Rodzaj: własnościowe
Lokatorzy: Raphael Atwood
Liczba pokoi: 1
Koszt utrzymania: średni

#2

Moira Brown

Praktykant• 0 pkt

31 y/o165 cm fotograf

Awatar użytkownika

szukaj mnie

cierpliwie dzień po dniu

Downtown

Post autor: Moira Brown »

001.


By dojść do siebie po śmierci bliskiej osoby należy przejść przez wszystkie fazy żałoby. Pierwszą i drugą Moira przeżyła jak należy: szok spowodowany utratą partnera oraz żal do wszystkich, którzy nie byli w stanie jej pomóc towarzyszyły jej przez bardzo długi czas. Odcięła się wtedy od najbliższych i próbowała niejednokrotnie sama wyrządzić sobie krzywdę. Podobnie było z fazą trzecią, gdyż miała wrażenie, że rozpacz stała ją czymś nierozerwalnym z jej życiem. Dopiero po prawie dwóch latach od śmierci miłości jej życia, po wielu terapiach i próbach odnalezienia ponownie sensu życia, powoli stawała na nogi. Potrafiła nawet ugotować obiad czy upiec szarlotkę na sobotnie spotkanie z rodziną. Nie potrafiła jednak nadal spojrzeć Atwoodowi w twarz.
Aż do dzisiaj, kiedy to z odwagą w spojrzeniu lustrowała go, kiedy postanowiła aby ich role się odwróciły. Tym razem to ona, niezapowiedzianie zapukała do drzwi jego twierdzy. Chciała tym gestem dopełnić swoją terapię, pogodzić się ze stratą i przynajmniej spróbować żyć akceptując to, że to Atwood wyszedł z tamtej walki cało.
Nie odzywała się przez kilkadziesiąt sekund, z uwagą odszukując w jego ciele zmian, które zaszły na przestrzeni tych dwóch lat. Był może nieco bledszy, na pewno szczuplejszy. Jednak najwięcej mówiło jego spojrzenie, pełne bólu i cierpienia. Nie wiedziała, czy to ona była powodem takiej reakcji, czy mężczyzna nadal cierpiał z powodu utraty jednej z najbliższych mu osób.
Sięgając do swojej lnianej torby po tajemniczy słoik, nadal trwała w milczeniu. Dopiero po chwili, wyciągając w jego stronę naczynie wypełnione sokiem z malin odezwała się do niego po raz pierwszy od tak długiego czasu.
- Może wypijemy herbatę z sokiem? Mam jeszcze szarlotkę ale nie pamiętam ... czy lubisz. - tak wiele kosztowały ją te słowa. Chciała tym spotkaniem zwieńczyć swoją długą walkę o powrót do normalności. Po wskazówkach terapeuty zdecydowała się na spotkanie z Atwoodem, które miało mieć dla niej charakter jedynie oczyszczający. Potem ponownie miała zamiar zniknąć z jego życia i pozostawić go po raz kolejny w tej samotnej walce z tęsknotą i wyrzutami sumienia. Było to być może nieco samolubne podejście, jednak w dalszym ciągu sądziła, że z ich dwójki to on okazał się być większym egoistą, zostawiając tamtego dnia jej partnera na pewną śmierć.
Zrobiła krok do przodu, jakby prąc w jego stronę i bojąc się, że mógłby nie wpuścić jej do środka. Dziarsko nie spuszczała wzroku z jego tęczówek, jakby nie chcąc przegrać tego pojedynku. Brak jego reakcji doprowadził do tego, że niekontrolowanie ścisnęła słoik pełen soku jeszcze mocniej, jakby chcąc wyładować na nim wszystkie swoje skłębione emocje.

@Raphael Atwood

Raphael Atwood

Złap mnie, jeśli potrafisz• 29 pkt

35 y/o184 cm komendant straży pożarnej

Awatar użytkownika

Firefighters save hearts and homes.

How can one love

the light and live in darkness?

Downtown

Post autor: Raphael Atwood »

5
Niestety, ale każdy w życiu ma swoje wzloty i upadki, a patrząc na ostatnie dwa lata Raphaela było znacznie więcej tego drugiego. Nie potrafił odnaleźć się ponownie w życiu bez swojego najbliższego przyjaciela. Czasami nawiedzał go w snach niczym jakiś Freddy Krueger, w tym filmie, który oglądał kiedyś z Noah. Jak on się nazywał? Koszmar z ulicy wiązów? Tylko, że w śnie Atwooda nie było postaci Freddy'ego, oszpeconego zabójcy, którego znakiem rozpoznawczym były szpony zamiast ręki, którymi atakował swoje ofiary, lecz była to twarz jego przyjaciela. Twarz w której mógł wyczytać ból i przede wszystkim wyrzut, że ten zostawił go na śmierć. Tak samo było z ukochaną jego przyjaciela, która nie raz czy nie dwa przez ten cały czas od jego śmierci zamykała mu drzwi przed nosem. Z czasem się po prostu poddał wzruszając delikatnie ramionami, nie mógł przecież zmusić jej do tego, żeby z nim porozmawiała. Nawet zostawiał jej wiadomości na skrzynce głosowej, że to nie jego wina, że próbował go ratować. Nie wiedział czy ta je odsłuchała czy od razu kasowała, przestało mu w sumie zależeć po tym czasie.
Zdziwił się gdy ktoś zapukał do drzwi jego mieszkania, a kiedy otworzył to zobaczył właśnie jej twarz, przez moment Raphael miał ochotę zatrzasnąć jej drzwi przed nosem jak to ona robiła wiele razy, już nawet zacisnął swoje smukłe palce na klamce gdy zdał sobie sprawę, że tak naprawdę to nie powinien tego robić. Przyszła, żeby zakopać topór wojenny? Czy chciała się trochę nad nim popastwić? Patrząc na jej minę raczej to pierwsze i przez krótki moment zrobiło się mężczyźnie jej żal. Zacisnął delikatnie szczękę badając ją przenikliwym spojrzeniem, westchnął delikatnie i przesunął się w drzwiach.
- Wejdź - rzucił kobiecie, odprowadzając ją spojrzeniem w głąb swojego mieszkania gdy ta postanowiła jednak przekroczyć jego próg. Zamknął za nią drzwi, przekręcając klucz w zamku, robił to tylko i wyłącznie z powodu bezpieczeństwa. Taki już miał nawyk.. Poszedł za nią do skromnego salonu wskazując ręką kanapę.
- Wstawię tylko wodę na herbatę - rzucił w jej kierunku na moment znikając w kuchni, zajęło mu to zaledwie dwie minuty podczas których kobieta mogła rozejrzeć się po sterylnie czystym mieszkaniu. Raphael dbał o porządek i wszystko u niego miało swoje miejsce, szkoda tylko że nie miał tak poukładane życia. Wrócił do niej po paru chwilach usadawiając się na fotelu.
- Nie sądziłem, że dożyję dnia gdy przekroczyć próg mojego mieszkania. Myślałem, że polubiłaś zatrzaskiwać mi drzwi przed nosem - rzucił nieco kąśliwie w jej kierunku.

