Happy Valentine's Day

Everett Hastings

19 y/o189 cm W przyszłości może coś osiągnie

Awatar użytkownika

Wkuwa biologie, łatwo nie jest

Ale to nic takiego, w porównaniu

Do dziewczyny, która mu sie podoba

Centennial

Post autor: Everett Hastings »

III
Ile razy marzyliśmy o tym, by choć raz, rzucić wszystko z dnia na dzień i wyjechać na jakiś czas, chociażby na weekend, albo na kilka godzin, by odpocząć od szarej codzienności? Podróże, te mniejsze, czy te większe, wszyscy o nich marzyli i niech rzuci kamieniem osoba, która nigdy, choć raz w życiu nie pomyślała o takim właśnie wyjeździe? Nie było, prawdopodobnie, takiej osoby. Ludzie, przebijający się przez ten szary tłum, w ciągłym biegu i pędem za pieniędzmi, zapominali o takich drobnych przyjemnościach. Niektórzy nie mieli na to czasu, bo żal im było wykorzystać dni urlopowych, inni obawiali się, jak przetrwają do następnego miesiąca, a jeszcze inni, po prostu się bali. Czego? Podróży w nieznane, nawet jeśli ta podróż miała odbyć się w innym stanie, bez wyjazdu za granice miasta.
Samolot z Vermont, miał wyruszyć o godzinie szesnastej. Przy dobrych warunkach atmosferycznych, bez przesiadek, w Ontario mieli znaleźć się około godziny dwudziestej, czyli tak w sam raz, by zameldować się w hotelu i rozpakować rzeczy. Był piątek, dwa dni przed świętem zakochanych. W tym czasie ceny lotów były w miarę przystępne, a turystyka wręcz wrzała, by przyciągnąć do siebie urlopowiczów. Wszak długi weekend, bo trwający aż trzy dni, był idealną okazją do tego typu wyjazdów. Ev nie planował wyjazdu. Właściwie, był przekonany, że długi weekend spędzi w domu. Rodzice jednak, wpadając w piątek rano, do pokoju swojego syna, oznajmili mu, że mają rezerwację w jednym z pięciogwiazdkowych hoteli, mieszczącym się gdzieś w Ontario. Nie mogli jechać, ponieważ nie chcieli zostawić Sophie samej w domu, woleli zająć się córką. Planując walentynkowy wyjazd, nie wzięli pod uwagę tego, że w mieście nagle pojawi się mężczyzna, który wśród nastolatek, będzie wypatrywać swojej ofiary. Rezerwacje oddali więc starszemu dziecku, a on... Miał sobie jakoś rozplanować czas.
Na początku zastanawiał się, czy nie wziąć ze sobą Elisabeth. W końcu, co jak co, ale jej przede wszystkim przydałby się jakiś wypad i odstresowanie. Lizzie jednak, po głębszym zastanowieniu uznała, że woli zostać z dziadkiem i wtedy, w głowie Rudego, zaświtał pomysł. Zaproponował przyjemny wypad Julie, świadomie nie mówiąc jej dokąd mieli jechać, ani w jaki sposób rozplanowany był wyjazd. Podejrzewał, że gdyby od razu powiedział, co kryło się w jego rudej głowie — Julie by się nie zgodziła, ze względu na Klausa. Powie jej, gdy już znajdą się na miejscu. Tak, poinformował ją głównie o której ma się stawić na lotnisku i naprawdę przyjechał te dwadzieścia minut wcześniej, by wyczaić ją wśród tłumu i odebrać rezerwację na lot samolotem.
— Mam nadzieję, że wzięłaś potrzebne rzeczy, bo nie wrócimy tak prędko. Powiem Ci później, w trakcie lotu, dokąd tak naprawdę lecimy. Jak już będę miał pewność, że mi nie uciekniesz — Rzucił, krótko po tym, gdy dostrzegł ją na lotnisku i chwilę po tym, jak się przywitali. Był na tyle miły, że zaproponował nawet, że pomoże jej z bagażem, chociażby jednym. Siły miał sporo, więc dla niego torba sportowca i walizka, nie były szczególnie ciężkie. Przecież... Kamieniami chyba tego nie wypchała, prawda?

@Julie Cullen

Evmów mi

Praktykanttytuł fabularny

0 pktzebrane punkty


Julie Cullen

17 y/o166 cm Łyżwiarka

Awatar użytkownika

one time I was riding

on my skateboard When I passed your

house It's like I couldn't breathe

South End

Post autor: Julie Cullen »

