie było, karton zostawię i zniknę - Zaproponowałam i szybko odstawiłam karton na ziemię. Chociaż te zagranie naprawdę teraz jest okropnie makabryczne i głupie, a nie chcę też robić mu satysfakcji z tego wszystkiego. Zrezygnowana odwróciłam się, z nie chęcią wymusiłam uśmiech.
- Możesz zanieść ten karton do kuchni? Ja pójdę po kolejny, a po tym będę bańką.. oki? Wrócisz do wkuwania lub grania na... gitarze? - Zwróciłam uwagę, widząc jak kostka uczepiła się na koszulce. Zdjęłam ją, włożyłam do małej kieszonki jego koszulki i odsunęłam się do drzwi, mogła się zgubić albo co gorsza wpaść do kartonu. A to były powód do rozmowy oraz widzenia się. Chociaż wracając do jego gry, dawno chyba nawet na niej nie grał, albo raczej ja tego nie widziałam. W sumie to przez te omijanie go, mógł przez ten czas wrócić do gry na instrumentach. Nawet nie wiem dlaczego, ale jakoś mnie to zabolało.

@Everett Hastings

M. | sunflower#9779mów mi

4poziom

51punkty


Everett Hastings

W przyszłości może coś osiągnie

Awatar użytkownika

19 y/o

189 cm

This world will never be

what I expected

The time we've lost can't get back

Centennial

Obrazek

Post »

Dwudziesty pierwszy wiek, a szkoły, choć posiadały tablety graficzne, a uczniowie mieli laptopie, funkcjonowały, niczym w średniowieczu. Było mnóstwo sposób na wykonanie szkolnego projektu, były programy graficzne, dzięki którym spokojnie można było przedstawić krok po kroku, erupcję wulkanu, zachowując realistyczność i płynność animacji. O wiele lepiej, wyglądałoby to w prezentacji, niż ręcznie robiony projekt i wulkan zrobiony z tektury. Nauczyciele najwidoczniej byli bardziej zacofani, niż szkoły, w których prowadzili zajęcia. Zamiast otworzyć się trochę na technologię, kazali robić wycinanki, jak na zajęciach z plastyki w podstawówce. Wszystko, po to, by ćwiczyć u dzieci kreatywność, oraz umiejętności manualne, których swoją drogą nabywało się nawet dzięki wiązaniu sznurówek, tworzeniu z modeliny, albo lepieniu stworków z plasteliny. Zdecydowanie, nikt nie musiał robić ręcznie projektów, bo jakby nie patrzeć, byli w liceum, a nie podstawówce. Dwa lata temu sam musiał taki projekt robić, ale razem z kolegami postawili na coś innego, nie na połączenie biologii z geografią, tylko na projekt z historii odnośnie starożytnego Egiptu i mumifikowania zwłok. Nie musieli robić tekturowych zwłok, ale przedstawili to nieco inaczej, w formie prezentacji pokazowej. Zupełnie, jak prowadzenie zajęć z BHP, z tym, że oni musieli opowiedzieć o mumifikacji zwłok i wyciąganiu mózgów przez nos, no cóż. Co projekt, to inny, prawda?
Julie, chcąc czy nie chcąc, trafiła na Rudzielca. Jakby nie patrzeć, wciąż tu mieszkał i na chwilę obecną nie zapowiadało się na to, żeby miał się wyprowadzać. Nie musiał tego robić, miał dopiero dziewiętnaście lat, a do życia na własną rękę, wcale nie było mu spieszno. Korzystał z tego, że mieszkał z rodzicami. Mógł się spokojnie uczyć, nikt mu nie przeszkadzał, a rachunkami również nie musiał się martwić.
Spojrzał uważnie na dziewczynę i na karton, który trzymała w dłoniach.
— Ty nie umiesz znikać, tak samo jak nie umiesz mnie unikać. Może to jest takie specjalne, psychologiczne zagranie, co? — Dodał żartobliwie, po czym wysunął ręce, by zgarnąć od niej ten karton i postawił go na stole, w kuchni. Zajrzał do środka, przekładając przedmioty i sprawdzając, co takiego kupiła do tego projektu. Wyglądało dość ambitnie, ale ni cholery nie potrafił sobie wyobrazić, w jaki sposób ma to działać. Nic mu w tym momencie do głowy nie przychodziło, może jakby mu to przedstawiła, prędzej by ogarnął. Tymczasem, nie mógł na to liczyć, bo jakby nie patrzeć, zbyt chętna do rozmowy z Nim nie była.
Na pewno nie powinno go to dziwić, patrząc na to, co zaszło w Sylwestra, a z drugiej strony... On jakoś przeszedł z tym do porządku dziennego, nawet nie żałował. Po chwili wrócił do Julie, która mówiła coś o drugim kartonie i oparł się o ścianę, nie spuszczając wzroku z dziewczyny.
Dopiero teraz dotarło do niego zdziwienie, gdy Julie wspomniała o gitarze. Dawno nie grał, to fakt.
— Tak, akurat grałem. Dawno tego nie robiłem, a ostatnio mi wpadła taka nawet spoko piosenka i wiesz, uczę się ją grać... Całkiem łatwa jest, możesz sama zobaczyć jak mi idzie — Wyjaśnił, przejeżdżając ręką po tyle głowy i uśmiechnął się dość nieśmiało. Zerknął tylko w dół, gdy wsuwała mu kostkę do kieszonki, która zdobiła jego koszulkę i podziękował.
— Może przynieść ten karton z samochodu, co? — Zapytał, chcąc się upewnić, czy aby na pewno nie potrzebowała więcej pomocy. Pierwszy karton szczególnie ciężki nie był, ale do najlżejszych również nie należał, chłopak nie wiedział, co znajdywało się w tym drugim. Równie dobrze mogły tam być kamienie, albo jakieś ciężkie książki o prawach fizyki, w końcu ten wulkan, wybuchnąć jakoś będzie musiał.