@Moira Brown

Moira Brown

Praktykant• 0 pkt

31 y/o165 cm fotograf

Awatar użytkownika

szukaj mnie

cierpliwie dzień po dniu

Downtown

Post autor: Moira Brown »

Ucieszyła się z jego zapraszającego gestu. Odwdzięczając mu się delikatnym uśmiechem poczuła jakby był to początek nowej drogi. Tej, która mogłaby zaprowadzić ją w końcu do przespanych nocy i odstawienia lekarstw. Wolnym krokiem, rozglądając się po dopieszczonych wnętrzach mieszkania, skierowała się do salonu. Tam, zrzucając z siebie płaszcz, ułożyła go starannie na oparciu kanapy, na której sama także zajęła miejsce. Korzystając z nieobecności mężczyzny, ze swojej lnianej torby wyjęła obiecaną szarlotkę. Przyjemny zapach jabłek i cynamonu rozbiegł się po całym pomieszczeniu, jakby chcąc nieco osłodzić całą aurę ich dzisiejszego spotkania. Moira nawet uśmiechnęła się do siebie, dumna niebywale ze swojego wypieku, którym będzie mogła poczęstować gospodarza. Jednak tuż po przybyciu mężczyzny do salonu i zajęciu przez niego miejsca, jej względnie dobry humor uleciał razem z przyjemnym zapachem ciasta. Uniosła wzrok na twarz Atwooda, zaciskając przy tym mocno szczękę, jakby bojąc się tego, że mogłaby wypowiedzieć jakieś krzywdzące słowa. Przyszła tu przecież dla siebie, powinna więc zachować spokój i nie wdawać się w słowne szermierki.
- Proszę, nie komplikuj. - rzuciła w odpowiedzi, przysuwając w jego stronę talerz pełen ciasta. Pół godziny. Tyle czasu zamierzała mu poświęcić, jednak nie miała w planach żadnej kłótni. Szybka herbata, wspólne jedzenie ciasta i rozejście się w swoje strony. Potem miną się może jeszcze kilka razy na ulicy, skiną do siebie głową i na tym koniec. Być może to spotkanie da im obu ukojenie, nieco spokoju i wytchnienia. Wiele razy tłumaczyła sobie, że Noah chciałby aby byli dla siebie wsparciem. Każde z nich cierpiało tak samo bardzo; nie tylko ona straciła męża ale także Raphael stracił najlepszego przyjaciela. Cierpieli tak samo, żadne z nich nie miało prawa przypisywać sobie większej straty.
- Po prostu porozmawiajmy. Jak się czujesz? - spokojnym tonem zadała to pytanie, wwiercając w niego swoje przenikliwe spojrzenie. Wiedziała przecież, że trzymał się tak samo ledwie co ona. Sądziła jednak, że wspólna rozmowa mogłaby im pomóc. - Słyszałam, że masz problemy z ręką? - dopytywała, po czym wyciągnęła w jego stronę dłoń, prosząc go tym gestem o to aby pozwolił jej dotknąć jego kontuzjowanej ręki. Zbliżywszy się do niego, chciała już ułożyć dłoń na jego ramieniu, kiedy to w całym mieszkaniu rozbrzmiał dźwięk czajnika, komunikujący domowników o gotowaniu się wody. Cofnęła się więc jakby przestraszona tym sygnałem, wracając do swojej poprzedniej, bezpiecznej pozycji. Nerwowym ruchem zahaczyła pukiel swoich ciemnych włosów za ucho, po czym splotła swoje dłonie układając je na kolanach. - Poradzisz sobie? Mogłabym Ci pomóc. - kąciki jej ust jakby drgnęły w delikatnym uśmiechu, kiedy to wypowiadała tę propozycję. Sama była zdziwiona swoją postawą; sądziła iż będzie nastawiona bardziej bojowo w stosunku do mężczyzny, po tym wszystkim co jej uczynił. Widać, takie spotkanie było jej niezwykle potrzebne.

@Raphael Atwood

Raphael Atwood

Złap mnie, jeśli potrafisz• 29 pkt

35 y/o184 cm komendant straży pożarnej

Awatar użytkownika

Firefighters save hearts and homes.

How can one love

the light and live in darkness?