011
Dni przed walentynkami były w sumie nawet urocze, korytarz były udekorowane, były stoiska z miejscem gdzie zostawiało się walentynkę. Patrząc na poprzedni rok kiedy Klaus przebrał się za jakiegoś misia, tańczył oraz recytował jakiś wiersz.. to w tym roku boje się tego co wymyśli. W sumie może znów mnie zaskoczy, ale mam nadzieję że więcej nie będzie przebierał się w strój misia, wyglądał jak puchowa maskotka naszej drużyny hokejowej. No i to było romantyczne, fajne ale jednak w tym roku chcę normalnie spędzić ten czas. Bez żadnych szaleństw z jego strony, oczywiście jeśli nie zapomni o takim dniu jak walentynki oraz tego że ma dziewczynę. Patrząc na jego zachowanie po aucie, godzin ile spędza nad naprawą to chyba z tym samochodem powinien chodzić. Dodatkowo ponownie coś weźmie i będzie chodził taki szczęśliwy, pobudzony. Nie ważne że po mieście chodzi koleś, który zabija sobie kogo chce. Pewnie za nie długo spotkam się z nim, ale na jego własnym pogrzebie. Dlaczego on czasem nie może zacząć myśleć? Chcę chłopaka, a nie trupa.
Dodatkowo sama Elizka zachowywała się ostatnio dość dziwnie, normalnie zwaliłabym to na dni które się zbliżają, nigdy nie przepadała za walentynkami. Jednak tym razem była o dziwo jak dla mnie za radosna, normalnie jak ja zazwyczaj. Gadała o wycieczce, nie słuchałam dokładnie o czym, jedynie co pamiętam że miała się odbyć daleko po za naszym miastem. Była nawet nakręcona tym faktem, aż nie nadszedł dzień kiedy oznajmiła że to ja za nią mam jechać. Czasem ich wspólnie knucie, knucie przeciwko mnie wręcz irytowało. Gdyby nie tamten pocałunek, ucieczki przed rudzielcem to chętnie wyjechałabym za Elizkę. Jednak ta zaczęła obawiać się o dziadka, dodatkowo sama zaproponowała udawanie mnie przy nim, że to na serio jest dziwne. Nie pasuje to do niej, Ev na bank czymś ją musiał przekupić. W sumie spakowałam jedynie walizkę, bardziej to ona mnie pakowała. Marudziła na moje ubrania, narzekała że mam ich za dużo. Ja jedynie co dorzuciłam to kosmetyczkę z dawkami insuliny, ponieważ o tym zapomniała. Miałam też zakaz sprawdzania tego co mam w środku. Tym bardziej mi się to nie podoba, zaplanowali coś przeciwko mnie.
Kiedy byliśmy na lotnisku to zaprowadziła mnie do miejsca, gdzie miałam czekać na rudzielca. Stała tak i czekała, normalnie jak na zbawienie. Co z tego że na mojej twarzy było niezadowolenie, totalnie ignorowała ten fakt ciesząc się z tego na swój sposób. Jak zobaczyła chłopaka, zmyła się. Nawet nie miałam szansy uciec, więc najbliższe trzy dni spędzę z nim..
- Czuję się jak dziecko. Elizka tutaj była i czekała, nie powiedziała nic, spakowała mnie. Nawet nie wiem co tam mi wrzuciła, czy ja dostanę jakieś wyjaśnienia oprócz tego że lecisz ze mną i nie przyjmuję odmowy? - Burknęłam i kopnęłam swoją niebieską walizkę, nie podoba mi się ich plan. Ich uśmiechy też nie były fajne, jakby dwa szatany zaplanowały szatański plan i mieli z tego radochę. Poprawiłam plecak i niepewnie dałam mu rączkę od walizki.
- Boję się latać samolotem, więc będziesz musiał mnie trzymać za rękę - Mruknęłam niezadowolona, zazwyczaj to Elizka siedziała obok i to ona słuchała mojego marudzenia, paniki przed startem. I tak jak obstawiałam, nic nie mówiąc jedynie złapałam go za rękę, mocniej ściskając na starcie. A potem przespałam wszystkie loty, czując się jak zombie. Budziłam się jedynie z głową na ramieniu Hastings'a. Przespałam miejsca gdzie lecimy, więc nawet nie wiedziałam gdzie jesteśmy. Jedynie ucieszył mnie fakt że to już koniec latania. Jazda samochodem też bardziej przebiegła w ciszy, nazwy ulic też mi nic nie mówiły. Byłam wywieziona gdzieś daleko, mogę to zgłosić jako uprowadzenie? Jednak gorycz sie przelała, kiedy dojechaliśmy do hotelu. Ilość gwiazdek mnie zaskoczyła, sam Klaus pewnie by na to nie wpadł..jednak tabliczka z tematem przewodnim mnie zaskoczyła. Miło że zabrali walizki, mam nadzieję że Everett ogarnął dwa pokoje dla nas, ale czekając tak na niego dostałam różę. Zmarszczyłam czoło, domyślając się co tutaj się odbywa.
- Everett! Oni myślą że jesteśmy parą, co im powiedziałeś.. gdzie masz jeszcze jeden klucz do pokoju - Pisnęłam mu do ucha, zdenerwowana nadepnęłam mu butem na nogę. Mając nadzieję, że to go jakoś zaboli. Lokaj jedynie uśmiechał się w naszą stronę, przez co na pozoru musiałam przytulić się do jego ręki. Czekałam już tylko na moment aż będziemy sami, chcę wyjaśnień.

@Everett Hastings

M. | sunflower#9779mów mi

Złap mnie, jeśli potrafisztytuł fabularny

38 pktzebrane punkty


Everett Hastings

19 y/o189 cm W przyszłości może coś osiągnie

Awatar użytkownika

Wkuwa biologie, łatwo nie jest

Ale to nic takiego, w porównaniu

Do dziewczyny, która mu sie podoba

Centennial

Post autor: Everett Hastings »