@Julie Cullen

Evmów mi

1poziom

0punkty


Julie Cullen

Łyżwiarka

Awatar użytkownika

17 y/o

166 cm

one time I was riding

on my skateboard When I passed your

house It's like I couldn't breathe

South End

Obrazek

Post »

Może kiedy zaczną się studia, a ja wybiorę zupełnie inną uczelnie niż tą obok nas, to nie będę jego widzieć. Wyjadę z rodzinnego miasta, zostawię dosłownie wszystko i wszystkich. Tylko czy było mnie stać na takie porzucenie? No nie do końca, ponieważ nawet za tym rudzielcem tęskniłam, kiedy nie mogłam się z nim spotkać lub pogadać. Takie ucieczki też w sumie mnie raniły, ale jeśli to jedyne jak na razie rozwiązanie, muszę jakoś przetrwać to wszystko. Nieważne jak czasem było to głupie, żenujące. Zwłaszcza ciągłe chowanie się, wypytywanie czy on jest w pobliżu. Gdyby nie pocałunek na imprezie, ciągłe kłótnie o Klausa..to teraz byłoby inaczej? Nadal byłabym przyjaciółką, spędzałabym z nim wolny czas, a może nawet sam by mi pokazał cały kampus? Nie mielibyśmy straconych dni ani godzin, tak jak teraz. Kto wie może spróbowalibyśmy zrobić zupełnie inny krok niż sama przyjaźń? Teraz naprawdę mogę gdybać co byłoby, gdybym była singielką. Jednak nie mogę się okłamywać, że tamten pocałunek nic dla mnie nie znaczył. I to głównie tak naprawdę przez to uczucie, uciekam tak ciągle od niego. Bojąc się że to wróci, pomijam już sam fakt że jak byłam młodsza to zauroczenie wzięło nad mną górę, taka głupia pierwsza miłość. Jednak po czasie jego miejsce zajął Klaus, który może tak naprawdę jest jedynie dla mnie zastąpieniem Hastings'a? Nie chcę nikogo ranić, chociaż zastępowaniem, jego kimś zupełnie innym też nie jest sprawiedliwe. Sama do końca nie wiem co czuję do rudzielca, a co do bruneta z którym chodzę. Jednak z czasem, zdążyłam zauważyć co on miał na myśli, mówiąc że Klaus nie jest dla mnie. Lecz jak się żywy do tej wybranej osoby uczucia, nie widzi się jego wad. Widziałam zalety, ale po tamtym pocałunku ta bańka jakby pękła, a mi z czasem niektóre jego zachowania przeszkadzały, jakbym chciała czegoś zupełnie normalnego.
- Masz rację, ale czasem udało mi się bez zauważenia z twojej strony wpaść do was. Pójść do sklepu albo przyjść na mecz hokeja i oglądać go z daleka - Kurczę za dużo powiedziałam informacji, mentalnie uderzyłam się w głowę. Jedyne co powtarzałam teraz w myślach, jakieś nie za miłe słowa. Zamarzyłam nos przyznając się do swojego błędu. Zabranie przeklętego kartonu nie pomogło, jedynie czułam się jak kołek. Właśnie przez takie sprawy wolałam być jak najdalej, widzieć pomachać i pożegnać się. Dlaczego nie było jeszcze Sophie? Jeśli ona to wszystko zaplanowała, naprawdę wyleję na jej twarz całą pulpę pomidorową. - Nie wiem kiedy skończę, wiesz dużo pracy przed nami.. nic nie obiecuję - Pocierałam palcami o kawałek materiału, który nawet jeszcze nie zdążyłam zdjąć. Muszę się ulotnić, chociażby na chwilę.
- Nie trzeba, dam radę same drobiazgi - Machnęłam ręką i w dość szybkim tempie po prostu poleciałam do swojego auta. Otworzyłam ten przeklęty bagażnik i patrzyłam się w niego bez sensu, mogłam uciec jednak nie tak. Zrezygnowana wróciłam do środka. Zostawiłam kurtkę w małym korytarzu, zaniosłam karton do kuchni. Krótki uśmiech pojawił się i jak zaraz znikł, kiedy stanęłam w futrynie.
- Jeśli będziesz potrzebny to zawołam Ciebie, a teraz wracaj do swojej gitary - Byłam w jego własnym domu, ale się rządziłam. Powiedziałam co ma zrobić, a dodatkowo jeszcze zamknęłam drzwi przed nosem. Oparłam się o nie i wypuściłam powietrze, czując że w końcu jestem w jakiś sposób sama. Cholernie ignorując fakt, że rudzielec jest za ścianą. Wszystko wypakowałam jak trzeba, poukładałam już nawet miałam zaczynać proces twórczy. Jednak nadal chciałam wyjść i wrócić do auta, a jakbym zobaczyła jego siostrę to szybko wróciłabym do kuchni. Jednak jedyne rozwiązanie to okno, otworzyłam je jak najciszej, w sumie nie było jakoś za wysoko. Jedna nóżka przeszła, ale już z drugą zaczęłam mieć jednak problem. Dodatkowo było zimno, pełno śniegu więc musiało to nie wypalić, przez co zamiast zejść lub zeskoczyć, aktualnie byłam zaczepiona bluzką o gwóźdź. Jedynie słyszałam jak materiał się pruł i pruł. Dlaczego taka świetna ucieczka nie mogła się udać? Nie chciałam tego robić, ale byłam do tego makabrycznie zmuszona. - Everett...Everett! - Krzyknęłam parę razy, tylko czy on to usłyszał, skoro tak gra teraz na gitarze? A ja jakby no powiedzieć, miałam robić wulkan a nie wisieć na zimnie i zaraz tak nie za przyjemnie spaść? Cholerna zima, cholerny Hastings, durna ślamazarna ja. Jedyne czego teraz nie chcę, aby ta głupia bluzka do końca się nie porwała i to jeszcze na jego oczach.