Downtown

Post autor: Raphael Atwood »

Kusiło go.. tak cholernie go kusiło, żeby zatrzasnąć jej drzwi przed nosem, ale obiecał sobie, że postara się być chociaż dla niej miły. Oczywiście musiał być trochę też sarkastyczny bo gdyby tego nie zrobił to nie byłby sobą, czyli dupkiem do bólu. Atwood doskonale wiedział, że za takiego uważają go ludzie, ale nie przejmował się ich opinią, wzruszeniem ramion kwitował wszystko na swój temat. Nie miał ochoty ani czasu na użeranie się z idiotami, więc zaniechał wszelkie odzyskiwanie znajomości po wypadku i depresji, dobrze mu było tak jak teraz. Samotnie.
Lubił szarlotkę, lubił cynamon więc Moira jak najbardziej trafiła w jego gust, trochę wyrachowany w momentach ale nadal dobry. Zresztą nawet nie miał sił, żeby wybrzydzać zwłaszcza, że to ona postanowiła wyciągnąć rękę w jego kierunku. Było jednak tak czy siak niezręcznie niczym wepchanie się prosto do paszczy lwa.
- Dziwisz mi się? - rzucił w jej kierunku kiedy nareszcie mógł zająć swoje miejsce na fotelu i wbić w nią spojrzenie w którym czaiła się nutka grozy ale i także zaciekawienie co się takiego stało, że postanowiła z nim porozmawiać. Czyżby uznała, że nie taki diabeł straszny jak go malują i że Raphael zasługuje na wyjaśnienie jej zachowania? Oby. Nie miał ochoty dalej toczyć wojny, ale z drugiej strony nie chciał być odhaczoną pozycją na liście rzeczy do naprawy bo zapewne tak się właśnie stanie gdy tylko Moira wyjdzie z jego domu. Nie zamienią już więcej ani słowa, będąc się mijać na ulicy czy w sklepie w ciszy, nie chciał mieć takiej relacji z kobietą, która była ważna dla jego przyjaciela a co za tym idzie była ważna także dla niego. Zresztą za gówniarza obiecał mu, że jakby coś mu się stało a będzie osoba, którą kochał to się nią zajmie. Będzie dla niej wsparciem i spowoduje, że znowu na twarzy kobiety pojawi się uśmiech.
Wzruszył lekko ramionami na jej pytanie. - A jak mam się czuć po utracie najlepszego przyjaciela? Źle, to chciałaś usłyszeć? - wyprostował się najpierw delikatnie w fotelu a potem oparł łokcie o swoje kolana i wbił w nią badawcze spojrzenie. Jeśli przyszła tutaj po to, żeby rozmawiać z nim o śmierci Noaha to może odwrócić się i po prostu wyjść z jego mieszkania. Nadal po tych dwóch latach to był ciężki orzech do zgryzienia dla Raphaela, nadal miał przed oczami twarz przyjaciela ułamki sekundy przed tym cholernym wypadkiem. Przymknął na moment oczy. Kiwnął głową na jej pytanie o rękę.
- Czasami odmawia mi posłuszeństwa, lekarze powiedzieli że ten niedowład będzie mi towarzyszył do końca życia - mruknął, wyciągając lewą czyli chorą rękę w jej stronę, ani na moment nie spuszczał z niej spojrzenia. Nawet otworzył usta, żeby coś powiedzieć gdy rozgrzmiał świst czajnika.
- Jeszcze potrafię zalać herbatę - rzucił w jej stronę. Przeprosił ją i skierował się do kuchni gdzie zalał herbaty i wrócił z dwoma parującymi kubkami z powrotem do małego, skromnego salonu stawiając je na stoliku. Wrócił jeszcze po cukier do kuchni gdyby ta go sobie życzyła i ponownie zajął miejsce w fotelu. Przez krótki moment trwała cisza, którą nie wiedział jak ma przerwać..
- Obiecałem mu - rzucił nagle, nie patrząc jednak na nią ale na punkt na ścianie na wprost jego głowy. - Obiecałem mu, że się Tobą zajmę gdyby coś mu się stało. - dodał już trochę ciszej mimowolnie przenosząc spojrzenie na twarz kobiety.

@Moira Brown

Moira Brown

Praktykant• 0 pkt

31 y/o165 cm fotograf

Awatar użytkownika

szukaj mnie

cierpliwie dzień po dniu

Downtown

Post autor: Moira Brown »