Szkoły w dzień Walentynek po prostu wrzały od tej miłosnej atmosfery. Szkołę skończył prawie dwa lata temu, lecz do tej pory pamiętał te udekorowane szkolne korytarze, serduszka poprzyklejane na szafki z rzeczami i zarumienione policzki dziewczyn, gdy dostały coś super od swoich wymarzonych chłopaków. Pamiętał też tą niepewność, która towarzyszyła niektórym, przed wręczeniem miłosnych karteczek obiektom swoich westchnień. To wszystko było naprawdę urocze, ale też irytujące. Zwłaszcza, gdy nagle na korytarzach stało milion obściskujących się par. Nie pozostawało nic innego, prócz wywrócenia oczami na ten widok, bo gdy nie miało się dziewczyny, to było irytujące. Rok później, gdy samemu miało się dziewczynę, nagle przestało to przeszkadzać i samemu było się wśród tych irytujących par — ale gdy człowiek był zakochany, to żadna z tych rzeczy mu nie przeszkadzała. Zwłaszcza w liceum, gdy hormony buzowały od bliższego kontaktu z dziewczyną, a po zwykłych pocałunkach, chciało się po prostu więcej, bo po jakimś czasie wzrastało zapotrzebowanie na bliskość drugiej osoby.
Nie zmieniało to jednak faktu, że Walentynki były naprawdę uroczym świętem i cholernie się cieszył, gdy dostał czekoladki od jakiejś obcej dziewczyny. To był naprawdę miły gest, który Ever był w stanie docenić, podziękować i posłać dziewczynie miły uśmiech tylko po to, by przez resztę roku szkolnego, więcej się nie odezwała — cóż.
To co wymyślił z Lizzie nie miało być żadną karą, ani czymś, co Julie mogło się źle kojarzyć. Właściwie, Everett sam nie wiedział, że w ostateczności pojedzie z drugą bliźniaczką. Najwidoczniej Elisabeth uznała, że taki wypadł bardziej przyda się jej siostrze, a on nie oponował. Nie mógł zmusić dziewczyny do żadnego wyjazdu, zresztą, doskonale wiedział, że czuła się lepiej w domu, który był jej azylem. Nie miał natomiast pojęcia, co Lizzie wpakowała do walizki Julie — i chyba wolał tego nie wiedzieć, serio. Jeszcze by się przestraszył tego, co tam zobaczy. Nie, żeby miał zamiar grzebać w rzeczach osobistych dziewczyny, bo nawet jeśli Julie nazywała go „rudym zbokiem” — to wcale się nie czuł takim zbokiem!
— Nie chcę psuć Ci niespodzianki. Mogę Cię zapewnić, że tam jeszcze nie byłaś. Potraktuj jako taki dwudniowy urlop i odpoczynek od szkoły, znajomych i ogólnie, całego Burlington. Jak już dolecimy, wszystko Ci powiem, obiecuję, na mały palec — Rzucił wesoło, wystawiając mały palec od prawej ręki, by przypieczętować tą całą obietnicę i dać Julie słowo, tym samym, uspokajając ją odrobinkę. Wiedział, że nie podobał jej się taki stan rzeczy i szczerze, wcale się nie dziwił.
— Nie ma problemu — No i faktycznie, tego problemu nie było, gdy już lecieli samolotem. W tym czasie, gdy dziewczyna drzemała, oparta o jego ramię, on w tym czasie słuchał muzyki, albo grał na telefonie. Oka nawet na chwilę nie zmrużył. Okazało się, że w samolocie wcale tak nudno nie było, a wifi działało nawet nieźle, przez co gierka mu nie lagowała. Później była podróż do tego ładnego hotelu.
Odebrał rezerwacje i porozmawiał z rejestracją, a później z lokajem. Uśmiechnął się na widok róży, którą dostała Julie, bo była naprawdę ładna i kiwnął w jej kierunku głową, żeby przeszli dalej.
— Nie mam drugiego klucza do pokoju, bo będziemy spać w jednym. Już Ci wyjaśniam. Moi rodzice mieli przyjechać tu na Walentynki, ale uznali, że zostaną w domu z Sophie, a ja mam coś wymyślić, żeby rezerwacja nie przepadła. Jesteśmy w Ontario, niedaleko Niagary. Naprawdę ładne miejsce, zwłaszcza wieczorem, moi rodzice uznali, że nawet romantyczne. Więc... W skrócie, przyjechałaś tu ze mną, żebyśmy spędzili razem Walentynki — Wyjaśnił, gdy przykleiła się do jego ramienia i posłał jej szeroki uśmiech, przejmując klucz i otwierając pokój. Dużo, obszerny, jasny pokój z wielkimi oknami, balkonem i widokiem na teren hotelu, oraz niesamowity wodospad, główną atrakcję tego specjalnego miejsca.
Zerknął na duże, dwuosobowe łóżko i podrapał się po tyle głowy, zastanawiając się przez chwilę, jak to ugryźć.
— No, zawsze możemy poprosić o materac, albo prześpię się na kanapie — Oznajmił w ostateczności, odprawiając lokaja i odstawił torbę na podłogę. Podszedł do łóżka na którym usiadł, by sprawdzić miękkość materaca, a po jego minie, śmiało można było stwierdzić, że był nim oczarowany.
— Zobacz, jaki fajny, miękki materac. Dodatkowo ciepło w tyłek, czad totalny — Uznał podekscytowany, odbijając się od materaca, który był wręcz IDEALNY.

@Julie Cullen

Evmów mi

Praktykanttytuł fabularny

0 pktzebrane punkty


Julie Cullen

17 y/o166 cm Łyżwiarka

Awatar użytkownika

one time I was riding

on my skateboard When I passed your

house It's like I couldn't breathe

South End

Post autor: Julie Cullen »