@Everett Hastings

M. | sunflower#9779mów mi

4poziom

51punkty


Everett Hastings

W przyszłości może coś osiągnie

Awatar użytkownika

19 y/o

189 cm

This world will never be

what I expected

The time we've lost can't get back

Centennial

Obrazek

Post »

Relacja, która łączyła Everetta i Julie, nie należała do tych najłatwiejszych. Znali się w sumie od... Dawna, bardzo dawna. Przez długi czas po prostu się przyjaźnili, lecz czy kilka temu, Eve mógł pomyśleć, że Julie mu się spodoba? Traktował ją jak młodszą siostrę, dopóki nie zaczął się na nią zapatrywać, jak na dziewczynę, atrakcyjną dziewczynę — nie koleżankę, ani przyjaciółkę. Lubili się, zawsze między nimi było w porządku, pomagali sobie, gdy była taka potrzeba. Dopiero później, ta granica między przyjaźnią i zauroczeniem zaczęła się zacierać, a Eve nie potrafił na nią spojrzeć tak, jak wcześniej. Nie kłamał, gdy mówił, że nie podoba mu się fakt, że spotykała się z Klausem, ale co on tak naprawdę mógł? To było jej życie, jej wybór, jej miłość, o ile miłością można to było nazwać, skoro w ostateczności, to z Nim się pocałowała.
Skłamałby, gdyby powiedział, że kompletnie go to obeszło, bo wcale tak nie było. To było coś innego, niż całowanie z inną dziewczyną i Ona również to dostrzegła, a wywnioskował to po tym, że zaczęła go później unikać.
Może trochę go to satysfakcjonowało, poczuł się ważniejszy od jej chłopaka, a tym samym, uświadomiła mu, że z Klausem to nie jest to, czego prawdopodobnie by chciała. Nie wykluczał, że myślał tak również dlatego, ponieważ najzwyczajniej w świecie go nie lubił. Był przekonany, że ten chłopak, wraz ze swoimi mało ambitnymi kolegami, po prostu sprowadzi Julie na złą drogę. Może i nie znał go osobiście, ale ludzie gadali. Zresztą, sam na imprezie zdążył zauważyć, jakie z niego ziółko. Nawet nie był w stanie powiedzieć, czy przychodząc na urodziny Julie, był już porobiony, czy porobił się dopiero później, razem z kolegami, tak samo specyficznymi, jak on.
— Po prostu miałaś wtedy szczęście, nie zrzucaj tego na talent. Długo będziesz jeszcze to ciągnąć? — Zainteresował się, całkowicie skupiając uwagę na dziewczynie. Dość intensywnie przyglądał się jej jasnej cerze i ciemnym oczom, które tworzyły naprawdę zgraną kompozycję i kontrast. Właściwie, nie potrafił jej sobie wyobrazić w innym odcieniu włosów — była atrakcyjna, a przy tym naturalna. Czasem denerwująca, czasem krzykliwa i głośna, czasem głupiutka, ale naprawdę czarująca. A on, swoim męskim okiem, potrafił to dostrzec. Tak samo jak to, że uśmiechając się unosiła prawy kącik wyżej, niż lewy, czego nie dostrzegł u Elizy i być może, właśnie dzięki takim detalom i szczegółom, potrafił je rozpoznać. Już nie wspominając o tym, że Elisabeth uśmiechała się naprawdę rzadko. Najczęściej, gdy już ją widywał, po prostu miała grobową minę i wyglądała, jakby planowała czyjeś zabójstwo — i prawdopodobnie tak było, biorąc pod uwagę zachowanie sióstr, wobec Danielle.
— Jasne, nie będę się narzucać — Uniósł ręce w geście kapitulacji i odwrócił się na pięcie, kierując się w stronę salonu. Usiadł na kanapie, biorąc kostkę do ręki i zaczął grać, skupiając się całkowicie na dźwiękach strun, które co i rusz naciągał.
Nie miał pojęcia, że w tym czasie, Julie, zamykając się w kuchni, planowała ucieczkę. Nie przewidział tego, że wpadnie na tak absurdalny pomysł, jakim było wyjście przez okno. Nie od razu dotarło do niego wołanie, które brzmiało dość... Okropnie, zupełnie jakby Julie potrzebowała jakiejś pomocy. Westchnął więc cicho, może odrobinę zrezygnowany, wywracając oczami i odrywając się od gitary.
Przeszedł do kuchni, otworzył drzwi i wszedł do środka, dopiero teraz zauważając żałość tej scenerii, która odgrywała się w jego kuchni. Przyłożył dłoń do czoła, próbując powstrzymać na początku chichot, który chwilę później przemienił się w całkowicie szczery śmiech. Potrwało to kilka minut, dopiero gdy się ogarnął, podszedł do Julie.
— Wiesz, że jeśli całkowicie rozedrze Ci się bluzka to wszyscy sąsiedzi, zauważą Twój stanik? Swoją drogą, ładna ta koronka, wiedziałem, że czarny to Twój kolor — Powiedział, starając się brzmieć poważnie, choć w jego głosie wciąż można było usłyszeć rozbawienie. Przysunął się do tego okna, łapiąc za delikatny materiał bluzki Julie, który zaczął rozplątywać i ściągać z tego gwoździa. Pewnie matka wieszała tam jakieś kwiatki, a teraz, gdy było zimno, po kwiatkach nic nie zostało, poza pustym gwoździem.
— Nie wiem ile razy mnie jeszcze zaskoczysz, ale przy Tobie słowo ,,wywalą Cię drzwiami, wejdziesz oknem”, nabiera całkowicie nowego znaczenia. Co będzie następne? Piwnica, czy prześcieradło w pokoju Sophie? — Naprawdę był tego ciekawy! Może i Julie teraz tego nie rozplanowywała, ale podpytać mógł. Pewnie dość szybko coś wymyśli. Kto wie, może następnym razem uda jej się uciec.
Gdy sytuacja została opanowana, zgarnął bluzę z suszarki stojącej w przedpokoju i naciągnął ją Julie przez głowę.
— Teraz chociaż siostry krzywo nie spojrzą, gdy zobaczą tę dziurę w boku, znaczy w bluzce. Jest tragiczna, serio — Pocieszające może to nie było, ale nawet nie miało tak brzmieć. Pomysł panienki Cullen, był tak durny, że chyba wszyscy, poza nią samą, wpadliby na to, że to nie wypali — tak po prostu.