Robiło się zbyt nerwowo a ona bała się, że w końcu puszczą jej wszelkie hamulce. Już nawet wyobrażała sobie jak ze złością zaciska swoje smukłe palce na jego szyi, sycząc wściekle przez zęby, że nie powinien tak się do niej odnosić bo to wszystko było jego winą. Jak dobrze, że była to tylko jedynie imaginacja a szyja mężczyzny pozostawała bez większych ran, gdyż dość już było śmierci w ich bliskim otoczeniu. Musiała pozostawać silna a wszelkie jego komentarze kwitować jedynie cichym westchnieniem czy odwróceniem wzroku. Z drugiej strony przecież wiedziała, że nie ma z nim najmniejszych szans; przekrzyczałby ją przedstawiając swoje argumenty. Był o wiele silniejszy nie tylko fizycznie ale także psychicznie, a przynajmniej tak jej się wtedy wydawało. Nie mogła przecież zakładać, że jest tak samo pogubiony jak ona.
- Przepraszam. Po prostu ... - podjęła próbę tłumaczeń, którą przecież dziesiątki razy układała sobie w głowie. W rzeczywistości okazało się to być dużo bardziej skomplikowane niż jej się wydawało. - Po prostu nie mogłam na Ciebie patrzeć. Miałam ochotę wepchać Cię pod pędzący pociąg. Chciałam abyś zniknął, abym nie musiała na Ciebie patrzeć. Nie chciałam abyś mi przypominał. - wyrzuciła z siebie niczym z karabinu maszynowego słowa, których nie zakładała nigdy wypowiedzieć. To nie ich używała w swoich założeniach; tamte były słowami wsparcia, te jednak były w stu procentach prawdziwe. - Przepraszam. - dodała, wstając energicznie z zajmowanego miejsca na kanapie po to aby nerwowym krokiem zacząć krążyć po pokoju. Nie tak przecież to wszystko miało wyglądać, powinna zachować spokój i nie dać wyprowadzić się z równowagi. Sądziła, że jest o wiele bardziej silniejsza jednak w towarzystwie mężczyzny ponownie stawała się bezbronną Mo. Dopiero po dłuższej chwili zajęła swoje poprzednie miejsce, zatapiając twarz w dłoniach. To wszystko było zbyt trudne.
Wraz z głośnym westchnieniem opuściła dłonie na swoje uda, wwiercając wzrok w twarz Raphaela. - Chciałam tylko porozmawiać ... - tłumaczyła się chaotycznie, gdy po raz kolejny mężczyzna zarzucił ją nerwowym tonem swojej wypowiedzi. Doskonale wiedziała, że strata przyjaciela spowodowała w jego życiu nieodwracalne zmiany. Nie chciała jednak licytować się które z nich miało gorzej, gdyż ta walka mogłaby nigdy się nie skończyć. Miała wrażenie, że podczas dzisiejszej rozmowy żadne słowo nie będzie odpowiednie. Tonęła w morzu niezręczności z każdym wypowiedzianym słowem. Wdzięczna więc była gdy w pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk czajnika; dzięki temu chociaż na chwilę mogła odetchnąć zażenowana swoim zachowaniem i całą tą sytuacją. Nawet przez chwilę rozejrzała się dookoła, jakby szukając drogi ucieczki z tej sytuacji. Czuła się jak w potrzasku, a jedyne co jej pozostawało to przywitanie mężczyzny cichym westchnieniem, gdy pojawił się w salonie dzierżąc w dłoniach naczynia z gorącym napojem. Skinieniem głowy podziękowała mu ta herbatę, obejmując rozgrzany kubek w obu dłoniach jakby chcąc rozgrzać się nieco. Odstawiła naczynie dopiero usłyszawszy jego słowa odnośnie obietnicy złożonej przyjacielowi. Dopiero one tchnęły w nią nieco inną, bardziej pozytywną energię. Wzruszona jego słowami, zdziwiona otwartością zsunęła się z kanapy aby kucnąć tuż przed nim. Objęła jego dłonie w swoje, jakby chcąc dodać mu otuchy po czym zadarła ku górze głowę, aby swój przeszklony wzrok wbić w jego tęczówki. W pierwszej chwili zaciskając usta w cienką linię, pokiwała jedynie w odpowiedzi głową. Dopiero po kilku sekundach podjęła próbę dalszej konwersacji. - A ja mu obiecałam, że nigdy nie nakarmię Cię jagodowymi babeczkami bo wychodzą mi naprawdę podle. - zaśmiała się przez łzy, także przyznając się do swojej, znacznie mniej obciążającej obietnicy. - Oboje teraz potrzebujemy opieki, Raphael. Pozwolisz mi się Tobą zaopiekować? - uśmiechnęła się blado, przenosząc jedną w dłoni na jego lewe ramię.
Chyba oboje potrzebowali tej rozmowy. Wyrzucenia z siebie kilku kwestii i niepotrzebnych słów. I chociaż była przed nimi jeszcze długa, wyboista droga ku pogodzeniu się ze śmiercią Noaha, całkiem nieźle wystartowali.
Dopiero po dłużej chwili ponownie usiadła na kanapie, znacznie zmniejszając dystans między sobą a mężczyzną, jakby chcąc wykonać kolejny krok ku pojednaniu. Ponownie chwyciła za kubek z herbatą, który uniosła jakby w geście toastu. - Za zgodę? - zaproponowała, rzucając w jego stronę krótkie spojrzenie, któremu towarzyszył delikatny uśmiech.

@Raphael Atwood

Raphael Atwood

Złap mnie, jeśli potrafisz• 29 pkt

35 y/o184 cm komendant straży pożarnej

Awatar użytkownika

Firefighters save hearts and homes.

How can one love

the light and live in darkness?

Downtown

Post autor: Raphael Atwood »