sukienka

Odpoczynek dziwnie brzmiał w jego ustach, chociaż fajnie tak odpocząć od wszystkiego. Zwłaszcza teraz kiedy, nawet wyjść samemu nie można z własnego domu. Więc teoretycznie można zapomnieć o wszystkim i wszystkich. Nawet pobawić się w udawanie, udawać, że się w związku z najlepszym przyjacielem. Teoretycznie powinna być szczęśliwa, zawsze chciałam z nim randkę, ale nie udawaną i nie w momencie kiedy teoretycznie mam chłopaka. Wypuściłam powietrze z ust, słysząc co i jak. Jak mówiłam normalnie byłabym chodzącą małą dziewczynką, która nie może pozbyć się radości z twarzy, ale przez pewne względy jakoś nie byłam do tego zdolna. Zwłaszcza że teraz będę blisko niego, za blisko. A co jeśli pocałunek, ponownie się powtórzy i już nie będę mogła tego zwalać na upicie się i naćpanie. Ponieważ będzie to na totalnej świadomości. Swoje myśli, postanowiłam zając widokiem jaki mieliśmy oraz wystrojem, aby było łatwiej.
- Jeśli poprosisz o materac. wyda się że nie jesteśmy parą. A tego chyba nikt nie chce, więc jedynie co nam pozostaje to podzielenie się łóżkiem. Nie będę zołzą co każe Ci spać na kanapie - Westchnęłam, będzie to jednocześnie najlepszy weekend jak i najgorszy jednocześnie. Położyłam się koło rudzielca, miał rację było ciepło i mięciutko. Mogłabym w nim tak leżeć cały dzień i nie miałabym wyrzutów sumienia. Przetarłam oczy zwracając uwagę na chłopaka obok mnie. - Na środku będą poduszki - Rzuciłam i rzuciłam jedną w jego twarz. Usiadłam i skrzywiłam się widząc ulotkę z atrakcjami. Widać, że prawie każda możliwość rzecz w proponowanych możliwościach, była dla nas dostępna. Z jednej strony to dziwne, że jego rodzice zrezygnowali z tego wszystkiego. A z drugiej skoro chcieli spędzić ten czas z Sophie, to nie mogli jej zabrać tutaj ze sobą? Wynajęliby jej jakiś pokój dodatkowy czy coś. Choć patrząc na sam fakt, że większość ludzi którzy teraz tutaj są to pary, raczej nie byłoby jej za przyjemnie być samej, kiedy koło niej tyle szczęśliwych par.
- Idź się odśwież, za jakąś godzinę mamy jakiś bankiet. W końcu coś zjesz, co nie jest samolotowym żarciem.. Nie mamy masek, pójdziemy bez nich - Mruknęłam, czytając jakiś dziwny wymóg. Nie jest to przecież bal, to tylko bankiet gdzie ludzie jedzą i się jakoś bawią, nie? Dlatego te maski są naprawdę najmniej potrzebne w tym wszystkim. Jednak dalsza atrakcja była o wiele fajniejsza. Po tych tańcach i jedzeniu będzie jacuzzi. Będę mogła poczuć się jak w zupie. Może nie pływam za dobrze w basenie, jeziorze ale sauny oraz jacuzzi kochałam. Nie ma nic lepszego niż ciepła woda z bąbelkami.
Skorzystałam z faktu, że Ev poszedł się odświeżyć, leniwie sięgnęłam po swoją walizkę. W sumie nie wiem co tam znajdę, a znając Elizkę mogę spodziewać się dosłownie wszystkiego i tego się właśnie obawiałam. Niepewnie otworzyłam ją, jak na razie nie jest aż tak źle. Aż nie znalazłam tej bielizny oraz koszulki, którą kiedyś ukradłam dla rudzielca. Z jego nazwiskiem oraz numerkiem z drużyny hokejowej. Przeklęłam tak głośno, że na bank to usłyszał. Gadając sama do siebie, czym prędzej zaczęłam ją upychać i chować jak najbardziej się dało. Normalnie jak tylko wrócę do domu, uduszę swojego klona i zakopię w ogródku. Tyle razy mówiłam, aby nie ruszała tego kartonika, to jak na złość ruszyła i dała tą jedyną bluzkę do środka. Zmrużyłam oczy z niezadowolenia, czyli teraz będę musiała uważać na swoją zawartość podwójnie, ŚWIETNIE. Miałam tyle sukienek w szafie, ta oczywiście też musiała wybrać... Ughr. Kiedy mogłam wejść do łazienki, wybrałam najbardziej pasującą z trzech sukienek, które łaskawie mi dała. Może tak średnio pasowała, ale lepsze to niż nic. Pomalowałam się, nawet udało mi się zakręcić włosy i wyszłam z łazienki. Jedynie o czym zapomniałam to zamknąć rozwalonej walizki, licząc że potem wrócę tutaj pierwsza. Westchnęłam i poprawiłam sukienkę.
- Całe szczęście, że mam tylko udawać twoją dziewczynę, a nie żonę. Ładnie wyglądam na naszą pierwszą randkę? - Mruknęłam, kiedy do niego podeszłam i uśmiechnęłam się. Wolałabym już mieć to za sobą, zwłaszcza że powinnam tutaj bardziej być z Klausem, a nie z nim. Tak ubierając się na to wszystko, po części miałam wyrzuty sumienia. Ponieważ to nie dla niego się tak ubrałam, ale dla Ev i jednak po czasie wyrzuty sumienia znikały. Zwłaszcza jak byłam blisko niego.

@Everett Hastings

M. | sunflower#9779mów mi

Złap mnie, jeśli potrafisztytuł fabularny

38 pktzebrane punkty


Everett Hastings

19 y/o189 cm W przyszłości może coś osiągnie

Awatar użytkownika

Wkuwa biologie, łatwo nie jest

Ale to nic takiego, w porównaniu

Do dziewczyny, która mu sie podoba

Centennial

Post autor: Everett Hastings »