@Julie Cullen

Evmów mi

1poziom

0punkty


Julie Cullen

Łyżwiarka

Awatar użytkownika

17 y/o

166 cm

one time I was riding

on my skateboard When I passed your

house It's like I couldn't breathe

South End

Obrazek

Post »

Zastanowiłam się nad odpowiedzią, tak naprawdę czasem to było fajne, a czasem jednak wręcz wkurzające. Lecz na samą koniec była bardziej z tego śmieszna sytuacja, która czasem kończyła się zażenowaniem i to z mojej własnej strony. Znudzić mi się to nie musi, bardziej pomysły na ucieczkę oraz przykrywki mogą mi się skończyć.
- Aż nie skończą mi się pomysły, kto wie może to trochę będzie trwało- Zacznę wyszukiwać nowe sposoby, może będą mniej niebezpieczne. Chociaż w sumie smutne to będzie, przestanę być uciekającym kopciuszkiem. A nawet mi się to podoba. I co ja z tym zrobię?
Wisząc tak, czułam zimno i modliłam się w myślach tylko o to, aby rudzielec przyszedł tutaj o wiele szybciej. Słyszałam jego śmiech, nawet jeśli się ukrywał, chociaż słysząc to poczułam się jeszcze gorzej. Policzki były nie tylko zarumienione z powodu zimna, ale też wstydu. Jego śmiech wcale nie pomagał, dołował w tej okropnej sytuacji. Pisnęłam na jego słowa, próbując zakryć swój stanik. Jednak było o wiele za późno, byłam cicho do momentu aż mnie nie zdjął. Trzymając ręce na piersiach, aby w razie czego dodatkowo nie spadała ta głupia koszulka. - Zbok! Musiałeś spojrzeć się na mój stanik, prawda? Nie mogłeś ugryźć się w język, jak dobry chłopak który pomógł panience w potrzebie - Zawstydzona jedynie unikałam jego wzroku, jezu.. takie komentarze to jedynie od Klausa słyszałam. Nie od rudzielca do którego sama nie wiem co czułam, policzki jeszcze bardziej były na bank zaczerwienione.
- Zapomniałeś o rynnie, gdyby było lato to nie wychodziłabym na taką kalekę. Łatwiej jest chodzić po czymś, co nie jest zamarznięte - Pokazałam język, uśmiechając się jedynie na swoje słowa. Serio rynna to nie jest zły pomysł w domu rodzinnym, dwa razy tak skończyłam. Pierwsza skończyła się porażką, druga za to z sukcesem. Nie moja wina że lubiłam wspinać się na wysokie szczebla, ale potem miałam problem z zejściem lub samym skokiem na dół. Uciekłam do ciepłego pomieszczenia, trzymałam tak tą bluzkę jakby była moim schronieniem. Nie żebym marudziła, ale dlaczego akurat to musi być jego garderoba? Cóż może mam dwie jego bluzki w domu, ale trzeciej już nie potrzebuję. O wiele łatwiej byłoby gdyby to jednak była bluzka Sophie. Była o parę rozmiarów na mnie za duża, sięgała mi aż za tyłek. Normalnie niczym tunika lub jakaś sukienka, ale chociaż pachniała nim, taki to pozytyw wszystkiego. Zmarszczyłam nos, podciągnęłam jego koszulkę i spojrzałam w lustro. Wciągnęłam powietrze widząc trochę zadrapane miejsce na plecach oraz dziurę. Chociaż dobrze że z przodu siniaków nie widać, po tych wkuciach. Najważniejsze jest je robić w miejsca mało widoczne. - Teraz chodź, pomóż mi z tym głupim wulkanem. Może wybuchnie i będziesz w sosie pomidorowym - Opuściłam koszulkę, ciągnąc go do kuchni. Pokazałam mu plan jak ma ułożyć szkielet, zakleić go w odpowiednich miejscach, a ja sama w tym czasie zrobiłam pulpę, która będzie głównym finałem tego głupiego wulkanu.
- Gotowy na pierwszy test? Będzie ich parę - W sumie z nim też się chyba da zrobić ten projekt? Zawiązałam koszulkę, dzięki czemu łatwiej było mi pracować. Niestety czy tego chce albo nie chcę muszę z nim teraz współpracować.