Nie chciał wychodzić na jakiegoś gbura, ale nie lubił właśnie takich sytuacji jak ta teraz, kiedy tak naprawdę to wszyscy dookoła próbowali z niego zrobić tego złego. Wiedział przecież, że Moira jak tylko dowiedziała się o śmierci ukochanego to liczyła na to, że to żart. Obwiniała o to Raphaela, tak samo jak on samego siebie. Przecież to on powinien zginąć a nie Noah i miał żal o to do parszywego losu, że jego oszczędził. Atwood nie miał nawet perspektyw na to, żeby być dla kogokolwiek wsparciem, nie wychodziło mu to ani trochę. Miał gburowatą naturę i tylko jego przyjaciel potrafił na niego wpłynąć tak, że stawał się miły. Do czasu. Teraz gdy nie było przy nim Noaha czuł się samotny i zły na otaczający go świat. Znowu rzucił się w wir pracy, żeby zapomnieć.. tylko że wszystko dookoła przypominało mu o nim.
Utkwił w niej spojrzenie uważnie słuchając jej słów, ani trochę go nie zdziwił fakt, że chciała go zabić. Nawet sam miał takie myśli, żeby zniknąć na dobre z tego miasta a może nawet z życia. Raz otarł się o śmierć, nie był jednak pewien czy drugi raz mu się to uda. Był zbyt wielkim tchórzem, żeby sam odebrać sobie życie i doskonale o tym wiedział. Słuchał jej i przede wszystkim rozumiał co może okazać się dziwne bo kiedy Raphael kogokolwiek rozumiał?
- Wiem - wyrzekł po chwili starając się posłać w jej stronę delikatny uśmiech, jednak bardziej wymuszony. Mimo tego, że minęły dwa lata od jego śmierci to nadal nie był w stanie normalnie rozmawiać na ten temat i widział, że kobieta miała ten sam problem. - Uwierz mi, nie raz chciałem sam się rzucić pod pędzący pociąg. To ja miałem zginąć, a nie on - wydusił z siebie po chwili milczenia, tak uważał odkąd tylko otworzył oczy w szpitalu parę dni później, że to on powinien zginąć a nie Noah. Jego przyjaciel miał ułożone życie, miał kobietę którą kochał i planował mieć z nią potomstwo a co miał Raphael? Życie samotnika? Nie potrafił się zaangażować a wszelkie pojawiające się uczucia ignorował, nie mógł dopuścić do tego, żeby zaczęło mu zależeć. Śledził ją uważnie gdy ta tłukła się po jego salonie jakby miała zaraz wybiec z mieszkania i nigdy już tutaj nie wrócić. Zawsze uważał ją za piękną kobietę i nie dziwił się, że Noah się nią zainteresował, zapewne na jego miejscu Atwood zrobiłby to samo. Teraz była samotna i zmagała się tak jak on z żałobą, oboje przechodzili ją zdecydowanie zbyt długo.
Było to zbyt trudne dla ich obojga, rozmowa o utraconej ukochanej osobie nigdy nie była łatwa. Zwłaszcza gdy Raphael był świadkiem jego śmierci i nawiedzało go to w snach, to było w tym wszystkim najgorsze.
- Więc rozmawiajmy - wyrzekł kiedy wrócił z dwoma kubkami parującej herbaty i przysiadł na swoim fotelu nie odrywając ani na moment od niej spojrzenia. Chciała rozmawiać to był tutaj, czyż nie? W końcu to ona do niego przyszła i to ona powinna zacząć ten temat, no chyba że ucieknie przy pierwszej lepszej okazji. Mogła to zrobić gdy mężczyzna był w kuchni i nawet po cichu odliczał sekundy do usłyszenia zamykanych za nią drzwi, zaskoczyła go jednak kiedy wrócił a ta nadal siedziała na kanapie. Drgnął zaskoczony widząc jej reakcje na swoje słowa, przeniósł swoje spojrzenie na jej twarz kiedy ta przykucnęła przed nim, przez krótki moment mogła nawet zobaczyć cień uśmiechu na jego ustach. Nie cofnął swoich rąk kiedy ta tylko go dotknęła, nawet gdy nie był przyzwyczajony do takich spontanicznych gestów. Nie lubił kiedy ktoś naruszał jego przestrzeń osobistą, ale w tym momencie nie miało to większego znaczenia. Odwzajemnił delikatnie jej uścisk, kciukiem muskając wnętrze jej dłoni w pocieszającym geście. Na nic więcej nie mógł się zdobyć, bo słowa ugrzęzły mu w gardle. Zaśmiał się tylko cicho na wzmiankę o babeczkach.
- Tak.. były okropne - podsumował, zawsze z Noah śmiali się żeby uciekać jak najdalej gdy Moira piekła jagodowe babeczki. Oczywiście udawali, że im smakują, ale ta potrafiła wyczytać z ich twarzy, że kłamali. Kiwnął delikatnie głową na jej pytanie. Dlaczego miałby się nie zgodzić i przekreślić ich znajomość? Zresztą musiał dotrzymać obietnicę swojego przyjaciela. Kiedy ta ponownie usiadła na kanapie mimowolnie Raphael zrobił to samo sadowiąc się obok niej. Chwycił swój kubek unosząc go delikatnie w jej stronę, żeby stuknąć się z jej w ramach toastu.
- Za zgodę - mruknął, upijając łyk gorącego napoju. Odstawił szkło ponownie na stolik , przenosząc wzrok na jej twarz. Zdobył się nawet na lekki uśmiech.


@Moira Brown
mam przecięty palec i ciężko się pisze, więc przepraszam za gniota :/

Moira Brown

Praktykant• 0 pkt

31 y/o165 cm fotograf

Awatar użytkownika

szukaj mnie

cierpliwie dzień po dniu

Downtown

Post autor: Moira Brown »