Obawy Julie były, jak najbardziej słuszne.
Ostatnia impreza, dodatkowo dzień urodzin Julie, na której wspólnie byli, skończył się pocałunkiem. Później, po urodzinach sytuacja zrobiła się niezręczna i Ev rozumiał, skąd ten dystans u Julie. Miała chłopaka i to było po prostu wobec niego nie fair, podobnie jak ten wyjazd, ale czy robili coś złego? Można to nazwać zwyczajną, przyjacielską wycieczką, oczywiście nie licząc okoliczności i tego, że za pasem było Święto Walentego, dzień zakochanych. Udawana randka również nie brzmiała dobrze, ale czy tak na dobrą sprawę, gdyby zaproponował jej randkę, zgodziłaby się? Szczerze w to wątpił, właśnie ze względu na Klausa, który wyjątkowo mu zawadzał, ale już dawno, odkąd Julie zaczęła się z nim spotykać — Ever wiedział, że jego dąsy i tak nic nie dadzą. To było jej życie, jej uczucia i jej chłopak, choć niekoniecznie szczere, to wciąż był jej wybór. Nieważne ile razy by powtarzał, że Weasley był po prostu nieodpowiednim kandydatem na chłopaka, młoda Cullen go nie słuchała, zapatrzona w bruneta, jak w obrazek. Zupełnie, jak w to okno, przez które teraz zerkała i obserwowała światła nocnego życia Ontario.
On natomiast nie miał aż takich zmartwień, jak Julie. Mieli trzy dni na wspólne spędzenie czasu i przez te trzy dni, mogło być naprawdę różnie. Nie obawiał się, że dojdzie między nimi do jakiejś sprzeczki, bardziej był nastawiony na to, że będą się świetnie bawić i korzystać ze wszystkich atrakcji, oferowanych przez hotel. W końcu cała wycieczka nie była najtańsza, więc rodzice na pewno wykupili sobie jakieś dodatkowe zaplecze, żeby świetnie się bawić, spędzić ze sobą czas i po prostu nacieszyć się wolnym weekendem. Nigdy nie ukrywali, że było ich po prostu na sto stać, gdyby tak nie było, Eve mógłby zapomnieć o studiach, które przecież, same w sobie, były drogie.
— Dobra, Julie. Przyznaj, że po prostu od początku na to liczyłaś i gdy zobaczyłaś podwójne łóżko, od r a z u poczułaś się lepiej — Przedrzeźniał się z nią. Nie chciał jej dokuczać, ani wypominać tego młodzieńczego zauroczenia, choć naprawdę uroczo wyglądała, gdy się bulwersowała. Eve też nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że to całe nastoletnie zauroczenie, wciąż nie przeszło, w zasadzie... O tym zauroczeniu też nie dowiedział się bezpośrednio od Julie, ale jak to mówią, ludzie swoje wiedzieli.
Ułożył się na łóżku, w typowo męskim rozkroku i ułożył dłonie na brzuchu, zerkając w jasny, oświetlony (choć jego zdaniem ciut za bardzo) sufit. Odwrócił rudą czuprynę w kierunku Julie, gdy położyła się obok niego i przez chwilę nic nie mówiła.
W ostatnim momencie złapał poduszkę i odwrócił głowę, by nie zacięła go w oko i spojrzał z niedowierzaniem w kierunku Julie, gdy wspomniała o tych poduszkach. Przekręcił się na bok, podpierając ręką głowę i przyjrzał się uważnie dziewczynie, jakby szukając jakiegokolwiek cienia uśmiechu, lub żartu na jej twarzy. Nic takiego jednak nie dostrzegł, a to oznaczało, że faktycznie będą spali z barykadą z poduszek.
— Naprawdę, chcesz kłaść poduszki na środku? Dobra, jeśli tak, nie będę się kłócić. Masz się czuć komfortowo, nic mi do tego — Uznał, unosząc ręce w geście kapitulacji i odrzucił poduszkę, prosto w ręce czarnowłosej. — Orientuj się — Dodał, posyłając dziewczynie wesoły uśmiech.
Przysunął się bliżej, zaglądając do tej całej kartki, którą trzymała w rękach i zerknął sponad ramienia dziewczyna, na jej twarz. No cóż, atrakcji mieli naprawdę sporo, jak na prestiżowy hotel przystało. Nie mógł powiedzieć, czy po tej całej imprezie gdzieś w dolnej części hotelu, będzie w stanie iść jeszcze do jacuzzi, czy jedyne o czym będzie marzył to telewizja, albo spanie. Na pewno przed nimi był długi wieczór — a właściwie to noc. Takie imprezy z reguł szybko się nie kończyły.
— Jasne, jasne. Może przestane być śpiący. Ej, w sumie bankiet nieźle brzmi... Serio nie mogę się doczekać tego pysznego jedzenia, które nam zaserwują. Bułki w samolocie nie były szczytem kuchni amerykańskiej — Westchnął głośno i podniósł się ciężko z łóżka, przeciągając się i podciągając spodnie, żeby czasem nie zsunęły mu się z bioder, bo przecież tyłkiem i gaciami nie miał zamiaru świecić przed Julie, bynajmniej nie w tej chwili, gdy szperał w torbie podróżnej i wyciągał z niej typowo kosmetyczne rzeczy, takie jak szczoteczka do zębów i co najwyżej płyn do kąpieli z szamponem, no i perfumy, bo na co mu było więcej? Kremować się nie musiał, odżywki na włosy na ogół nie nakładał, żelu do włosów też nie używał, więc to było bezsensu. A no i wziął oczywiście ciemne, nawet eleganckie spodnie, które miał włożyć na ten cały bankiet.
Na szczęście matka go uprzedziła i poinformowała, że powinien wziąć coś eleganckiego, bo mogła być jakaś impreza, a on, na szczęście, tym razem się jej posłuchał.
Poszedł do tej łazienki i wziął prysznic, wyszorował siebie, włosy, a w obszernej łazience unosiło się przyjemne ciepło, bijące od prysznica i parującej wody. Wyszedł spod prysznica, wytarł się i zaczął wycierać włosy. Stał przez chwilę przed lustrem, odłożył ręcznik i zaczął myć zęby. Dopiero, gdy się ogarnął, wsunął bokserki i spodnie na tyłek, lecz pozbawiony bluzki, wyszedł z łazienki, jakby nigdy nic się nie stało.
Przeszperał jeszcze ubrania i wyciągnął jakieś dwie bardziej normalne bluzki bez nadruków i ciemną marynarkę (nie przypominał sobie, żeby ją tam pakował, ale najwidoczniej pani Hastings zrobiła porządek w torbie syna).
— Bardziej biała, czy granatowa, jak myślisz ? — Zapytał z cichym westchnięciem, pokazując dziewczynie dwie bluzki, nad którymi się zastanawiał. Podziękował grzecznie, gdy mu pomogła i wsunął na siebie t-shirt, poprawiając go przy dole, bo nie lubił, gdy materiał się gniótł. W tym czasie Julie zajęła łazienkę, a on zajął się ogarnianiem jakichś rzeczy, prawdopodobnie, rozpakowywaniem swojej torby podróżnej. Miała sporo czasu, bo Julie nieszczególnie się spieszyła, ale kobiety podobno potrzebowały więcej czasu w łazience, więc... Był w stanie to zrozumieć.
Podniósł się z pozycji klęczącej, gdy usłyszał głos dziewczyny i odwrócił się w jej kierunku.
Zmierzył ją dość bezczelnym, oceniającym wzrokiem, od góry, do dołu i później odwrotnie, by dłużej zatrzymać wzrok na jej twarzy. Dobra, na początku trochę słów mu zabrakło, bo wyglądała naprawdę dobrze, a nawet nie dobrze, tylko świetnie... I nie ciężko było się tego domyślić, po tym oczarowanym spojrzeniu, które jej posłał.
Uśmiechnął się ciepło, gdy podeszła bliżej i mógł przyjrzeć się dokładnie outfitowi czarnowłosej.
— Wiesz, gdybyś nie miała chłopaka, to nie musiałabyś tylko udawać mojej dziewczyny, ale co ja tam wiem. Wyglądasz ślicznie i... Seksownie, a te loki dodają Ci uroku — Odparł całkowicie szczerze i nawet ją do siebie przytulił i nachylił w jej stronę, by pocałować prosto w czółko.
Niby nie była szczególnie mocno umalowana, ale było widać różnicę. Chociaż... Jemu to podobała się nawet bez makijażu, więc uroda siedemnastolatki była wręcz nienaganna, przynajmniej jego skromnym zdaniem. Nie mówiąc już o tej sukience, która dodatkowo podkreślała atuty jej figury, przez co wyglądała po prostu pociągająco.