@Everett Hastings

M. | sunflower#9779mów mi

4poziom

51punkty


Everett Hastings

W przyszłości może coś osiągnie

Awatar użytkownika

19 y/o

189 cm

This world will never be

what I expected

The time we've lost can't get back

Centennial

Obrazek

Post »

Słuszna uwaga, on na ogół się śmiał, ona paliła się ze wstydu i po prostu go unikała.
Gdyby jednak nie te pomysły Julie, nie poprawiałaby mu nastroju takimi właśnie zagrywkami. Kreatywność i pomysłowość kobiet zawsze go zaskakiwała. Niektóre pomysły nawet do głowy by mu nie przyszły. Może i był ścisłowcem, potrafił logicznie myśleć i skręcić meble z IKEI, co było niemałym wyczynem, ale nie wpadłby na niektóre rzeczy. Jemu przypadła rola księcia, goniącego za Kopciuszkiem, ale ich wersja, była co najwyżej parodią. On księcia od pięknych, złotych włosach nie przypominał, Julie również od bajkowej wersji odbiegała. Nie mówiąc już o tym, że tam księżniczka uciekała o północy, a książę szukał jej po to, żeby oddać pantofelek. W tym przypadku, księżniczka była jak uciekająca panna młoda i uciekała oknem, a książę był po prostu Rudy.
Może nie powinien się śmiać, ale nie bardzo potrafił się opanować. Rzadko widział Julie w takiej sytuacji, nie tylko Julie. Rzadko ktokolwiek znajdywał się w takiej sytuacji i Ever, do tej pory, nie wyobrażał sobie takiej sytuacji. Nie pomyślał również o tym, że kiedykolwiek będzie świadkiem takiego zajścia.
Uroczy widok, doprawdy. Zwłaszcza te zarumienione policzki i ta nieśmiałość, gdy zakrywała się rękoma, by nie zauważył niczego więcej. Udało jej się, bo nie zauważył, a koszulka nie zsunęła się bardziej z jej ramion.
— Czemu od razu zbok, normalna reakcja. To tylko stanik, mogłabyś się wstydzić, gdybyś faktycznie stała w samych majtkach i staniku. I tak, masz rację. Nie mogłem tego nie skomentować, chociaż myślałem, czy nie ugryźć się w język — Odpowiedział rozbawiony i poprawił ciemne włosy dziewczyny, które wcisnęły się między materiał bluzy i koszulki. Gdyby mocniej nacisnął, istniało duże prawdopodobieństwo, że po prostu by za nie pociągnął, a to nie należało do najprzyjemniejszych doświadczeń.
— W sumie, racja. O ile nie poobijałabyś sobie tyłka o te nierówności przy łączeniu rynien — Jego skromnym zdaniem, próbować mogła, ale nie było chyba sposobu, który uszedłby jej na sucho. Nieważne, co by zrobiła, istniało duże prawdopodobieństwo, że najzwyczajniej w świecie, dość mocno by zabolało.
Nie miał pojęcia o ilości jego bluzek, która Julie miała w swoim domu.
Wiedział natomiast, że ostatnio, gdy przebierał ubrania, nie znalazł swojej bluzki z numerkiem, która przecież towarzyszyła mu przez trzy lata, od rozpoczęcia liceum, aż do jego zakończenia. Nie miał pojęcia, że nie było go u niego tylko dlatego, ponieważ znajdywała się u Julie. Podobnie, jak nie mógł jasno powiedzieć, w którym momencie zniknęła z jego garderoby.
Pociągnięty przez Julie, podszedł za nią do stołu i przyjrzał się ponownie przedmiotom, które znajdywały się w kartonie.
— O nie, nie będzie mnie to bawić — Zaoponował niemalże od razu, składając ręce na klatce piersiowej i pokręcił głową, w geście buntu. Nie widział mu się sos pomidorowy na twarzy, ani na ubraniach. Ogólnie, ten sos pomidorowy nie widział mu sie nigdzie, ale szanse na wybuch i na to, że coś pójdzie nie po ich myśli, były dość spore. Prawdopodobnie, musieli być przygotowani na wszystko, nawet na to co najgorsze.
Usiadł na krześle, po jednej stronie stołu, słuchając tłumaczenia Julie, jak powinien złożyć ten szkielet, ogólnie podstawę tego wulkanu.
— Jeśli następnym razem mi powiesz, że jestem zły i okropny, przypomnę Ci ten cholerny wulkan — Westchnął, wyciągając to wszystko z kartonu i zaczął powoli składać ten cholerny wulkan. Trochę musiał pokombinować, jak to wszystko ogarnąć, ale im bliżej było końca, tym bardziej przypominało to wulkaniczny krater.
— Gotowy. Jak masz zamiar to ogarnąć, żeby ten sos pomidorowy faktycznie wybuchł? Zawsze można spróbować go od dołu podgrzać, wtedy na pewno wybuchnie. W chemii to się sprawdza i zawsze działa — Gdzieś jakiś palnik przenośny w garażu powinien być, a i efekt też na pewno nie byłby najgorszy. Jego zdaniem wszystko musiało się udać, nie miał pojęcia, co mogłoby pójść nie tak, w tym niesamowitym projekcie.