Szczerze zgadzała się ze stwierdzeniem, że tamtego dnia powinien zginąć Raphael. To on nie miał rodziny, nie miał zbyt wiele do stracenia. Moira była wręcz przekonana, że jego śmierć nie przyniosłaby aż tyle bólu innym. Był przecież zimnym, gburowatym typem, który w nosie miał innych. Czasami zastanawiała się jakim cudem, taki ktoś jak on pełnił taką funkcję. Pytała też o to męża, jednak ten widział w przyjacielu dobrego, oddanego człowieka i nie rozumiał pytań Mo. Widać, już od dawna Raphael jawił się jej jako ostatni dupek.
Chyba nigdy nie byli wobec siebie tak szczerzy i bliscy jak dzisiaj. Nawet podczas wieloletniej przyjaźni mężczyzn, Moira nigdy nie czuła potrzeby zbytniego spoufalania się z Atwoodem. Wiedziała, że przyjaźnił się z jej mężem, z chęcią gościła go w swoim mieszkaniu, jednak nigdy nie zdobyła się na najmniejszy gest względem niego. Nie przypominała sobie nawet aby tańczyli ze sobą na weselu, czy rozmawiali dłużej niż pół godziny. Byli zawsze tak blisko siebie a jednocześnie tak daleko. Tak jakby Noah skutecznie nie chciał doprowadzić do ich bliższej konfrontacji. Dzisiaj jednak nadrabiali wszelkie zaległości związane z ich znajomością; nie szczędzili sobie słów - tych gorzkich ale także tych pełnych wsparcia. Moira nawet odważyła się na kilka bliższych gestów, którymi skutecznie przetarła drogę do Raphaela, który zawsze wydawał się jej być zimny i niedostępny. Teraz jednak, gdy przyklękła przed nim i pozwoliła pogładzić wnętrze swojej dłoni widziała w nim zagubionego mężczyznę, który nie potrafił znaleźć sobie miejsca po stracie najlepszego przyjaciela. I nawet zignorowała fakt, że nic nie odpowiedział na jej pytanie. W głowie sama już założyła, że także stanie się dla niego wsparciem; czy mu się to podoba czy też nie.
Uśmiechnęła się dużo szerzej, słysząc jego zgodę na wniesiony toast. Nowy początek tej relacji zapowiadał się całkiem nieźle. Teraz tylko i wyłącznie od nich zależało jak długo wytrzymają nie obrzucając się oskarżeniami i słowami pełnymi żalu.
- Mieszkasz sam? - odezwała się w końcu, rozglądając się badawczo po salonie. Był sterylnie czysty, więc nie miała szans na dopatrzenie się w nim jakichś porozrzucanych, damskich ubrań. Męskich zresztą też nie, bo w sumie nie do końca wiedziała kto był w typie Atwooda. Upiwszy łyk herbaty, przeniosła na niego swoje spojrzenie, unosząc przy tym brwi nadal pozostając w temacie swojego pytania. Nie mogła przecież oszukać swojej ciekawskiej natury. Zresztą o czym innym miałaby z nim rozmawiać? Miałaby zapytać jak w pracy? Jak relacje rodzinne? Przecież wszystko to obchodziło ją niewiele. Odstawiła kubek pełen herbaty, po czym sięgnęła po kawałek świeżego wypieku. To nim chciała umilić sobie czas opowieści dotyczący domniemanego współlokatora Raphaela. Bo chociaż chciała z nim rozmawiać, zadawać pytania i być ciekawą jego odpowiedzi, nie do końca to wszystko potrafiła. Przetarła wierzchem dłoni swoje zabrudzone pudrem wargi, kiwając przy tym głową z uznaniem dla swojego wypieku. - Znacznie lepsze niż babeczki. - pochwaliła samą siebie, chcąc zachęcić mężczyznę do skosztowania jej dzieła. Skończywszy swój kawałek, oblizała opuszki palców po czym po raz kolejny sięgnęła po kubek z herbatą.Czyżby na tym miały skończyć się ich tematy do rozmów? Może to w związku z tym nigdy nie mieli okazji ze sobą dłużej porozmawiać? Aby przerwać panującą wokół ciszę, odchrząknęła głośno. - Często o Tobie myślałam. Mimo wszystko. - tym razem to ona zebrała się na dość poważne wyznanie. Często przecież zastanawiała się nad tym jak mimo wszystko radzi sobie Raphael. Bo chociaż nie potrafiła spojrzeć mu w twarz, wiedziała, że on także w pewien sposób umarł tamtego dnia.

@Raphael Atwood

U mnie i bez rozciętego palca dziś słabiutko. :(

Raphael Atwood

Złap mnie, jeśli potrafisz• 29 pkt

35 y/o184 cm komendant straży pożarnej

Awatar użytkownika

Firefighters save hearts and homes.

How can one love

the light and live in darkness?

Downtown

Post autor: Raphael Atwood »

Powinien zginąć i wiedział o tym doskonale, a jego zwłoki powinni wrzucić do rzeki tak jak w tym filmie koszmar minionego lata, tylko że w tamtym filmie ofiara dawała oznaki życia a i tak postanowili wrzucić zwłoki do morza. Nie było to zbyt mądre posunięcie, ale czy w dzisiejszych czasach ludzie wydają się być mądrzy? Atwood wprawdzie miał rodzinę na której mu cholernie zależało i nie chciał jej zostawiać, ale tak czy siak on nie miał kobiety do której wracałby codziennie wieczorem i dzielił z nią nie tylko łóżko ale i życie. Nic dziwnego, że Brown mogła mieć takie same myśli, że to on właśnie powinien zginąć.
Los jednak zadecydował inaczej i czasami Raphael czuł się tak jakby wygrał jakiś los na loterii, albo po prostu dostał od życia drugą szansę, żeby stać się lepszy. Próbował zbliżyć się do Moiry nawet gdy ta odpychała go za każdym razem myśląc, że nie potrzebuje jego pomocy żeby się otrząsnąć. Wiedział, że jego widok przypominał jej o nim i dlatego usilnie starała się ignorować jego istnienie. Nie mógł jednak cofnąć obietnicy danej przyjacielowi i jakaś niewidzialna siła ciągnęła go w kierunku tej porzuconej kobiety. Owszem, był dupkiem i tego już raczej nie zmieni bo stare nawyki bardzo ciężko jest wykorzenić, ale starał się być zdecydowanie lepszy czy to na podłożu zawodowym czy i także na prywatnym. Zazwyczaj kończyło się to marnie, ale zawsze coś czyż nie? Chociaż pomyślał o tym, że mógłby się zmienić. Dzisiejszego wieczoru chciał, żeby ta usłyszała pewne słowa, które od śmierci Noaha cisnęły mu się na usta, a szczególnie żal o to że to jego przyjaciel zginął. Uniósł delikatnie brew na jej pytanie, ale skinął głową, jednak ona w tym momencie nie patrzyła na niego tylko rozglądała się po salonie więc otworzył usta.
- Tak. Odkąd wyprowadziłem się od rodziców, jestem raczej.. typem samotnika - wzruszył ramionami na własne słowa. Tak naprawdę to jego przyjaciel był jedyną osobą przy której Atwood nie wariował i nie był tym perfidnym dupkiem. Chociaż zapewne za takiego go uważał na początku, jednak ich przyjaźń pozwoliła na to, że się otworzył na innych ludzi.. po części. Dbał o porządek w swoim mieszkaniu chyba bardziej niż kiedykolwiek i tak naprawdę to tylko to dawało mu pewnego rodzaju spokój ducha. Miał kilka partnerek łóżkowych, ale żadna z nich nie została na dłużej w jego życiu, raczej traktował je jak przechodnią przygodę i rzadko kiedy wracał do nich myślami gdy już postanowił je zostawić czy przestać się odzywać. Tak.. zdecydowanie był dupkiem.
- Skoro sama jesz, to nie są zatrute - mruknął w jej kierunku, uśmiechając się kącikiem ust gdy sięgnął po jej wypiek. Ugryzł nawet kawałek i kiwnął głową w ramach aprobaty, na prawdę było dobre i zdecydowanie lepsze od tamtych nieszczęsnych babeczek. Drgnął lekko na jej kolejne wyzwanie i mimowolnie westchnął, dojadł jednak swój kawałek placka i dopiero potem zwróciła się trochę bardziej przodem do niej.
- Słuchaj.. wiem, że uważasz mnie za dupka i że tak samo jak ja sądzisz, że powinienem zginąć zamiast Noaha tamtego dnia. Naprawdę żałuję, że się tak nie stało. Chciałbym jednak zamknąć tamten rozdział w życiu i zacząć nowy, nie jestem Twoim wrogiem i nigdy nim nie będę - Raphael nie pamiętał kiedy wypowiedział tyle słów prawie na jednym wydechu.
- Nie chodzi nawet o obietnicę daną Noahowi, po prostu czuję, że powinienem się Tobą zaopiekować.. i ja także nie raz myślałem o Tobie i jak to wszystko przeżywasz - musnął palcami lekko jej rękę, przez moment zastanawiając się czy ma ją chwycić czy nie, zdecydował się jednak na to pierwsze muskając kciukiem jej jasną skórę nadgarstka.
- Oficjalnie przyjaciele?
Uśmiechnął się ku niej delikatnie.