@Julie Cullen

Evmów mi

Praktykanttytuł fabularny

0 pktzebrane punkty


Julie Cullen

17 y/o166 cm Łyżwiarka

Awatar użytkownika

one time I was riding

on my skateboard When I passed your

house It's like I couldn't breathe

South End

Post autor: Julie Cullen »

Zarumieniłam się, w sumie kiedyś dałabym sobie rękę za to obciąć. Teraz już tak nie mam, ale jednak dalej coś tam do niego czułam. Nawet jeśli to wszystko wracało przez głupi pocałunek, ilość czasu jaki z nim spędzałam. Wcześniej to mi nie przeszkadzało, aż tak mocno w życiu. Zazwyczaj kiedy za bardzo o nim myślałam, zajmowałam swoją głowę totalnie jakąś błahostką. W najgorszych przypadkach, zaczepiałam Elizke aby mnie czymś zajęła. Zauroczenie to dziwna sprawa, która nawet teraz nie dawała mi do końca żyć.
Zmarszczyłam czoło, kiedy wyszedł zapytać się o ta koszulkę. Nie spodziewałam się raczej takiego pytania, ogółem nic z tych rzeczy się nie spodziewałam. Bardziej myślałam, że sam wybierze i wyjdzie ubrany całkowicie, a nie będzie mi tu świecić gołą klatą przed oczami. Skacząc tak wzrokiem po obu, pomogłam mu wybrać tą granatową. Chociaż ładnie pasuje ona do mojej sukienki, chociaż tak jak na razie pasowaliśmy do siebie.
Czekanie na tą ostateczną ocenę, jest jednocześnie irytujące jak i ciekawe. Ponieważ stoisz, patrzysz się i oczekujesz oceny, oczywiście pozytywnej jednak tak naprawdę to różnie może być, negatywną również mogę dostać. Normalnie jak przed pierwszą randką, kiedy byłam głupią nastolatką. Chociaż tak naprawdę nie ukrywam, nadal bywam głupia tylko teraz o wiele mniej, Jednak nie było żadnej tramy lub stresu z tym wszystkim. Może dlatego, że tak długo go jednak znam. I nie miałam czego obawiać.
- Nie byłoby dziwnie? No wiesz, jesteś ulubieńcem mojej bliźniczki. I teraz pewnie byśmy świętowali któreś tam wspólne walentynki - Wywróciłam oczami, ale w sumie pasował mi taka przyszłość, nawet jeśli Elizka byłaby bardziej za jego stroną niż za swoim własnym klonem i by go ciągle broniła. - Dzięki, ty też wyglądasz niczego sobie - Chociaż wyglądaliśmy na dopasowaną parę, która ma za sobą nie pierwsze walentynki. Takie walentynki, które są dla nas ciągle nowe, a nie stare jak świat. W sumie będzie to w jakiś sposób urocze, patrząc że wokół nas pewnie będą same starsze pary od nas. Zaskoczona przytuliłam się do niego, opierając policzek o jego pierś. Było to normalne zachowanie, jak na parę przystało oraz przyjaciół i nic więcej. Jak spojrzałam na godzinę w telefonie, odsunęłam się od niego. Musieliśmy iść na bankiet i nie sprawiać kłopotów ani ogółem nie zachowywać się dziwnie. Splotłam nasze palce razem, aby jeszcze bardziej wyglądało to na normalną randkę.
Droga do miejsca gdzie odbywała się impreza nie była jakaś trudna, wszędzie były jakieś znaki oraz płatki róż. Trochę takie marnotrawstwo pięknych róż, ale no nic. Chociaż dodało to jakiego uroku, który był potrzebny. Dostaliśmy numerek, musieliśmy jeszcze porobić wspólne zdjęcia, więc na ostatnim pocałował go w kącik ust i mogliśmy na spokojnie pójść do wyznaczonego stolika. Puściłam jego dłoń, zajęłam swoje miejsce i rozejrzałam się wokół nas. Byli tutaj ludzie w dosłownie różnym wieku, jednak nie widziałam żeby ktoś chociażby wyglądem, wyglądał na kogoś w podobnym wieku do nas. Zajrzałam do menu, w były tylko dwa dania do wyboru. W sumie to i tak lepsze, niż to co dali nam w samolocie.
- W końcu coś innego niż bułki w samolocie, co wybierasz? - Zagryzłam wargę, ja chyba bardziej pójdę w stronę ryby, nie miałam ochoty jeść teraz jakiegoś kawałka czerwonego mięsa. Kiedy zjadłam swoją rybkę z warzywami, popiłam to jakimś winem. Miałam dość siedzenia i oglądaniu się temu jak ludzie tańczą. Dodatkowo przemówienia też nie były jakieś za ciekawe, chociaż dla niektórych tutaj wypicie dużej ilości szampana oraz wina pomagały w wytrwaniu. Muzyka też była za powolna, więc tańczyliśmy do siebie przytuleni.
- Chcesz się stąd wyrwać? Przebierzemy się, posiedzimy w ciepłej wodzie i uciekniemy na dach, włączymy jakąś normalną muzykę - Szepnęłam mu do uch, okręciłam się do muzyki, ponownie zarzucając ręce na jego ramiona. Naprawdę fajnie, że akurat jacuzzi mieli na samym dachu, chociaż można tak liczyć na prywatność.