@Julie Cullen

Evmów mi

1poziom

0punkty


Julie Cullen

Łyżwiarka

Awatar użytkownika

17 y/o

166 cm

one time I was riding

on my skateboard When I passed your

house It's like I couldn't breathe

South End

Obrazek

Post »

Zmarszczyłam nos, kiedy wyciągnął moje włosy. Powinnam je związać, a nie latać tylko w rozpuszczonych włosach, zwłaszcza jak będziemy zaraz bawić się w wybuchy i budowanie tego cholerstwa. Zdjęłam gumkę z nadgarstka i zrobiłam niechlujnego koka, kosmyki opadały ale dało się jednak pracować. Mniejsza szansa, że włosy wpadną mi do tej pulpy pomidorowej.
- Wiesz rynny w lato są dodatkowo jeszcze nagrzane, więc jeszcze gorzej jest z utrzymaniem się na niej. A w najgorszym scenariuszu odpadnie ona raz z tobą, chociaż była zmieniana - Wzruszyłam ramionami. Ojciec nie była zadowolony, zwłaszcza ze jeszcze byłam głupim dzieciakiem w sukience i takie rzeczy nie powinny się wydarzy, zwłaszcza dla dziewczynek w moim wieku. - Naprawdę mi go przypomnisz? A ja tobie, że masz dziwne hobby? - Odgryzłam się, jednak tak czy siak nadal ja byłam tutaj poszkodowaną. Chociaż w sumie nie do końca, to on stracił właśnie kolejną koszulkę, więc to ja tutaj mam aktualnie lepiej. Sprawdziłam czy nie dostałam jakiegoś sms od Sophie, jednak żadnego nie było. Dwadzieścia minut już dawno minęło, na bank już się tutaj nie zjawi. - Zawsze potem możemy wymyślić coś na Sophie - Rzuciłam do niego, mając nadzieję że jakoś poprawi mu to humor. W końcu to ona miała ze mną robić projekt, a nie jej starszy brat który pewnie ma lepsze rzeczy do robienia, niż pomoc dla nastolatki przy robieniu wulkanu.
Mieszając sos z jakimś cholerstwem, który nie pachniał jakoś za ładnie. Odwróciłam się do niego, zaglądając do środka. Wystarczy palnik i podpali tą pulpę, ale żeby tak się stało, trzeba jeszcze dodać jakiś zapalnik w środku. Podwinęłam koszulkę i włożyłam rękę do wulkanu, robiłam to naprawdę delikatnie, wiedząc że jeszcze nie wysechł w jakiś miejscach. Dmuchnęłam kosmyk włosa, znalazłam kawałek sznurka, który ma spowodować na dole odpalenia całej substancji. Wyciągnęłam na tyle ile mogłam i przykleiłam do zapalniczki.
- Jeśli pociągniemy mocno, spowoduje to ogień. A raczej tak powinno być - Zmrużyłam oczy, odkładając to na miejsce. Rozłożyłam jeszcze dodatkowe gazety wokół nas i założyłam w razie czego te głupie gogle, podałam je dla chłopaka.
- Gotowy na pierwszy test? - Wlałam ten przeklęty sos pomidorowy, odsunęłam się ile tylko mogłam. Policzyłam do trzech i pociągnęłam za sznureczek, mając nadzieję że to zadziała. Jednak z początku nic się nie działo, więc podeszłam bliżej. Jednak kiedy usłyszałam ten dziwny dźwięk, przerażona cofnęłam się do rudzielca. - Zakryj twarz! - Pisnęłam kiedy to coś wybuchło w górę, a potem opadało bo bokach. Przez ten dźwięk aż się do niego przytuliłam. Kiedy byłam pewna że już jest dobrze, odsunęłam się. Widok był...zły. Nie wiem jak to Sophie posprząta, ale sos był na suficie. Sama miałam trochę sosu na plecach, pewnie we włosach też. Jednak widząc twarz Ev, zaczęłam się śmiać i zdjęłam z oczu okulary.
- Więc.. uratowałeś mnie przed pulpą pomidorową. Nigdy Ci tego nie zapomnę - Wydusiłam kiedy przestałam się śmiać, uniosłam ręce i ile tylko mogłam wytarłam czerwoną papę z jego twarzy.