@Moira Brown

Moira Brown

Praktykant• 0 pkt

31 y/o165 cm fotograf

Awatar użytkownika

szukaj mnie

cierpliwie dzień po dniu

Downtown

Post autor: Moira Brown »

Każde z nich przeżywało swój koszmar. Była pewna, że tak samo jak ona, Raphael miewał mnóstwo nieprzespanych nocy i ciężkich dni. Że każdy dzień w pracy, każde wezwanie na miejsce wypadku, było dla niego bolesnym wspomnieniem. Po każdym spojrzeniu w jej smutne oczy podczas ich kilkusekundowych spotkań miewał jeszcze większe wyrzuty sumienia, które ona z premedytacją rozszerzała. Dopiero dzisiaj miało wszystko się zmienić; mieli wypić wspólnie herbatę, zjeść kawałek ciasta i zrozumieć się wzajemnie. Swoje smutki, żale i lęki. Oboje przecież siedzieli po same pachy w tej sytuacji, z której nie było wyjścia. Każde z nich cierpiało podobnie a licytacja w tej kwestii nie miała większego sensu.
- To musiało być jakieś milion lat świetlnych temu. - zażartowała, nawiązując do jego wyprowadzki od rodziców. Była pewna, że Atwood dawno temu opuścił rodzinny dom i postanowił się usamodzielnić. Była także przekonana, że w tym usamodzielnianiu pomagała mu jakaś dobra dusza, kobieta, która mogłaby być dla niego wsparciem. Bo nawet jeśli całkiem nieźle radził sobie z utrzymaniem czystości w domu, życie w pojedynkę nie było czymś pocieszającym. Świadomość tego, że ma się do kogo wracać po męczącym dniu w pracy potrafiła zrekompensować wszelkie gorsze chwile. Moira nie była jednak osobą odpowiednią do przeprowadzania rozmów z Raphaelem po tym kątem; przekonana jednak była, że jej mąż już niejednokrotnie podejmował ten temat, jednak bezskutecznie.
Kiedy mężczyzna skończył jeść ciasto, nie potrafiła skupić się na jego słowach. Przyswajając co drugie słowo, zainteresowana była jedynie białym proszkiem, który pozostał w kąciku jego ust po skonsumowaniu wypieku. Nie sądziła, że puder, którym postanowiła posypać ciasto, pozbawi ją chwili skupienia podczas tak ważnego dla niej wyznania. Dopiero po kilkunastu sekundach, przeniosła swój pytający wzrok na tęczówki mężczyzny, nie mając śmiałości przyznać się do braku koncentracji na jego słowach. Gdy jednak zaproponował jej przyjaźń, kąciki jej ust mimowolnie powędrowały ku górze. Nie sądziła, że tak prosta propozycja mogłaby kiedykolwiek poprawić jej humor. Bo chociaż czując nadal ogromny żal do mężczyzny, pocieszająca była myśl, że oboje chcą zacząć od początku. I czując jego dłoń na swojej, zdezorientowana przeniosła wzrok na splot ich dłoni czując w środku niespokojny ścisk żołądka. Poczuła jakby robiła coś złego, jakby dopuszczała się zdrady, chociaż nie pozostawała w związku już od dwóch lat. I z jednej strony chcąc wytrzeć z kącika jego warg puder, walczyła ze sobą po raz kolejny aby nie uciec w obawie przed jakimś błędnym ruchem. Przechyliwszy głowę do boku, niepewnie uniosła wolną dłoń na wysokość jego twarzy, aby w pełni troski wytrzeć z jego wargi rozpraszający ją proszek. - Strasznie mi przeszkadzało. - usprawiedliwiła się, na wypadek gdyby mężczyzna zarzucił jej, że ten gest był absolutnie niepotrzebny. Bo chociaż w pierwszej chwili nie widziała w swoim czynie nic dziwnego, po głębszej analizie dzisiejszego spotkania, tego na czym zaczęła skupiać swoją uwagę i jakie słowa zaczęła wypowiadać w stronę mężczyzny, nieco się speszyła. Granica między nimi zaczęła się niebezpiecznie zacierać, co wzbudzało w niej dziwne poczucie winy. - Oficjalnie przyjaciele. - także uśmiechnęła się, przystając na propozycję mężczyzny. I jakby tych niezręczności było jej mało, nie zabierając dłoni z jego uścisku, ponownie, wolną dłonią sięgnęła po kubek z herbatą coby ją dokończyć.- Tak po prostu miało być. - podsumowała smutno ich dzisiejszą rozmowę, chociaż nie do końca zgadzała się ze swoimi słowami. Chciała po prostu zakończyć ten drażliwy temat, skoro wszystko wskazywało na to, że bardzo wiele wyjaśnili sobie jak na jedno spotkanie. - Teraz tylko wszystko zależy od nas jak będzie dalej. - dodała pokrzepiająco, widząc w tej relacji nadzieję na spokojną znajomość.