@Everett Hastings

M. | sunflower#9779mów mi

Złap mnie, jeśli potrafisztytuł fabularny

38 pktzebrane punkty


Everett Hastings

19 y/o189 cm W przyszłości może coś osiągnie

Awatar użytkownika

Wkuwa biologie, łatwo nie jest

Ale to nic takiego, w porównaniu

Do dziewczyny, która mu sie podoba

Centennial

Post autor: Everett Hastings »

Wcześniej wszystko było zupełnie inaczej I powinni się z tym pogodzić, nie mogli zmienić przeszłości. Stało się, to się stało, ale najważniejsze, że zostało to między nimi. On wbrew pozorom nie miał zamiaru psuć związku dziewczyny, dlatego milczał jak zaklęty I nie puścił pary z ust. Do zajętej dziewczyny, nie powinien się zbliżać, ale to zrobił, teraz było za późno na ocenianie jego, dośc nieostrożnego zachowania. Najważniejsze, że nic więcej się nie stało, a mimo tego co zaszło, byli jednak razem w tym hotelu I mogli świetnie się bawić.
Nieszczególnie krępowało go paradowanie bez koszulki, w towarzystwie Julie. Nie miał niczego do ukrycia, a poza tym, w lato nieraz I nie dwa widziała go w takiej odsłonie, gdy wraz z Lizzie wybierali się gdzieś nad wodę. Tylko głupi kąpałby się w koszulce, choć z drugiej strony... Sytuacja teraz, była nieco inna. Nie byli nad żadnym jeziorem, nie było przy nich Lizzie, ani Isaaca. Dodatkowo, teraz byli w hotelu, we dwójkę, jak na parę przystało, choć wcale nią nie byli. Być może dlatego, cała ta otoczka I ściąganie koszulki, na nic nieznaczący gest, rzucało jaśniejsze światło, a sytuacja jednak, była dość nietypowa. Na pewno nie taka, w której powinni się znaleźć, choć z drugiej strony, wciąż miał na sobie spodnie I bokserki, więc tak do końca rozebrany nie był.
— Nie, czemu? Wiesz, jak jest z Lizzie. Uwielbiam ją, bo jest świetną przyjaciółką, ale jest dość trudna w obyciu. Zresztą, nie mogłaby wybrać za mnie dziewczyny, prawda? — Nie bardzo. Mogła mu jakoś doradzić, mogłaby się wypowiedzieć w tym temacie I podzielić opinią, lecz w ostateczności, wszystko zależało od studenta, mógł tylko wziąć pod uwagę zdanie przyjaciółki na ten temat, ale w ostateczności, to ona musiałaby pogodzić się z jego wyborem, nawet jeśli tą dziewczyną, byłaby jej bliźniaczka.
Dyskusje musieli na tym zakończyć, ponieważ zbliżała się pora tej całej imprezy, ale na pewno będą mogli do tego wrócić innym razem, albo całowicie zignorować I poruszyć zupełnie inny temat, bo to też było możliwe. Przeczesał palcami włosy, wzdychając ciężko, gdy Julie się odsunęła I splótł palce z tymi jej, wychodząc razem z pokoju. To nawet urocze, takie dość nietypowe, lecz nie na tyle, by zaraz zacząć się rumienić I jąkać. Nie miał szesnastu lat, wtedy dziewczyny były bardziej krępujące, niż teraz.
Sala ogólnie prezentowała się naprawdę dobrze, nie mógł temu zaprzeczyć. Uniósł aż brwi do góry, oglądając z zaciekawieniem cały wystrój sali bankietowej. Nigdy nie był na tak... Specyficznym, prestiżowym przyjęciu, więc odrobinę wprawiało go to w zakłopotanie. Bywał z rodzicami na jakichś zjazdach tej całej śmietanki towarzyskiej, kręcąc się wśród nadętych buców, lekarzy I adwokatów, którzy jedyne co robili, to chwalili się własnymi osiągnięciami.
Zdjęcia oczywiście musiały wyjśc ładne, dlatego, gdy tylko pozowali, uśmiechał się, robił głupie miny, albo całował Julie w policzek, żeby było bardziej sweetaśnie I mieli miłe wspomnienia z tego wyjazdu.
Spojrzał na menu, gdy tylko je dostał I złapał się za głowę. Większości nazw tych potraw nawet nie znał, a zamówił to, co najbardziej odpowiadało mu składem, smakiem też średnio mu podeszło. Zdecydowanie, wolał zjeść tortille z kurczakiem, niż jakieś dziwne potrawy, które z niczym mu sie nie kojarzyły. Mimo to, zjeść coś musiał, popił również napojem, który serwowali, zaklaskał, gdy przemówienie się skończyło, a później wyszedł z Julie na parkiet. Muzyka faktycznie nie była zbyt imprezowa, nie do takiej przywykli, ale szczerze? Miało to swój urok, a on nawet przez moment się nie zawahał, przytulając do siebie dziewczynę, obejmując ją w talii I kołysząc, w rytm tej całej, dziwnie spokojnej melodii.
— Jasne, że tak, te imprezy chyba nie są dla mnie, wiesz? Niezręcznie się tu czuje, ale muszę przyznać, że ruchy masz świetne — Pochwalił, z delikatnym uśmiechem na ustach, a gdy tylko odwróciła się do niego plecami, ułożył dłonie na brzuchu dziewczyny, zaś brodę na jej ramieniu. Nie trwało to zbyt długo, gdyż chwilę później, ponownie zarzuciła mu ręce na kark, a on ulokował dłonie na jej plecach.
— To plan na dzisiaj wygląda tak, jacuzzi, później łóżko, a jutro bawimy się dalej, ok? — Zasugerował cicho, patrząc w oczy Julie I zsunął dłoń po jej ramieniu, zatrzymując palce na tych jej, po czym zaprowadził w stronę wyjścia z tej całej sali bankietowej. Dach I zamknięte jacuzzi brzmiało znacznie lepiej, niż ta sztywna atmosfera, we dwójkę na pewno będą się lepiej bawić.
W pokoju postąpili zgodnie z planem, ogarnęli się trochę i pozbyli zbędnych warstw ubrań, typu sukienka i marynarka, wzięli ręczniki i udali się niemalże na samą górę hotelu, jadąc windą na najwyższy punkt. Tym punktem był przeszklony dach, w którym znajdywała się sauna i jacuzzi.
— Oho, tutaj będzie zdecydowanie lepiej — Uznał, zarzucając sobie ręcznik na kark i ruszył w kierunku gorącej wody, z której unosiła się para.