@Everett Hastings

M. | sunflower#9779mów mi

4poziom

51punkty


Everett Hastings

W przyszłości może coś osiągnie

Awatar użytkownika

19 y/o

189 cm

This world will never be

what I expected

The time we've lost can't get back

Centennial

Obrazek

Post »

Zdaniem Rudzielca, Julie pasowały rozpuszczone włosy. W związanych też wyglądałaby dobrze, ale to kaskada kruczoczarnych włosów, luźno opadających na ramiona dziewczyny, przypadła mu do gustu. Każdy mężczyzna uważał coś innego za atrakcyjne. On preferował rozpuszczone włosy, ale wiedział, że nie wszyscy podzielali jego zdanie. Każdy człowiek był inny, każdemu podobało się coś innego. Były osoby, lubujące się w krótkich włosach, co dla Everetta było ciężkie do przyjęcia, bo przecież... Kobiety były atrakcyjniejsze w dłuższych włosach. Podobnie było z preferencjami, co do koloru włosów. Jemu bardziej do gustu przypadały szatynki I brunetki, jego kumpel wolał blondynki, a kolejny rude. Ile osób, tyle zainteresowań, Ever natomaist wiedział, że nie wyobrażał sobie Julie w innym kolorze włosów, tylko czerń I brąz.
— Nie wiem, nigdy po rynnach nie zjeżdżałem. Widzę, że Ty masz doświadczenie — Zażartował, szturchając lekko ramię Julie swoją dłonią.
Czy jego hobby było dziwne? Mógłby na ten temat napisać jakąś rozprawkę, prawdopodobnie, wyjątkowo długą rozprawkę, bo zainteresowań to on miał dużo. Nie bardzo wiedział, czy w tym momencie Julie mówiła o chemii, czy o podglądaniu młodszych dziewczyn, ale coś mu podpowiadało, że chodziło jej o tą drugą rzecz. Fakt faktem, średnio mu odpowiadała opinia podglądacza, bo przecież niespecjalnie to zrobił! Po prostu, bluzka dziewczyny się rozdarła, a on jako miły, uprzejmy, starszy kolega, wyciągnał pomocną dłoń w jej kierunku I pomógł zakryć dziurę, która zrobiła się w bocznej części bluzki czarnowłosej.
— Nie wiem o jakim hobby mówisz, naprawdę... Dużo mam zainteresowań — Odparł wymijająco, wymigując się delikatnie z odpowiedzi. Poskładał jeszcze resztki tego wulkanu, oglądał go z kilku stron, jakby sprawdzając, czy nie ma nigdzie żadnej luki. Cóż, nie dostrzegł żadnej dziury w kartonowej podstawie, więc uznał, że wulkan się sprawdzi, bo wygląda idealnie.
— Sophie to będzie po prostu sprzątać — Zażartował.
Przyjrzał się uważnie poczynaniom dziewczyny, nie do końca przekonany, czy ten palnik wypali. Nauka matką wynalazku, co głupie ale działa, to nie jest głupie, ale... No właśnie, coś mu tu nie odpowiadało. Istniało tak fifty fift szans na to, że eksperyment się powiedzie, Ever stawiał tyle samo na niepowodzenie.
— Jakoś tego nie widzę, wiesz? — Uznał, po krótkiej ciszy, wkładając google I westchnął, lecz nie odsunął się od tego całego wulkanu. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie zajrzał do środka, co było totalną głupotą, bo... W chwili, gdy sos się podgrzał, wulkan eksplodował, a duża częśc pulpy pomidorowej, z domieszką dziwnej chemii I prawdopodobnie substancji łatwopalnej, znalazła się na jego twarzy, ale niemalże odruchowo, dziewczynę objął, jakby to faktycznie było coś na miarę życia I śmierci. Julie została osłonięta, a on... Niekoniecznie. Nie brał pod uwagę tego, że będzie to źle wyglądać, lecz po reakcji dziewczyny, doszedł do wniosku, że wcale nie było tak źle jak myślał, tylko gorzej.
Ściągnął usta w prostą linię I zdjął okulary, co pewnie wyglądało jeszcze zabawniej, gdy cała twarz, prócz oczu, była oblepiona sosem.
— Paskudztwo, nigdy nie przepadałem za sosem pomidorowym, ale teraz będę miał traumę do końca życia — Jęknął, gdy dziewczyna się pośmiała, a sam westchnął I pokręcił głową, zanosząc się cichym śmiechem.
— Myślisz, że... Eksperyment udany, czy niekoniecznie? — Zastanowił się na głos, rozglądając po meblach upaćkanych na czerwono. Gdyby ktoś wszedł, mógłby pomyśleć, że było to jakieś miejsce zbrodni. Dopiero złapał się za głowę, gdy spojrzał na jasny sufit, w czerwonych plamach. Otworzył szerzej oczy, drapiąc się po tyle głowy, z delikatnym zniesmaczeniem na ustach.
— Emm.. Chyba będzie trzeba to pomalować, ale najpierw chodź się ogarnąć — Zaproponował, sięgając po kawałek ścierki, leżącej gdzieś na krześle I wytarł ręce, kiwając w stronę Julie, żeby poszła z nim do łazienki.