@Raphael Atwood

Raphael Atwood

Złap mnie, jeśli potrafisz• 29 pkt

35 y/o184 cm komendant straży pożarnej

Awatar użytkownika

Firefighters save hearts and homes.

How can one love

the light and live in darkness?

Downtown

Post autor: Raphael Atwood »

Owszem, przeżywali swój własny, prywatny koszmar i czasami Raphael żałował, że nie potrafił się zdystansować do tego co spotkało jego przyjaciela. Bez niego życie Atwooda wyglądało niczym straszny film. Owszem, wiedział, że żyje ale jakie to życie kiedy nie masz do kogo się tak naprawdę odezwać? Prędzej ta samotność i cisza ani trochę mu nie przeszkadzała, a jak chciał porozmawiać to rozmawiał ze swoim przyjacielem, który był na każde jego zawołanie, dziwne że Moira nie była czasami o to zazdrosna. Tak samo Atwood dość często bywał w ich domu, nie było praktycznie dnia w którym nie widział się z Noah. Ich relacja była czysto przyjacielska, ale do tego stopnia, że nie mogli bez siebie spędzać dłuższej ilości czasu, oboje byli od siebie uzależnieni już od dzieciaka a teraz mężczyzna czuł tylko i wyłącznie pustkę. Mimowolnie prychnął na jej słowa.
- Dzięki, że uważasz mnie za takiego staruszka - wyrzekł po chwili milczenia kręcąc lekko głową na boki. Może i nie był najmłodszy, jednak jeszcze uznawał, że całe życie przed nim i dzięki temu, że przeżył mógł je dalej przeżyć. Może z kimś u boku? A może nadal samotnie wracając do pustego i przede wszystkim zimnego łóżka. Chyba adopcja psa będzie dobrą opcją, czyż nie? Miałby chociaż wtedy do kogo wracać i w nocy przytulić się do zwierzaka, zamiast nie móc zasnąć dręczony przez koszmary w których za maską mordercy widział twarz swojego przyjaciela. Nie dawało mu to normalnie żyć.. niestety. Mówił i patrzył prosto na nią, dopiero po paru wypowiedzianych słowach uświadomił sobie, że dziewczyna ma jakieś nieobecne spojrzenie i to zdecydowanie skupione na jego ustach a nie na oczach jak powinno być, wybiło go to ciut z rytmu, więc nic dziwnego że mieszał się w słowach i nie potrafił skupić do końca na tym co mówił. W pewien sposób jej obecność tutaj rozpraszała go, to że patrzyła na niego w jakiś inny sposób, bardziej zamyślony.
Drgnął trochę zaskoczony kiedy ta uniosła rękę i wytarła pozostałości po cieście z kącika jego ust, przez krótki moment skrzyżował swoje tęczówki z jej nie wiedząc co takiego ma powiedzieć. Wypowiedzenie słowa dziękuję było takie banalne, że aż zabolała go jego własna głupota. Kącik jego ust drgnął tylko lekko i kiedy ta odsunęła od jego twarzy dłoń jeszcze na wszelki wypadek przetarł usta kciukiem robiąc to jednak w ciut kuszący sposób, rozchylając je bardziej niż to było konieczne.
- Wybacz, czasami jem jak jakiś zwierzak - zaśmiał się, próbując w jakiś sposób rozładować napięcie, które się między nimi pojawiło. Nadal jednak trzymał jej rękę jakby z jednej strony bał się ją puścić bo ich przyjaźń mogłaby się ulotnić niczym pęknięty balonik a z drugiej lubił czuć przyjemne ciepło bijące od jej skóry. Takiej delikatnej że aż chce się.. Puścił jej rękę po paru sekundach od tych myśli, mógł to zrobić trochę zbyt szybko jakby jej dotyk go nagle oparzył, uśmiechnął się tylko przepraszająco w jej stronę.
- Masz rację. To od nas zależy jak będzie, ale jestem dobrej myśli - ujął swój kubek z herbatą chociażby po to, żeby zająć czymś ręce i myśli kiedy pił napój, który był już delikatnie schłodzony. Nigdy nie przepadał za gorącą herbatą, która paliłaby jego przełyk.
- Na początku myślałem, że spakujesz manatki i się wyprowadzisz, musi być ciężko mieszkać w no wiesz.. waszym domu - wyrzekł po chwili próbując w jakiś sposób rozpocząć rozmowę, przetarł dłonią kark lekko zamieszany swoimi słowami.
- Ostatnio zastanawiałem się nad przygarnięciem jakiegoś psiaka, trochę jest tutaj za pusto nie uważasz? - rzucił po chwili wzruszając ramionami. Przygryzł delikatnie dolną wargę, czyżby rozmowa się im nie kleiła a może po prostu zrobiło się ciut.. niezręcznie?

@Moira Brown

ODPOWIEDZ

Wróć do „Mieszkanie #10”