@Julie Cullen

Evmów mi

Praktykanttytuł fabularny

0 pktzebrane punkty


Julie Cullen

17 y/o166 cm Łyżwiarka

Awatar użytkownika

one time I was riding

on my skateboard When I passed your

house It's like I couldn't breathe

South End

Post autor: Julie Cullen »

On też nie źle tańczył, chociaż nasza dwójka i tak odstawała od tego wszystkiego. Byliśmy inaczej ubrani, wszystko robiliśmy po swojemu. Nikt się na szczęście nie rzucał do nas, ale sam Everett dobrze tańczył, jednak nie przyznałam tego otwarcie tak jak on mi. Może kiedyś mu to powiem, na razie zostawię do dla siebie.
- Może jak będziemy w podobnym wieku co oni, ogarniemy że takie podporządkowane imprezy są dla nas. Jak na razie korzystajmy z szalonych imprez - Zwróciłam cicho na to uwagę, kiwając co jakiś czas głową na pożegnanie z ludźmi. Może ich nie znałam, ale jednak chciałam być miła, za nim tak uciekniemy i zostawimy to za sobą. Mieliśmy to na szczęście jeszcze długo przed sobą, to było wręcz pocieszające i piękne. Choć sama nie mam pewności, czy za te parę lat będę czerpać przyjemność z takiego stania i picia jakiegoś szampana. Słuchając drętwą muzykę, tańcząc kiedy to tylko jest dopuszczalne. Wyglądało to czasem, aż za bardzo wymuszane z każdej strony, a sam koleś od muzyki zasypiał. To coś musi mieć na rzeczy.
- Zgoda, pewnie mało spałeś w samolocie.. a jutro czekają na nowe atrakcje - Był to i tak wyczerpujący dzień, lot i jeszcze taniec, ogółem to tak nie pasowało do nas. Może kwestia wieku, sprawia że tak na to wszystko patrzę całkowicie inaczej, a dane jacuzzi wydaje się ratunkiem i wiele czymś lepszym niż sam taniec. Nigdy też nie przebrałam się tak szybko z sukienki, tak jak teraz. Ogółem dość szybko to wszystko nam poszło. Byłam trochę zmęczona, chciałam już posiedzieć w ciepłej wodzie. Jednak nie miałam chęci krytykować stroju, jaki miałam założony. I tak pewnie nie raz widział mnie w podobnych, patrząc na sam fakt że co rok, chodzimy razem na plażę z Elizka. Także nie zwracałam na to aż takiej mocnej uwagi, pewnie wcześniej tak, ale teraz? To tylko wierzch góry lodowej, którą sama chciałam.
- Mówiłam że tutaj będzie lepiej, mamy czas aby dorosnąć do bankietów - Mruknęłam i weszłam do jacuzzi. Przyciągnęłam nogi do klatki piersiowej, oparłam brodę o kolana i uśmiechnęłam się do kompana. Przez ciepło, włosy trochę mi się puszyły jednak nie zwracałam na to uwagi. Tak były rozpuszczone i żyły swoim życiem.
- Wpadłam na głupi pomysł, ale możemy zwalić to na moje zmęczenie, oki? - Upewniłam się i zbliżyłam się do niego bliżej, zagryzłam na chwilę wargę. Głupio było to mówić, takie rzeczy robiliśmy bardziej w podstawówce. Teraz jesteśmy niby dorośli, ale nawet i oni mogą się dobrze bawić i czerpać z życia przyjemności.
- Skoro mamy zapomnieć o wszystkim co zastawiliśmy w Burlington. Proponuję zabawę w udawanie, zostanę twoją Marie na trzy dni. Słyszałam że chodzi z pewnym rudzielcem, który teraz siedzi razem z nią w jacuzzi, tylko jak się on nazywa? Słabą pamięć mam - Zadowolona jeszcze bliżej się do niego zbliżyłam, przecież to tylko zabawa w udawanie. Tak jak aktorzy, którzy odgrywają daną role przed kamerą. Więc teoretycznie nic złego teraz nie robiliśmy. Uniosłam kąciki ust, ciesząc się niczym dziecko z gry którą teraz mieliśmy.

@Everett Hastings

M. | sunflower#9779mów mi

Złap mnie, jeśli potrafisztytuł fabularny

38 pktzebrane punkty


ODPOWIEDZ

Wróć do „Podróże”