@Julie Cullen

Evmów mi

1poziom

0punkty


Julie Cullen

Łyżwiarka

Awatar użytkownika

17 y/o

166 cm

one time I was riding

on my skateboard When I passed your

house It's like I couldn't breathe

South End

Obrazek

Post »

Zmarszczyłam nosek z rozbawienia. Naprawdę śmiesznie wyglądał, a przecież to tylko czerwony sos pomidorowy na jego twarzy. Chociaż pasowało to do jego rudych włosów, dopełniało to całokształtu, tej naszej pięknej ale smutnej scenerii. Nie chciałam też wyjść na tą złą koleżankę, dlatego przestałam się śmiać. A naprawdę ciężko było przestać się od tak śmiać. Pewnie do końca życia będę mu to wypominać, a on w sumie mi ten przeklęty projekt. Gdyby Sophie tutaj była, pewnie to ona dostałaby w twarz tą całą czerwoną cieczą.
- Będę musiała to kiedyś naprawić, nie mogę pozwolić na to żebyś nie lubił sosu pomidorowego. Trauma? Jak ja dostanę takim sosem w twarz, to zniknie ona? - Zaproponowałam, ale oczywiście nie teraz i nie w tym momencie. Miałam już na dziś dosyć tego sosu oraz zabawy w bycie cudotwórczą Julka. Nawet nie chciało mi sie już przygotowywać go do ponownego wybuchu, zostawię po prostu jej chyba jakaś kartkę, żeby przygotowała ten głupi sos. Chociaż każdy z nas odpocznie, a ona coś zrobi więcej niż tylko pokaz w szkole. Układ jak dla mnie teraz, wydałam się całkowicie idealny. Nawet jak Everett wykonał więcej pracy niż ja.
- Patrząc na efekt, sądzę że tak. Tylko w szkole dodamy mniej sosu, nie chcę takiego samego efektu - Szepnęłam cicho, Lysandra lub dziadek pewnie wpadliby w szał. Może nie spędzają zbyt dużo czasu w kuchni, ale jednak są dość duże szkody. Odmalowanie, zmycie nie będzie takie fajne i przyjemne. Sufit wyglądał najgorzej, zwłaszcza jak sos spadał na ziemię niczym deszcz. Westchnęłam rodzice Sophie nas chyba zabiją, jeśli dostane jakiś zakaz wchodzenia do ich domu, przyjmę to z godnością. Przecież nie codziennie ma się niszczoną kuchnię sosem, gorącym sosem. Nawet jak się to zmyje, zostanie ślad ogromny ślad. - Nie jedz tylko tego sosu - Wyrwało mi się, przecież miał go jeszcze na twarzy. A samego sosu tam jednak nie było, miał związki chemiczne. Tak aby był pokaz, który miał być ładny, a nie porażką. Kiwnęłam głową, dobra niech będzie. W sumie to trzeba uciec z miejsca zdarzenia. Chociaż ja mniej oberwałam tym sosem, bardziej rudzielec był nim pobrudzony. Dreptałam mu po nogach idąc do tej łazienki. Kiedy już w niej byliśmy, usiadłam na szafkę. Sięgnęłam po ręcznik i zamoczyłam go.
- Pomogę ogarnąć twoją twarz, włosy i tak będziesz musiał umyć. Masz jakiś krem? Sos był jednak gorący, trzeba nasmarować twarz. Pomoże trochę z bólem, jeśli go czujesz - Raz Elizka założyła za szybko maseczkę, a raczej jakaś dziwną maż z neta. Potem miała na twarzy zimny ręcznik oraz smarowała twarz kremem. Miałam nadzieję, że dodatkowa koszulka, którą teraz miałam na sobie aż tak nie ucierpiała. Ogółem pewnie gdzieś miałam ten głupi sos, ale jednak on gorzej oberwał od mnie. Ja mogę poczekać,
- Spokojnie nie zrobię Ci krzywdę, jedynie musisz się do mnie zbliżyć. Nie pominę sosu - Wzruszyłam ramionami, czekając aż podejdzie na tyle że będę mogła zmyć sos.

@Everett Hastings

M. | sunflower#9779mów mi

4poziom

51punkty


ODPOWIEDZ

Wróć do „Dom #7”